Translate

środa, 23 października 2013

Chapter# 30 Póki mówię Ci dzień dobry i do widzenia, to jeszcze nie pożegnanie...

                                                      *Oczami Harry'ego*

Kolejna paskudna pogoda i próżno wyczekiwać letnich promieni słońca. W sumie to już jesień.. Lecz w moim wnętrzu panował identyczny nastrój. Nie miałam ochoty ani wracać do Mel, ani do domu Nialla, więc włóczyłem się bez celu po mieście, pozwalając, by deszcz swobodnie opływał moje ciało.

Byłem znów zmęczony. Znów miałem złamane serce. I znowu nie umiałem tego dłużej ukrywać.

~I co ja mam teraz zrobić?~

Rzuciłem pytanie, na które nie byłem w stanie znaleźć odpowiedzi. Jednak wiedziałem, że muszę się szybko ogarnąć. Lou wciąż mnie potrzebował.

- Harry... - usłyszałem ciche jęknięcie za swoimi plecami.
- Lou? .. - szepnąłem, odwracając się za siebie.

Moim oczom, jednak ukazał się ciemny zaułek, z którego dopiero co wyszedłem. Po chwili z owego mroku wynurzyła się sylwetka blondyna, który podszedł i złapał mnie za ramię.

- Hazz, to ja...
- Przysiągłbym, że słyszałem jego. Nieważne. - mruknąłem pod nosem. - Po co za mną przyszedłeś?
- Porozmawiać. - rzekł nieco zdyszany.
- O czym?
- O Tobie... i o Mel. - odparł trochę niepewnie.
- Nie ma o czym mówić. - burknąłem obojętnie, by zakończyć rozmowę.
- Stary przestań się oszukiwać. - syknął zbulwersowany Horan. - Czy Ty naprawdę myślisz, że jestem ślepy i nie widzę, co się między Wami dzieje?

Jego mina i słowa wprawiły mnie w zdumienie ale i zainteresowanie. Nie twierdzę, że umiejętnie kryłem swoje uczucia, bo nie jestem świetnym aktorem. Lecz nie sądziłem, że kiedykolwiek zechce ten temat poruszyć.

- Dla mnie sprawa jest oczywista. Ona kocha Louisa, ja jestem dla niej tylko przyjacielem, tak jak i Ty. - próbowałem zachować spokój, choć z każdym kolejnym słowem głos łamał mi się coraz bardziej. To mimo wszystko boli.

Nialler nie odpowiadał nic i przyglądał mi się z zaciekawieniem. Po chwili ciężko westchnął i rzekł.

- Dlaczego dusisz znów wszystko w sobie? Harry... Przecież widzę, że nie jest Ci lekko. Porozmawiaj z nią...
- I co jej powiem? - spytałem zrezygnowany. - Że ją kocham? Co to da? Nic...
- Tego akurat nie wiesz. Powiedz jej, co czujesz. Ona ma tyle na głowie, że nie rozumie Twoich sygnałów. Musisz wprost wyrazić swe uczucia.
- Czy Ty nie słyszysz, co mówię? - odparłem nieco zirytowany. - Ona mnie nie kocha. I tego nie zmieni nawet odejście Louisa.
- Ale przynajmniej pozna prawdę. Sam powtarzasz, że każdy na nią zasługuje, choćby miała być najgorsza. Mel jest wyjątkiem?

Zamilkłem i bez słowa odwróciłem się i ruszyłem przed siebie. Miałem gdzieś wołanie żarłoka. Byłem rozgoryczony i zły.

~Cholera, nienawidzę, kiedy masz rację...~

                                                    *Oczami Louisa*

Miałem wiele wątpliwości, czy zostać, czy jednak już odejść. Jednak Harry zdawał się mieć rację. Tu nie chodzi tylko o mnie. Chodzi też o moją rodzinę. O rodziców, o dziewczynki... Pytanie, jak im przedstawić prawdę?

Cóż wszystkie drogi znów prowadzą mnie do Mel... Ona na pewno coś wymyśli. Nie zastanawiając się dłużej, wróciłem do domu. Ujrzałem Melissę, siedzącą przy oknie, która swój wzrok zawiesiła na pochmurnym niebie. Jej słodkie usta były zwarte w jakimś niezrozumiałym grymasie.

~Czyżby coś mnie ominęło?~

Zbliżyłem się powoli do dziewczyny i, szukając w półmroku jej dłoni, zapytałem.

- Skarbie... wszystko w porządku?
- Chyba za bardzo się w tym wszystkim gubię... - szepnęła, spuszczając głowę.
- Hej.. - rzekłem czule, całując ją w  czubek głowy. - Co się stało?

Melissa milczała dłuższą chwilę, aż zebrała się w końcu w sobie i spojrzała mi prosto w oczy, mówiąc ze smutkiem.

- Jestem do niczego.

Zabolały mnie jej słowa. Co skłoniło ją do tego, by tak mówić? Jeśli ktoś tu jest beznadziejny to ja.

- Dlaczego tak twierdzisz głuptasie? - rzekłem ciepło.
- Bo mam wrażenie, że zamiast pomóc, to tylko wszystkich ranię..

Oniemiałem na te słowa. Jak taki anioł jak ona, taka słodka kruszyna może sądzić, że kogoś krzywdzi?
Chwyciłem Mel za dłonie i przyciągnąłem do siebie. Spojrzałem pobłażliwie w jej niezwykłe tęczówki i odparłem pobłażliwie.

- Wygadujesz głupoty. Jesteś najbardziej uroczą dziewczyną, jaką kiedykolwiek spotkałem. Zawsze dla każdego masz otwarte serce i starasz się wesprzeć. Zobacz na chłopców - to dzięki Tobie spotkali się po latach i mogli odbudować swą przyjaźń. No i ja... Mel, ocaliłaś mnie.. - dodałem ze wzruszeniem.

Brunetka spojrzała na mnie z wdzięcznością i uśmiechnęła się delikatnie, lecz ten piękny uśmiech nie zagościł na długo na jej twarzy.

- Może Ciebie tak, ale...
- Chodzi o Harry'ego, prawda? - dokończyłem za nią. Mel tylko kiwnęła twierdząco głową.
- Kompletnie nie umiem rozgryźć tego chłopaka.. - mruknęła po chwili. - Wydaje się być bardziej wyluzowany i szczęśliwszy odkąd tu przyjechał. Jednak ostatnio znów jest zamknięty w sobie. Coś się z nim dzieje, a ja nie potrafię tego zrozumieć. Tak samo, jak dzisiaj... - westchnęła, po czym opowiedziała mi całe zajście.

Tym razem kompletnie nie wiedziałem, co zrobić. Ja znałem przyczynę zmiany zachowania Hazzy.. Ale czy powinienem mówić o tym Mel? Na razie chyba lepiej się w to nie mieszać.

- Posłuchaj słonko. - szepnąłem do Mel, głaszcząc ją czule po plecach. Wszyscy przechodzimy teraz ciężkie chwile przez Corwina i przeze mnie...
- Ale to nie Tw... - próbowała zaprzeczyć, ale położyłem jej palec na ustach, by pozwoliła mi dokończyć.
- Każdemu z nas nie jest teraz zbyt lekko i każdy z nas przeżywa to na swój sposób. Harry ma w zwyczaju kisić wszystko w sobie. Pewnie nie mówi nic, by Cię nie martwić. Ale jeśli tak Ci z tym źle, to możesz z nim szczerze porozmawiać. Jestem pewien, że przystanie na Twoją prośbę.
- Dziękuję Louieh. - rzekła a następnie złączyła nasze usta w pocałunku.

~To ja dziękuję Tobie.~

                                                   *Oczami Nialla*

-Hazz, otwórz w końcu. -jęknąłem zrezygnowany, pukając wciąż do drzwi jego pokoju.

Tak jak poprzednio odpowiedziała mi jedynie głucha cisza. Kompletnie go nie poznaję. Kiedyś walczył o pannę do upadłego, a teraz zwyczajnie się poddaje i w dodatku załamuje. Czy to dlatego, że chodzi tu też a może przede wszystkim Lou?

- Ech, Harry odezwij się chociaż. - próbowałem dalej. - Co Ty tam robisz? Otwórz te cholerne drzwi i porozmawiajmy, przestań się dąsać jak małe dziecko.

Nie usłyszałem nic, prócz ciężkich kroków i szarpnięcia za klamkę. Po chwili w progu pojawił się Styles.

- Hazza? Stary... - tylko tyle byłem w stanie z siebie wydusić.

Loczek stał ze zgorzkniałą miną i szklistymi, czerwonymi oczami. On płakał...

- Daj mi teraz spokój. Proszę Cię Niall. - mruknął i zatrzasnął mi drzwi przed nosem.

~Cholera, znów nie umiem mu pomóc.~

                                             *Oczami Melissy*

Byłam wdzięczna Louisowi, że jest przy mnie i mogę z nim porozmawiać. A raczej się wyżalić, bo tak właściwie wyglądała nasza rozmowa. Cieszyłam się, że znów mogłam się do niego przytulić i poczuć te kojące ciepło, bijące od jego ciała. Przy nim mogłam zapomnieć o problemach. Chociaż na chwilę.
Zbliżał się wieczór i na zewnątrz robiło się coraz ciemniej. Kolejny dzień spędzony na zamartwianiu się w domu. Chciałam trochę odpocząć.

- Louieh?
- Hmm..? - mruknął brunet, rozluźniając nieco ramię, którym mnie obejmował.
- Chciałabym spokojnie spędzić trochę czasu... Nie myśleć wciąż o tym samym...
- To co powiesz na mały seans filmowy z kocem i górą przekąsek? - rzekł, ukazując rząd białych ząbków.
- Dobry pomysł. - rzekłam uśmiechając się.

Lou wziął mnie na ręce i usadowił wygodnie na sofie a sam udał się do kuchni po smakołyki. Potem zrobił jeszcze jedną rundkę po filmy i obiecane okrycie.

- To co sobie pani życzy? - spytał zawadiacko, wskazując na rozłożone płyty.
- Wybieram to. - odparłam sięgając po jeden z krążków.
- Świetny gust. - rzekł podekscytowany chłopak, po czym wziął ode mnie CD i uruchomił komputer.

Ledwie fabuła "Grease", które oglądaliśmy zaczęła się rozkręcać, usłyszałam dzwonek do drzwi.

- Siedź. - szepnęłam do Lou, który już gotów był znikać. - To pewnie któryś z chłopaków. Pójdę otworzyć.

Ruszyłam na korytarz i po otworzeniu zamka pociągnęłam za klamkę. Wcale się nie myliłam. W Wejściu stał Loczek.

- Harry? Stało się coś?
- Chyba musimy porozmawiać...

Myślałam o tym samym, jednak nie wiem czemu trochę niepokoiła mnie ta rozmowa....
________________________________________________________________________

Wiem, że rozdział nie jest może najlepszy i najdłuższy, ale nie miejcie mi tego za złe. Akurat się trochę rozchorowałam, a i tak zamiast spać, piszę dla Was rozdział. Mam nadzieję, że to docenicie i przymkniecie oko na ewentualne błędy ;D

Harry coraz gorzej radzi sobie z uczuciem do Mel. Może szczera rozmowa rozwiąże ten problem? Czy też go raczej pogłębi? I jak przekonają Corwina, by przyznał się do swego czynu?

c.d.n.

sobota, 19 października 2013

Mała niespodzianka na Halloween ;D

Kochani!
Jak wiecie Halloween zbliża się do nas wielkimi krokami;) Fakt, w Polsce nie jest to święto obchodzone na szeroką skalę, jednak ja osobiście uwielbiam te tajemnicze klimaty ;D Toteż mam dla Was małą niespodziankę w postaci krótkiego opowiadania o One Direction w w takim to właśnie klimacie;) Hope, you'll like it!
_______________________________________________________


One Direction w drodze na swój ostatni koncert z trasy Take Me Home Tour zaplanowany w Polsce na 31 października 2013 roku bawili się naprawdę nieźle. Humory dopisywały całej piątce.

-Zróbmy coś szalonego - powiedział Louis z nadzieją na godny zapamiętania dzień zakończenia kilkumiesięcznego tournee.

Okazja natrafiła się już chwilę po przekroczeniu granicy. Na wjeździe do Polski 1D postanowiła przywitać jedna z Polish Directioners.

-Cukierek albo psikus, panowie! - zawołała podekscytowana, gdy tylko tour bus zatrzymał się naprzeciwko niej.
-Wybieramy psikus! - krzyknął zawadiacko Harry wybiegając z autobusu.

Oczy nastolatki błyszczały przepełnione radością na widok jej ulubionego boysbandu. Całą sytuację obserwował kierowca.

`Tylko jedna fanka? Dziwne. Zawsze było ich więcej ... - stwierdził uświadamiając sobie, że samochody ochrony zniknęły z pola jego widzenia.

Jednak zdumienie Hazzy nie trwało długo. Zachowanie chłopaków, którzy jak rozkapryszone dzieciaki osaczyli fankę oraz sama dziewczyna sprawiali, że Harry kompletnie zatracił się w chwili. Te niebieskoszare oczy, te długie ciemnobrązowe loki opływające jej drobniutkie ciało, ten uroczy purpurowy strój wiedźmy,idealnie komponujący się z srebrzystym księżycem, oświetlającym niebo. Coś niezwykłego było w tej brunetce. Coś, co różniło ją od pozostałych Directionerek...

- To co teraz zamierzasz, yy .. - jęknął Niall.
- Anna. Ale dziś jestem dla Was Arachne. - rzekła z przekąsem dziewczyna.
- A dla mnie jesteś Mysiooka, bo masz oczy szare jak mysz. - zarechotał Louis.
- Lepiej na mnie uważaj. - zarzuciła z przekąsem Anna.
- A co rzucisz na mnie urok?
- Kto wie, sami przecież wybraliście psikus. - mrugnęła okiem w stronę chłopaka o lazurowych tęczówkach. - Mogę zamienić Cię w ropuchę, albo jakiegoś ptaka...
- Kevin! - wrzasnął Tomlinson. - Mogę być Kevinem? Proooszę!

Na te słowa wszyscy zareagowali śmiechem. Ogólne rozbawienie przerwał, jak zwykle rozsądny głos Liama.

- Długo będziemy tu tak stać? Powinniśmy w sumie już jechać...
- Oj wyluzuj Liam, trochę rozrywki jeszcze nikomu nie zaszkodziło. - odparli równocześnie Lou i Niall. Nawet Zayn pokiwał twierdząco głową w geście solidarności.
- Cóż, zostałeś przegłosowany. - stwierdził z rozbawieniem Harry, po czym zbliżył się do nieznajomej i spytał. - To co dla nas przygotujesz?
- Przekonacie się, jeśli pójdziecie za mną. - szepnęła, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie, ginąc powoli w mroku nocnego lasu.

Chłopcy nie pozostali jej dłużni, kroczyli ramię w ramię za fanką, wpływając w głąb wieloletnich świerków. Z każdym kolejnym krokiem robiło się coraz ciszej, coraz bardziej tajemniczo. Nie widzieli już drogi ani tour busa. Gęsta i śnieżnobiała mgła otulała ich ciała a jedynym przewodnikiem była świetlista tarcza, która w towarzystwie gwiazd pozostawiała błyszczące iskierki na sukni urokliwej towarzyszki.

- To tu. - szepnęła Anna. - Nie krępujcie się i wejdźcie.

1D spojrzało trochę niepewnie na Mysiooką, jednak przystali na jej prośbę. Weszli do środka starej leśnej chaty, która pomimo swego sędziwego wieku, prezentowała się wspaniale na tle potężnych drzew.

Wewnątrz leśniczówki było jeszcze mroczniej, niż na zewnątrz. Chłopcy ledwo byli w stanie dojrzeć swe twarze. Stali w milczeniu, oczekując wyjaśnienia od Directionerki.

-Anna? Jesteś tu? Anna? - pytał niecierpliwy Harry. -Ałć! - jęknął po chwili.
- Co jest? - spytał przejęty Niall.
- Hazz, co z Tobą? - dodał Lou, przyświecając telefonem w kierunku przyjaciela.

Loczek stał na środku pokoju, tępo wpatrując się w błysk flesza. Jego szmaragdowe oczy zdawały się być większe, niż kiedykolwiek. Po kasztanowych lokach i rumianym policzku chłopaka spływała żarząco różowa, gęsta farba. Widok Styles'a, wyglądającego jak wielkanocna pisanka sprawiła, iż Louis mało co nie zakrztusił się ze śmiechu. Lecz po oberwaniu balonikiem z niebieską cieczą to on stał się obiektem śmiechu kumpli. W ich rozbawienie wplótł się słodki dziewczęcy śmiech, który prosił.

- Pobawcie się ze mną.

Skąpana księżycowym blaskiem, pojawiła się przy oknie wątła postać sprawcy całego zajścia, która wskazywała na cały kosz podobnych ładunków. Swojej prośby nie musiała wyrażać drugi raz. Nie minęła chwila, jak z piątki wariatów zrobiła się pokręcona, rozbawiona kolorowanka.

-Hej, śliczna chodź tu do nas. - zaśmiał się zawadiacko Harry. - Anna, no dalej nie kryj się, koniec bitwy.

Kiedy nikt mu nie odpowiedział, wyciągnął z kieszeni swój telefon i włączył latarkę. Rozglądał się po całym pomieszczeniu, jednak nie dojrzał nikogo, prócz twarzy swych towarzyszy.

Każdy z nich powtórzył czynność Hazzy, lecz nikt nie zlokalizował pięknych szaroniebieskich tęczówek. Nagle coś popchnęło Styles'a w stronę stoliczka, który znajdował się niedaleko. Chłopak oparł się dłonią o blat, by uniknąć upadku i wtedy poczuł szorstki dotyk. Chwycił za materiał, po czym uniósł go do góry i przyświecił sobie telefonem. W jego palcach tkwił wycinek z gazety, który zaczął czytać na głos.

"Wybrała się na biwak z przyjaciółmi. Już z niego nie wróciła..

Anna( 19 lat) miała spędzić jesienny weekend w leśniczówce rodziców. (...) Jednak dziewczynie nie udało się dotrzeć na miejsce - została śmiertelnie potrącona przez pijanego kierowcę. (...) "Śmierć Ann, to dla nas bolesna strata" płacze Joanna, matka dziewczyny. "Miała tyle planów, marzeń. Nawet nie zdążyła spotkać swych idoli..."


Po doczytaniu ostatniego zdania zapadła głucha cisza. Chyba żaden z nich nie chciał wierzyć, w to co się działo. Przecież z nią rozmawiali i się wygłupiali. Zatem czemu zdjęcie z artykułu tak dokładnie odzwierciedlało ich fankę?

Milczenie przerwał krzyk Nialla.

- Spójrzcie!

Wszyscy skierowali wzrok w stronę blondyna, który z kolei wskazywał na zakurzony mebel. Cała piątka wtopiła swe spojrzenia w napis, który nakreślono drobniutkim palcem w owym pyle.

"Dziękuję Wam za wszystko. Zawsze będę Was kochać. A.xx"

Osłupienie, w jakie popadli oraz napięta atmosfera sprawiły, że nie chcieli pozostawać w chatce dłużej. Wyszli na zewnątrz - okazało się, że po opadnięciu mgły  tour bus był bliżej niż wydawało się wcześniej. Ochroniarze także zdążyli ich dogonić. Kierowca spiorunował chłopców swym wzrokiem, kiedy kolejno zajmowali swe miejsca. Farba także nie zdążyła do końca wyschnąć na ich ciałach. Cała piątka siedziała w milczeniu, kiedy ruszyli w dalszą drogę. Wtedy Harry podniósł się z fotela i zabrał głos.

- Nie udawajmy, że tego nie było, bo to zdarzyło się naprawdę. I wiecie co? Ja się z tego ogromnie cieszę. - rzekł ukazując, swe charakterystyczne dołeczki. - Mamy miliony kochających fanów a także teraz jednego aniołka, który patrzy na nas z góry.

Chłopcy przytaknęli mu zgodnie i na twarzy każdego z nich również pojawił się pogodny uśmiech. Bo czy jest coś piękniejszego od miłości, która przezwycięża nawet śmierć?

Chapter#29 Wyczekiwanej drogi czas...

                                                      *Oczami Louisa*

Miałem skołatane nerwy i wpatrywałem się bezmyślnie w pogrążonych we śnie przyjaciół. Zastanawiałem się, jak się z nimi pożegnać. Z chłopakami ciężko, skoro nawet mnie nie widzą. Ale Mel... Ją zostawić jest mi najtrudniej.

- Louis... Louieh...

Usłyszałem cichutkie jęknięcie. Spojrzałem na dziewczynę, która miała wciąż zamknięte oczy i uroczo marszczyła nosek. Zbliżyłem się do jej ciała i delikatnie głaskałem po policzku, szepcząc.

- Kochanie.. Obudź się, to tylko zły sen...

Powieki Melissy powoli uniosły się do góry i znów mogłem ujrzeć jej prześliczne szaroniebieskie oczy, które kontrastowały z szarówką panującą na zewnątrz. Dziewczyna gwałtownie poderwała się z poduszki i wylądowała w mych ramionach. Znów mogłem poczuć jej ciepło, ten jabłkowy zapach jej długich loków. Byliśmy tylko my i cisza. No i Harry pomrukujący przez sen na fotelu.

                                                    *Oczami Nialla*

Przebudziłem się i leniwie rozejrzałem się po pomieszczeniu, stwierdzając, że wcale nie jestem w swoim pokoju. Chciałem się podnieść, ale ból głowy sprawił, iż z powrotem wylądowałem na kanapie. Nie bardzo kojarzyłem, co się wczoraj działo,ale jedną rzecz pamiętam dokładnie.  Corwin... To on odebrał nam Lou...
Mój kuzyn zabił mojego najlepszego kumpla... Nie, ja już nie mam kuzyna.

Podjąłem drugą próbę i po chwili stałem już na nogach. Podszedłem do okna i spoglądając, jak wstaje dzień, myślałem nad tym, co dzisiaj nam on przyniesie...

Nie czekałem długo na towarzystwo, gdyż chwilę później usłyszałem ciężkie kroki dochodzące z korytarza. Wychyliłem głowę i ujrzałem Mel, która przygarbiona schodziła po schodach i ruszyła na tył domu. Chciałem iść za nią, jednak momentalnie zjawił się Hazz, który energicznie zbiegał na dół i udał się w kierunku dziewczyny.

~Chyba lepiej zostawić ich teraz samych...~

                                                 *Oczami Harry'ego*

Obudziło mnie głośne trzaśnięcie drzwiami. Poderwałem się natychmiast i spostrzegłem, że łóżko Melissy jest puste. Potem usłyszałem łamiący się głos Mel na korytarzu i oddalające się kroki. Nie zastanawiałem się dłużej i pobiegłem za brunetką, która siedziała już w kącie w kuchni.

Dłonie trzęsły jej się z nerwów a w kąciku oka mogłem dostrzec przezroczystą perełkę.

- Hej... Mała co się dzieje? - spytałem troskliwie.
- Spytaj Louisa. - odparła oschle.
- Z chęcią, ale nie wiem, czy pamiętasz, że to stanowi mały problem.

Mel wstała i wyszła. Po chwili wróciła ze stertą białego papieru, który rzuciła na kredens oraz długopis, który wcisnęła w moją rękę.

- Pogadajcie sobie.

Miała już wyjść, jednak coś kazało jej zostać. A raczej ktoś. Dziewczyna stała tępo i patrzyła na kartkę, na której widniał napis:

"ZOSTAŃ.."

- Mel... - szepnąłem spokojnie.

Brunetka westchnęła i zajęła wcześniejsze miejsce.

- To dowiem się wreszcie, o co chodzi?
- Louis chce odejść. Na dobre. - rzekła z bólem.

~Czy ja dobrze słyszę?~

Jej słowa zwaliły mnie z nóg. Wiedziałem, że to kiedyś nastąpi, ale... Już? Teraz? Nawet nie wiem, jak mógłbym się z nim pożegnać..

- Ale dlaczego?
- Twierdzi, że nic więcej nie zdołamy zdziałać. Jest wdzięczny, że wyjaśniliśmy zagadkę jego śmierci i ma teraz czyste sumienie, bo wie, że nie jest samobójcą.

Chciałem coś odpowiedzieć, choć w głowie miałem pustkę. Jednak Lou wyprzedził moje zamiary, sięgając znów po długopis.

"Harreh, przecież wiesz, że tak musi być. Tyle Wam zawdzięczam... Mi też jest ciężko, ale nie ma sensu dalej tego ciągnąć."

- Nie zgadzam się. - szepnąłem.

Gdybym mógł widzieć twarz Louisa, zapewne dostrzegł bym zdziwienie malujące się w jego w błękitnych oczach. Takie same, jakie widniało w tęczówkach Melissy.

- Posłuchaj... Raczej, posłuchajcie. - zacząłem, odwracając się w stronę Nialla, który od dłuższego czasu stał w progu i przysłuchiwał się naszej rozmowie. - Uważam, że jest za wcześnie, by zamykać sprawę. Mówisz Lou, że dla Ciebie to i tak wiele. Ale weź pomyśl o innych, o swej rodzinie. Nie sądzisz, że zasługują na to, by poznać prawdę? Wiem, że jest bolesna, ale Lou... Wtedy zmienią zdanie na Twój temat. A chyba przecież chcesz, prawda?

Zapadła cisza. Jedyne, co się z niej wyłaniało, to szybki, płytki oddech brunetki, która z wdzięcznością i pełnym nadziei wzrokiem wpatrywała się właśnie we mnie. Mimo zaistniałej sytuacji, poczułem przyjemne ciepło przy sercu. Lecz mój umysł sprowadził mnie szybko z powrotem na ziemię - z niecierpliwością zerkałem na stolik.

Czekałem na odpowiedź Lou.

                                                     *Oczami Corwina*

Strach, który doszczętnie mnie sparaliżował, sprawiał, że bałem się wyjść z domu i obawiałem się własnego cienia. Cały czas się zastanawiałem, czy przypadkiem nie ma go gdzieś w pobliżu.

I te wspomnienia. I te natarczywe myśli... Myślałem, że udało mi się to wszystko wyrzucić z pamięci. Jak się okazało, oszukałem wtedy nie tylko policję, ale i samego siebie, twierdząc, że mnie to nie rusza. Bądź co bądź był moim kumplem.. A ja zwykłym smarkaczem.

Czuję, jakby miało mnie rozerwać od środka. Jeszcze chwila i stracę resztki rozsądku. Nie wiem, co ma nade mną większą kontrolę, lęk, czy może wyrzuty sumienia? Bo wbrew jakimkolwiek przekonaniom, to ja również je mam...

Przeklinam dzień, w którym poznałem Mel. Żałuję, że kiedykolwiek zagadałem do tej cholernej dziewczyny. To wszystko przez nią.

                                                     *Oczami Melissy*

-Louieh? -starałam się rzec najdelikatniej, jak tylko mogłam, mimo nerwów, które mną szarpały. - Odpowiedz coś...
-  Kocham Cię Mel. - odparł, uśmiechając się czule i wpatrując we mnie tymi swoimi lazurowymi oczami. -Może macie rację, ale... Dajcie mi to sobie jakoś poukładać.  Muszę to przemyśleć. - dodał, całując mnie w czoło i ulatniając się.

Chociaż jego odpowiedz była krótka i nieco tajemnicza, to ja byłam przepełniona radością. Niczym dziecko, które dojrzało spadającą gwiazdę. Bo go znam. Bo wiem, że zostanie. I wiem, komu to zawdzięczam.

Spojrzałam w stronę Harry'ego, który zniecierpliwiony zerkał to na mnie, to na stertę papieru, która od dłuższego czasu nie zmieniała swego wyglądu.

~No tak, przecież on nie wie.~

Rzuciłam się Harry'emu na szyję i dając całusa, rzekłam entuzjastycznie.

- Przekonałeś go! Na pewno! Dziękuję Harry!

Chłopak był zaskoczony, żeby nie powiedzieć, że oszołomiony moim zachowaniem. Lecz po chwili się opamiętał i szczerząc się oraz ukazując te swoje dołeczki, opowiedział wesoło.

- Umiem być przekonujący.
- Nie da się ukryć, zachichotałam. - Ale naprawdę jestem Ci wdzięczna, jesteś taki kochany. - dodałam.

Wtedy zachowanie Hazzy diametralnie się zmieniło. Loczek uwolnił się z mojego objęcia i spuścił wzrok. Jego uśmiech też gdzieś zniknął. Nie powiedział ani słowa więcej i po prostu wyszedł.

~Czy zrobiłam coś nie tak?~

                                                   *Oczami Harry'ego*

Dobrze, że Lou jeszcze zostanie, bo też jestem przekonany, że tak właśnie będzie. Szkoda, że sam nie mogę z nim tak swobodnie rozmawiać, jak robi to Mel. Chciałbym, by teraz mi coś poradził.

~Jesteś taki kochany...~

-Szkoda, że nie przez Ciebie. - mruknąłem sam do siebie.

Co z nią jest nie tak? A może raczej ze mną? Trzy lata temu moje serce zamarło. Teraz znów znalazło kogoś, dla kogo może bić. I przez tą samą osobę znów umiera...

~Miłość nie jest marszem zwycięzców.
To tylko chłodne i złamane Alleluja...~

Pomyślałem i z westchnieniem ruszyłem przed siebie. Dziś to deszcz jest moim przyjacielem.

                                                    *Oczami Melissy*

Od początku całej tej historii nie przeżyłam praktycznie ani jednego normalnego dnia. Ten również się do takich zaliczał. Najpierw Lou straszy mnie swym odejściem, potem miesza w głowie wyznaniem miłości. I do tego dochodzi Hazza, który najpierw szczerzy się jak kretyn, a potem robi się osowiały i tak po prostu wychodzi. A w tym wszystkim tkwię ja, z coraz większym mętlikiem w głowie.

Moje rozważania przerwał Niall, który zbliżył się do mnie, po czym złapał za ramię w przyjacielskim geście i rzekł ciepło.

- I tak go przy sobie nie zatrzymasz.

Patrzyłam na niego ze zdumieniem i zapytałam.

- O kim mówisz?
- Dobrze wiesz. - uśmiechnął się. - Jego przeznaczeniem jest odejść, a naszym mu w tym pomóc. Więc nie chwytaj się nadziei jak małe dziecko, bo nie zmienisz tego co ma nadejść, a możesz kogoś przy tym zranić. - - dodał, spoglądając w miejsce, gdzie jeszcze chwile temu widniały szmaragdowe tęczówki Lokowatego.
-Ale... - próbowałam coś wydukać.
- Przemyśl to. - szepnął i uśmiechając się na pożegnanie, wyszedł tylnym wyjściem, biorąc przykład z Harry'ego.

Zostałam całkiem sama. Z setką niepoukładanych myśli. I bałaganem uczuć w sercu.

________________________________________________________________________

Heey!

Wybaczcie tak długą przerwę, wiem zabijecie mnie za to xd Tak samo przepraszam za to, że ten rozdział nie jest najlepszej jakości ;P

Cóż, wygląda na to że naszym bohaterom uda się jeszcze zatrzymać Lou. Pytanie tylko na jak długo? I co dalej planują? No i Harry... Czy starczy mu sił, by dalej walczyć ze swym uczuciem do Mel? Czy może się przełamie i wyzna w końcu jej swą miłość?

c.d.n.





piątek, 4 października 2013

Chapter#28 Na zakręcie...

                                                       *Oczami Melissy*

Siedziałam znieruchomiała i wpatrywałam się w Corwina, który z minuty na minutę był coraz bardziej przerażony. Siedział skulony na środku pokoju i wpatrując się w górę, wrzeszczał, wręcz piszczał.

- Idź sobie! Zostaw mnie! Odejdź!

W sumie mu się nie dziwiłam, sama byłam nieco wystraszona. Pierwszy raz w życiu widziałam Lou takiego srogiego i groźnego. W jego oczach błyszczały iskry gniewu, przemieszanego z bólem i rozczarowaniem.'

- Mel, weź Nialla i uciekajcie stąd.- brunet zwrócił się bezpośrednio do mnie. Próbował zachować wobec mojej osoby łagodniejszy ton, jednak furia Louisa była silniejsza od niego.

Patrzyłam na lazurowe tęczówki, które w tamtym momencie przypominały morze wzburzone sztormem i spoglądałam w nie bezmyślnie, jakbym nie rozumiała, co mówi.

- Mel, rusz się! Harry już u Ciebie jest i czeka na Was!

Jego podniesiony ton sprawił, że od razu oprzytomniałam. Czym prędzej ruszyłam w stronę Horana, by pomóc mu wstać. Blondyn nie wyglądał najlepiej. Z łuku brwiowego sączyła się ciurkiem purpurowa krew a w jego oczach widniało jeszcze większe zdezorientowanie od mojego. Jakby kompletnie stracił kontakt z rzeczywistością. Wzięłam Niallera pod ramię i szybko wyszliśmy z pokoju. Całe szczęście, pomimo ilości jedzenia, jakie żarłok pochłania, nie był zbyt ciężki, więc bez większego problemu dotarliśmy do mojego domu. Wolałam nie myśleć, co dzieje się teraz u Corwina.

                                                    *Oczami Harry'ego*

Tkwiłem w bezruchu na sofie i niecierpliwie wpatrywałem się w stos zapisanych kartek, spoczywających na stoliku. Liczyłem, że może pojawi się jakaś wiadomość od niego. Lecz długopis wciąż uparcie przylegał do blatu. Jeszcze nie wrócił.

~Gdzie on do cholery jest? Co się dzieje?~

Setki myśli buzowało w mej głowie. Wyrwał mnie z nich dźwięk szarpnięcia za klamkę. Po chwili usłyszałem ciężkie kroki w korytarzu i błagalne wołanie Melissy.

- Harry? Harry, pomóż!

Wyparowałem, niczym oparzony do przedpokoju i to, co ujrzałem, było jak cios prosto w serce. Dziewczyna stała kompletnie zapłakana, a jej drobniutkie ciało uginało się pod ciężarem Horana, który jeszcze nie do końca rozumiał, co się wokół niego dzieje.

Zbliżyłem się do Nialla i ostrożnie wziąłem go na ręce, po czym ułożyłem na sofie w salonie. Melissę zaprowadziłem do kuchni i prosiłem, by siedziała tam do mojego powrotu. Zabrałem klucz od drzwi i zamykając za sobą dokładnie drzwi, popędziłem do domu Niallera. Chwilę później byłem z powrotem  z jego matką, która jest pielęgniarką i całe szczęście nie miała dziś dyżuru. Kobieta zajęła się swym synem, a ja wróciłem do brunetki, która wciąż roztrzęsiona siedziała na stołku przy ścianie. Powoli zbliżyłem się do niej i szepnąłem.

- Mel... Co się stało?

Mysiooka nie odezwała się, tylko z płaczem wylądowała w mych ramionach. Poprzez łkanie szeptała tylko me imię i trzymała się kurczowo mego torsu, jakby bała się, że odejdę.

- Cii... Już dobrze maleńka... Cii... Nie pozwolę Cię skrzywdzić. Koch.. - w ostatniej chwili ugryzłem się w język.

Bo wiem, że tak może mówić do niej tylko Lou. Choć oczywiste jest, że pewnego dnia ją zostawi, to jeszcze bardziej wiadome jest, że w jej sercu jest tylko miejsce dla niego. Ja jestem tylko co najwyżej cieniem...

Kiedy oddech Melissy nieco się uspokoił i poczuła się pewniej w mym uścisku, spojrzała w me oczy i zaczęła opowiadać całe zajście.

Z każdym kolejnym słowem, czułem jak napinają się wszystkie moje mięśnie a krew coraz bardziej buzuje w mych żyłach. Mogłem przeczuwać, że to jego sprawka. Normalnie gdybym go teraz dopadł, to bym zabił gnojka! Jak mógł tak pogrywać i w efekcie zabić swojego przyjaciela!?

- Och, Harreh to było straszne! On.. On miał taki gniew w oczach... I ten wściekły Lou... - wydukała Mel, pociągając nosem.

Choć było to dla mnie nie lada wyzwanie, próbowałem z całych sił zdusić w sobie swoją wściekłość, by nie przestraszyć dziewczyny. Ale zaraz... Czy ona właśnie powiedziała Lou?

- Louis? - zapytałem tam oszołomiony. - To on tam był?
- Ttak.. - jękneła. - Właściwie, gdyby nie on, to nie wiem, jakby się to wszystko skończyło. Ale jego zachowanie... Sama się trochę go wystrzaszyłam. Rozrzucał wszystko, psuł światło... Jak taka zjawa z horroru..

Mimo wszystko zareagowałem na to śmiechem. Już wyobrażam sobie Louisa robiącego zadymę.

- Ej! Mnie to w cale nie śmieszy. - fuknęła na mnie brunetka.
- Oj nie złość się. - odparłem potulnie. - To dlatego zniknął tak nagle... - szepnąłem już bardziej do siebie.
- Co?

Nie zrozumiałem od razu, o co pyta i nie zdążyłem poprosić o wyjaśnienie, gdyż w tym momencie do kuchni weszła mama Nialla, by oznajmić, że nic mu nie jest, tylko musi odpocząć. Prosiła, bym pomógł jej odprowadzić blondyna do domu.

- Może zostać u mnie. - wtrąciła Mel. - Jutro, jak poczuje się lepiej, to sam wróci.

Powiedziałem, że to genialny pomysł i oznajmiłem, iż ja również pozostaje. Kobieta podziękowała dziewczynie i z uśmiechem wyszła. Mysiooka szarpnęła mnie za rękaw koszuli i zapytała.

- To Ty go widziałeś?
- O czym mówisz? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- No, mówiłeś, że Lou nagle zniknął. Myślałam, że...
- Nie. - rzekłem, uśmiechając się ciepło. - Po prostu rozmawialiśmy... - dodałem, wskazując na arkusze papieru przyozdobione charakterem pisma Tomlinsona i opowiedziałem, co przez ostatnie godziny robiliśmy.

- To cudowne. - stwierdziła, unosząc kąciki ust do góry. - Louieh jest naprawdę kochany.

Resztę wieczoru spędziliśmy w oczekiwaniu na powrót Louisa. Niall zapadł w głęboki sen, więc mieliśmy tylko siebie nawzajem do towarzystwa. I skłamałbym, twierdząc, że średnio mi to odpowiada.

                                                   *Oczami Louisa*

Czułem się, jak jakiś szaleniec, rozum całkowicie odmówił mi posłuszeństwa. A moje serce... Czułem, jak rozpadło się na drobne kawałeczki. Chciał ją skrzywdzić. Był gotów... Boże. A gdybym nie zdążył? I... Jak on mógł mi to zrobić? Mój przyjaciel? Odebrał mi to, co tak ceniłem... Odebrał mi życie...

Nie byłem pewien, czy Corwin mnie widzi, choć w sumie spoglądał bezpośrednio w moje oczy. Mimochodem postanowiłem wyrzucić wszystko z siebie i wykrzyczałem mu prosto w twarz wszystko, co rozrywało mnie od środka.

- Jesteś łajdakiem! Twoja chora zazdrość była ważniejsza ode mnie!? Zrobiłeś ze mnie samobójcę! To przez Ciebie wszyscy mnie za niego mają! Nawet moja rodzina... Rodzina! Widziałeś ich cierpienie?? To Ty do niego doprowadziłeś! A teraz jeszcze podnosisz rękę na moich prawdziwych przyjaciół! - wywrzeszczałem wszystko na jednym wdechu, po czym zachłysnąłem się powietrzem i zbliżając swoją twarz do jego dodałem. - Zbliż się do nich choć o milimetr, spróbuj tylko coś im zrobić... Gwarantuję, że nie prześpisz spokojnie ani jednej nocy więcej.

Nim zniknąłem, dojrzałem w kąciku oka chłopaka łzę. Chciało mi się śmiać na ten widok, bo z pewnością nie była to oznaka skruchy, lecz strachu. Gardziłem nim teraz jak nigdy przedtem.

~Szlak by to wszystko trafił..~

Pomyślałem, wzdychając sam do siebie. Stałem jeszcze chwilę na podwórzu i pozwalałem, by lodowaty podmuch wiatru ostudził moje nerwy. Nie chciałem w takim stanie pokazywać się Mel, pewnie bym ją wystraszył. Już, gdy zrzuciłem te głupie książki była przerażona. Mam tylko nadzieję, że to nie mnie się tak obawiała...

Wziąłem głęboki oddech i chwilę później byłem już w środku. W salonie zdołałem dojrzeć w ciemności blond czuprynę, która kontrastowała z panującym dookoła mrokiem. Udałem się na górę i znalazłem Mel śpiącą w łóżku oraz nieopodal jej Hazzę drzemiącego na fotelu. Byłem mu wdzięczny za to, że się nimi zajął. To na Harry'ego mogłem liczyć w każdej sytuacji. To Harry był zawsze na moje zawołanie i nigdy się na nic nie uskarżał. Szkoda, że zrozumiałem to dopiero po swojej śmierci.

Wiem, że dla niego opieka nad Mel to żadna przyjacielska przysługa, lecz coś więcej. Może oszukiwać samego siebie, ale mnie oczu nie zamydli. Kiedyś zapewne bym mu to wypomniał przy najbliższej okazji, jednak w tej sytuacji.... Dobrze, że Melissa będzie mieć kogoś przy swym boku, kiedy mnie zabraknie. Bo w zasadzie wszystko zostało wyjaśnione. I Harry nie dręczy się już wyrzutami sumienia. Cóż więcej mogli by zrobić... Myślę, że ostatnia rozmowa będzie już pożegnaniem. Jak ja nie cierpię się żegnać z tymi, których kocham...

                                                   *Oczami Corwina*

W pokoju zapanował całkowity mrok i cisza. Jeszcze przez dłuższą chwilę nie miałem odwagi ruszyć się z miejsca. Przysiągłbym, że to jeden wielki sen. Ale ja go widziałem... Mogłem przyjrzeć się jego rysom twarzy, jego oczom, w których malowała się piekielna złość... Nigdy nie widziałem Louisa w takiej furii.

I nie wiem, co bardziej mnie przerażało - świadomość, że ktoś wie o moim czynie, czy to, że Louis złożył wizytę z zaświatów. I co ja mam teraz zrobić?? Nie mam ochoty przyznawać się do tego, co zrobiłem. W sumie to był wypadek... Ale jak oni tego nie zrozumieją? A jak ON wróci??

Jedno jest pewne - tej nocy nie zmrużę oka...

_______________________________________________________________________

Hej Kochani! Tak się składa, że dziś są moje urodziny (stuknęła mi 20stka!), więc postanowiłam zrobić zarówno sobie jak i Wam prezent w postaci nowego rozdziału. Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam. xx

Chciałam Was również poinformować, że od października wróciłam na studia. A że jest to drugi rok i kierunek wbrew pozorom nie taki łatwy (germanistyka), to z powodu dużej ilości nauki i późnych powrotów z zajęć( szkołę mam 40 km od domu i dojeżdżam codziennie autobusem) rozdziały będą pojawiać się rzadziej, myślę, że na weekend;) Liczę na Wasze zrozumienie i dziękuję, że wciąż jesteście ze mną.

Love You All. xx

piątek, 27 września 2013

Chapter#27 Trzask łamanego szkła. A nie, to tylko serce...

                                                       *Oczami Melissy*

Staliśmy przy wejściu z Niallem i przyglądaliśmy się Corwinowi. Na twarzy chłopaka malowała się złość przemieszana ze zdezorientowaniem. Widząc go w takim stanie cofnęłam się o krok do tyłu, trochę się go obawiałam. Na szczęście nie byłam sama, wiedziałam, że na blondyna mogę liczyć.

- Powiecie w końcu, czego chcecie?? - warknął Corwin.
- Porozmawiać i to szczerze. Zrobimy to tu, czy może zechcesz wpuścić nas do środka? - odezwał się głos Horana.

Kuzyn wytrzeszczył na niego oczy, jednak po chwili wykonał gest ręką na znak, byśmy weszli. Szczerze mówiąc sama byłam w lekkim szoku. Nigdy wcześniej nie widziałam tak poważnego i srogiego Niallera. Zapowiadało się na długą pogawędkę.

                                                      *Oczami Corwina*

Zdziwiło a nawet zaniepokoiło mnie takie spotkanie. Nie widziałem Mel od incydentu u niej w domu. A teraz przychodzi z obstawą w postaci mojego kuzyna. A gdzie podział się ten loczkowaty idiota? Nie wiem co się święci, ale ani trochę mi się to nie podoba.

~Teraz się już nie wykręcę.~

Pomyślałem, zaprowadzając tą dwójkę do swojego pokoju. Odruchowo rzuciłem się na łóżko i obserwowałem, jak stoją pod ścianą wbijając spojrzenia w podłogę.

- Zaczniecie wreszcie gadać, czy będziecie tak stać jak kołki? - moja cierpliwość była na wykończeniu.

Mel podniosła na mnie swe oczy, po czym westchnęła i szepnęła do mnie.
- Chodzi nam o Louisa...

~O cholera.~

                                                    *Oczami Nialla*

Stałem naprzeciw niego i starałem się ze wszelkich sił zachować spokój. Ale coś zaczęło drażnić mnie w tym chłopaku... Nie poznawałem go, to nie był ten sam kuzyn, z którym spędziłem dzieciństwo. Ten Corwin był wrogo nastawiony do każdego, kto chciał się do niego zbliżyć. Nic dziwnego, że Mel z trudem odważyła się na mówienie.

- Chcemy porozmawiać z Tobą o Louisie. - powtórzyła nieco głośniej.
- A ta znowu swoje... - jęknął bezczelnie Corwin.
- Zamknij się i wysłuchaj co ma Ci do powiedzenia! - wrzasnąłem, wskazując na dziewczynę.

Zawadiaka od razu zamilkł, ale mój wrzask musiał i wystraszyć Melissę, która spojrzała na mnie zmieszana. Położyłem dłoń na jej ramieniu w geście otuchy, po czym rzekłem ciepło.

- Mów Mel.

Mysiooka uśmiechnęła się do mnie blado, po czym zbliżyła się do Corwina i powiedziała bardziej stanowczym tonem.

- Posłuchaj, przestań mi wpierać, że wszystko jest wytworem mojej wyobraźni. Wiemy wszystko. To jak byłeś zazdrosny o Harry'ego, jak raniłeś swą zazdrością Louisa. I wiemy o obozie. To nie było samobójstwo i Ty też zdajesz sobie z tego sprawę. - mówiła nieprzerwanie a jej drobne dłonie zacisnęły się w pięści. - Teraz Twoja kolej, byś wreszcie powiedział prawdę.
- A niby co mam powiedzieć? Nie umiał się bawić to przeholował. - burknął Corwin.

Miałem ochotę mu przyłożyć, lecz w tym samym czasie Mel wymierzyła mu siarczysty policzek. Muszę przyznać, że ledwo powstrzymałem śmiech widząc minę Corwina. Harry byłby dumny z Mel.

- Przestań ściemniać i zacznij gadać! I tak znam prawdę! - wrzeszczała ze łzami w oczach.

                                                     *Oczami Harry'rgo*

Kręciłem się po osiedlu w tą i z powrotem, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Byłem wściekły, że poszła tam z Niallem a mnie kazała zostać. Tylko sam nie wiedziałem, czy wkurzył mnie fakt, że nie będę mógł spojrzeć tamtemu dupkowi w oczy, czy też zaczynałem być zazdrosny o przyjaciela...

~Styles, opanuj się idioto. Przecież ona i tak woli już innego.~

Nie mogłem tak po prostu usiąść i czekać na wieści. Czułem się jak szczeniak, który oczekuje wyników egzaminu końcowego. W takich chwilach był przy mnie Louieh...

Nie myśląc nawet nad tym, co robię, udałem się z powrotem do domu Mel. Dziś wspominając to, stwierdzam, iż było to nieco idiotyczne posunięcie z mojej strony - w końcu ktoś mógł mnie wziąć za złodzieja. Jednak w tamtym momencie potrzebowałem czyjejś bliskości, potrzebowałem Louisa..
Wiedziałem, gdzie Melissa chowa klucze, więc bez trudu dostałem się do środka. Od razu usiadłem w salonie i szepnąłem.

- Lou, to ja Harry... Powiedz, że tu jesteś.

Odpowiedziała mi głucha cisza. No tak, jak mam się z nim porozumieć, skoro nie mogę go usłyszeć?

- Lou... Daj jakiś znak, że tu jesteś... - rzekłem głośniej.

Wtedy odczułem przyjemne mrowienie i dotyk na swym policzku. Przyszedł.

- Czuję się, jakbym gadał sam do siebie, choć wiem, że mnie słyszysz. Ja po prostu nie chcę siedzieć teraz sam. Jestem zmęczony samotnością... Szkoda, że nie możemy porozmawiać tak, jak kiedyś. - odparłem półgłosem, a z mojego oka wymknęła się pojedyncza łza.

Wtem spojrzałem na stolik przede mną. Arkusz papieru, który spoczywał na blacie, zaczął się poruszać w różne strony. Po chwili na ziemię spadł złamany ołówek.

- Już wiem! Już rozumiem! - krzyknąłem radośnie.

Zrzuciłem na podłogę wszystkie wycinki gazet pozostawiając jedynie białe kartki a na środku ułożyłem trzy długopisy. Tak w razie, gdyby któryś nie chciał pisać. Nie musiałem długo czekać na reakcję - ujrzałem jak jeden z pisaków  unosi się do góry, kreśląc w powietrzy figlarne kółka, a na arkuszu pojawiają się stopniowo znaki dobrze znanego mi charakteru pisma.

" Harreh, wyluzuj i zjedz marchewkę".

Przeczytałem i wybuchłem gromkim śmiechem. Nic się nie zmienił. Rozmawialiśmy tradycyjnie o wszystkim i o niczym. Ja mówiłem głośno a Louieh odpisywał mi za każdym razem na papierze. Przyrzekłbym nawet, że słyszałem raz jego śmiech. A może to umysł ze mną pogrywał? W każdym razie serce skakało z radości.

                                                    *Oczami Melissy*

Stałam i wpatrywałam się w Corwina, który wciąż siedział oszołomiony na łóżku. Nie wiedziałam, czego się po nim spodziewać. Wybuchnie i zechce się na mnie rzucić? Czy może podkuli ogon i wreszcie zacznie gadać? Widziałam, że Niall się do mnie przybliżył, jakby chciał mnie asekurować. Chyba też przestał wierzyć kuzynowi...

Corwin przysunął się bliżej krawędzi łóżka, po czym wstał i ze spuszczoną głową podszedł do okna. Rzekł szeptem.

- On za nic nie odebrałby sobie życia...
- Powiedz mi coś, czego nie wiem. - burknęłam pod nosem.

Teraz role się odwróciły. To ja byłam tą oschłą a jego głos łamał się coraz bardziej. Czyżby on płakał?

- Pojechaliśmy tam, by się zabawić. Cieszyłem się, że nie zabrał tego lokowatego kretyna ze sobą. Chciałem, by w końcu to na mnie skupił swą uwagę. Byłem zły, bo miałem wrażenie, że z Harry'm łączy go znacznie więcej, niż ze mną... - zaczął się plątać we własnych słowach.

- Przestań gadać o pierdołach i wytłumacz to - warknęłam, rzucając mu pod nogi znalezioną w obozie branzoletkę i skrawek materiału z jego inicjałami.

Corwin patrzył na mnie zszokowany, po czym westchnął i rzekł.

- To miała być niewinna zabawa... Chciałem, by się rozluźnił. Ponieważ pił mało, pomyślałem, że jak wzmocnię mu drinka, to szybciej załapie fazę...
- Wsypałeś mu jakiś szajs i nie myślałeś o konsekwencjach?? - prychnęłam na niego z niedowierzaniem.
- Widziałem, że wygląda nie najlepiej ale myślałem, że najwyżej nieco się rozchoruje. Wtedy byłby mi nawet wdzięczny za opiekę nad nim i zrozumiałby, że Harry do niczego nie jest mu potrzebny! - wrzasnął z nutką desperacji w głosie.
- Czy Ty słyszysz, co Ty mówisz!? - wrzasnęłam na niego, a z moich oczu zaczęły cieknąć łzy.
- Przecież nie chciałem go skrzywdzić!
- Ale to zrobiłeś!- krzyknął blady Niall. - Cholera jasna, Corwin! Zabiłeś Louisa!! I jeszcze tyle lat się z tym kryłeś!
- A miałem się niby przyznać!? - pisnął Corwin.
- Jeśli nie Ty, to ja o wszystkim powiem. Mam dowody. - rzekł twardo Horan, podnosząc z dywanu materiał i starą mulinę.

Chłopak nie odpowiedział nic, tylko od razu rzucił się z pięściami na blondyna. Próbowałam ich rozdzielić, lecz byłam na to zbyt słaba i szybko zostałam odepchnięta na łóżko. Po chwili dojrzałam, jak Nial stacza się na podłogę a z jego skroni sączy się purpurowa ciecz. Corwin przez moment przyglądał się oszołomionemu kuzynowi, po czym swój wzrok skierował w moim kierunku. Ze strachu zaczęłam szlochać jak małe dziecko. Obawiałam się, tego co mógłby mi teraz zrobić.

- Macie siedzieć cicho. - wycedził przez zęby, zaciskając pięść i trafiając w ścianę tuż koło mej głowy.
- Proszę.. Nie... - wymamrotałam przez łzy.

Spuściłam wzrok, nie miałam odwagi dłużej na niego spoglądać. Zdążyłam tylko dojrzeć, jak chłopak upada na ziemię i patrzy z przerażeniem w górę. Na początku nie rozumiałam, co się dzieje. Nagle światło w pokoju zaczęło przygasać, z żarówki wyskakiwały drobniutkie iskry. Z regałów w pokoju chłopaka zaczęły spadać z ogromnym hukiem książki. Horan, który nieco odzyskał świadomość, sam był zaniepokojony tym, co widzi. Lecz ja zrozumiałam wszystko. Louieh przyszedł nam z pomocą.

                                              *Oczami Harry'ego*

Żartowaliśmy z Louisem, a czas pędził tak nieubłaganie. Zupełnie jak za starych czasów. Louieh zaczął kreślić kolejny dowcip na papierze, gdy nagle go przekreślił i napisał drukowanymi literami.

"Wybacz Hazz, muszę się zmywać. Do następnego razu Harreh.xx"

Zdziwiła mnie jego reakcja. Czy jako duch musi być aż tak tajemniczy? Czułem, że coś jest nie tak... Tylko jeszcze nie wiedziałem, co.

__________________________________________________________

No i mamy kolejny rozdział ;) Przepraszam, że tak długo czekaliście ale złapała mnie typowa jesienna chandra i nic mi się nie chciało ;P No to wreszcie poznaliśmy okoliczności śmierci Lou...  Co teraz będzie z naszymi bohaterami? Jak zachowa się Corwin?

c.d.n.

sobota, 21 września 2013

Chapter#26 Konfrontacja.

                                                    *Oczami Harry'ego*

Obudził mnie w środku nocy jakiś hałas dochodzący z dołu, który za chwilę przeniósł się na górę. Choć byłem zaspany i nie bardzo chciałem wyłazić z łóżka, to chęć poznania źródła tych dziwnych odgłosów wzięła nade mną górę.

 Dokładnie owinąłem się kołdrą, by uniknąć niepotrzebnych sensacji ( w końcu lubię spać, tak jak matka natura mnie stworzyła) i powoli otworzyłem drzwi. W progu zdążyłem dojrzeć jedynie szczupłą sylwetkę żarłoka, która leniwie wsunęła się do pokoju obok.

- Gdzie on do cholery był?? - szepnąłem sam do siebie.

Postanowiłem szukanie odpowiedzi na to pytanie zostawić do rana.  Zarówno on jak i ja potrzebowaliśmy teraz snu.

                                                    *Oczami Melissy*

Obudził mnie delikatny szum. Otworzyłam oczy i spojrzałam przez okno. Świat znów pogrążył się w szarych strugach deszczu. Przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz.  Chciałam się przytulić, ale okazało się, że nie mam do kogo. Byłam sama. Łóżko bez bruneta o lazurowych tęczówkach wydawało mi się takie duże, jakbym miała w nim zniknąć zakryta pościelą. Tak puste bez niego...

Wyczołgałam się powoli spod kołdry, narzuciłam na siebie szary cardigan i boso zeszłam na dół. Wszędzie było tak ciemno, tak ponuro... Miałam wrażenie, że jestem malutką dziewczynką, która tkwi w jakimś labiryncie. Przeszukałam dokładnie każde pomieszczenie. Ignorowałam dreszcze, które targały moim ciałem. Byłam już zrezygnowana, kiedy do mych uszu dotarł głośny pogwizd czajnika. Delikatnym, wprost kocim truchtem popędziłam do kuchni przekonana, że spotkam tam Louisa. Jednak okazało się, że nikogo prócz mnie tam nie ma. Na kuchence podskakiwało wrzawo blaszane naczynie, z którego długiej smukłej szyi buchały kłęby białej jak mleko pary. Nieopodal na blacie spoczywał biały, wysoki kubek z nadrukowanym czarnym krawatem.

Pomyślałam, że to jakiś kiepski żart, jednak coś mi nie pasowało. Ten kubek.. Coś z nim nie tak.
Przyjrzałam się mu jeszcze raz i wtedy mnie olśniło. To w nim ojciec każdego ranka zaparzał sobie kawę przed wyjściem do pracy. To ten podarowałam mu na urodziny... Tylko co on tu robił?
Nie przypominam sobie, byśmy go ze sobą przywiozły. Stałam tak chwilę przyglądając się przedmiotowi, gdy usłyszałam szept za swoimi plecami.

- Woda już się zagotowała, możesz wyłączyć.

Ten ciepły, znajomy głos... I wcale nie należał do Louisa. Obróciłam się powoli i raptownie soczysta łza spłynęła po moim policzku.

- T.. Ttata??
- Dzień dobry córeczko. - uśmiechnął się delikatnie mężczyzna.
- Tato! Tatusiu!..- wyłkałam, rzucając mu się na szyję.

Ojciec przytulił mnie mocno do siebie i bawił się kosmykami moich włosów, jak to miał w swoim zwyczaju. Potem odsunął się nieco ode mnie i zmierzając mnie wzrokiem z góry na dół, rzekł.

- Stałaś się piękną kobietą.

Przetarłam rękawem łzy, które wciąż tkwiły w moich oczach i spytałam niepewnie.

- Co tu robisz? Skąd się tu wziąłeś?
- Chciałem porozmawiać Mel. Przeprosić i podziękować.
- Przeprosić... - powtórzyłam, niczym nakręcona.
- Wiem, że nie powinienem tak po prostu Was zostawić. I żałuję, że akurat to Ty mnie znalazłaś. Wiem, że zastanawiasz się dlaczego to zrobiłem...
- Już nie. - rzekłam. - Zrozumiałam, że miałeś swoje powody. Co nie znaczy, że pochwalam Twój wybór.
- Mel... - westchnął ojciec. Chyba odczuł małą ulgę, że nie musi mi przytaczać swoich argumentów.
- Powiedz tylko... - szepnęłam. - Żałujesz? Żałujesz tego co zrobiłeś?

Tato wpatrywał się chwilę we mnie w ciszy, rozumiałam, że przemyślał to, co chce mi powiedzieć.

- Nie ma chwili, bym o tym nie myślał Kochanie. Gdybym mógł cofnąć czas, chciałbym być przy Tobie w chwili gdy delikatnego pąka przeistaczasz się w wonny kwiat, którym teraz jesteś. Ale wtedy wierzyłem, że robię dobrze... - odparł smutnym tonem. Cóż nawet i duszę mogą dręczyć wyrzuty sumienia.
- Wiem tato, wiem. - odpowiedziałam, przytulając go do siebie.

Ojciec podszedł do blatu i wrócił z kubkiem ciepłej kawy, którą zdążył w międzyczasie zaparzyć. Upił łyk, po czym wręczył mi hebanowy płyn do ręki. Spojrzałam w jego popielato- błękitne tęczówki. Wiadomo po kim mam swoje "mysie" oczy..

- Jestem Ci wdzięczny Mel. - powiedział z ciepłym uśmiechem na twarzy.
- Za co?
- Za to, że mi przebaczyłaś. Za to, że znów chcesz mnie w swym sercu.
- Tam zawsze będzie dla Ciebie miejsce... rzekłam półgłosem.
- I obiecuję, że tam mnie zawsze znajdziesz, gdy będę Ci potrzebny Kochanie. - odparł, dotykając palcem mojej lewej piersi.
- Kocham Cię. - odparłam, po czym odwróciłam twarz, by ukryć samotną malutką łzę.
- Ja Ciebie też. - zadźwięczał radośnie. -  I pamiętaj, by nie przywiązywać się tak do nieba, bo jest ono zbyt odległe ziemi. Lepiej poszukać szczęścia przy gruncie, a jest ono bliżej, niż Ci się wydaje.
- Co.. masz na myśli? - chciałam spytać, lecz gdy się odwróciłam, zobaczyłam, że zniknął. Jedyne, co mi po nim pozostało, to uwiązany pod krawat kubek z wciąż ciepłą kawą.


Przetarłam oczy. Była gdzieś ósma rano. I pomimo słonecznej pogody zapowiadał się chłodny dzień, co można było wywnioskować po rosie znajdującej się na szybie. Spojrzałam na Louieh'go, który wciąż  drzemał przy moim boku, trzymając moją dłoń zamkniętą w swojej. Uśmiechnęłam się na ten widok, po czym delikatnie wyswobodziłam się z jego uścisku i zeszłam do kuchni. Zaparzyłam sobie kawy i napawając się jej wonią wciąż rozmyślałam o rozmowie z tatą.

~Więc to był tylko sen?~

Ale to ciepło, które czułam, ten dotyk. To wszystko było takie realne. I jego dziwne słowa na pożegnanie.

"I pamiętaj, by nie przywiązywać się tak do nieba, bo jest ono zbyt odległe ziemi. Lepiej poszukać szczęścia przy gruncie, a jest ono bliżej, niż Ci się wydaje."

Zapisałam je sobie na karteczce, by nie umknęły z mej pamięci. Czuję, że mam własną zagadkę do rozgryzienia.

                                                   *Oczami Nialla*

Wstałem koło południa i to z wielkim trudem. Nie sądziłem, że spędzę u Mel tyle czasu. Nie sądziłem, że będę mógł się przed nią tak otworzyć. Teraz rozumiem, czemu wpadła w oko Hazzie. Szkoda, że jej serce jest już zajęte... Mogliby być fajną parą.

Uznałem, że moje ciągłe filozofowanie jest czymś nienormalnym, zwłaszcza, gdy robię to o pustym żołądku, dlatego czym prędzej się ogarnąłem i ruszyłem do najświętszego przedmiotu w tym domu, jakim jest lodówka. Skończyłem szykować sobie przerośniętą kanapkę, kiedy usłyszałem.

- Dzień dobry śpiąca królewno.

Normalnie, będąc tak zaspanym, puściłbym tą uwagę mimo uszu jednak byłem w wyjątkowo dobrym humorze i aż mnie korciło by się odgryźć. Spojrzałem na Loczka i pisnąłem.

- O Boże! Harry!!
- Co jest? - spytał, wytrzeszczając oczy.
- Wiedźma zaklęła Cię w ropuchę! A chwila... Ty tak zawsze... - odparłem, dławiąc się ze śmiechu.
- Kretyn. - burknął pod nosem, rzucając we mnie ścierką od naczyń. - Lepiej powiedz, gdzie byłeś przez prawie całą noc.
- U Melissy. - odpowiedziałem, wciąż rechocząc jak głupi. Przestałem w momencie, gdy ujrzałem zdumioną minę Styles'a. - Spokojnie, nie w tym celu, co myślisz. - zaśmiałem się. - Potrzebowałem po prostu pogadać.
- O czym?
- Wszystkiego się dowiesz, jak do niej pójdziemy. - bąknąłem przełykając ostatni kęs mojej kanapki.

Posiedzieliśmy jeszcze chwilę, gadając o głupotach - jak zwykle z resztą. W międzyczasie Hazz napisał do Mel, że lada chwila może się nas spodziewać. Żartował, że wolał ją uprzedzić w razie gdyby była całkowicie pochłonięta duchowymi przyjemnościami.

Gdy dotarliśmy pod dom dziewczyny, mysiooka przywitała nas szerokim uśmiechem, po czym zaprosiła do środka. Loczek tradycyjnie zapytał o Lou, który jak zwykle się zmył, by nie przeszkadzać nam w rozmowie.

- No to co ustaliliście? - spytał Harry.

Mel przez chwilę popatrzyła na mnie niepewnym wzrokiem, jakby nie wiedząc do końca, co powiedzieć. Jednak odchrząknęła i zabrała głos.

- Widzisz Harry, by zakończyć tą całą sprawę musimy mieć pewność, czy to faktycznie Corwin ma związek ze śmiercią Louisa... I najlepiej, by sam się do tego przyznał. Dlatego postanowiliśmy tam iść...
- ... bez Ciebie. - dokończyłem za Mel.

Chłopak spojrzał na mnie oburzony i już chciał zaprzeczyć, jednak nie dałem mu dojść do słowa.

- Słuchaj stary, rozumiem, że chcesz usłyszeć, co on ma do powiedzenia. Ale problem w tym, że on prędzej Cię zwyzywa niż piśnie choć słówkiem. I wszystko skończy się na kolejnej bójce.
- A Wam to może co? Od razu numer konta poda? - odparł ironicznie.
- Nie błaznuj, ja jestem jego kuzynem, więc przede mną prędzej się otworzy. Do Mel też ma słabość...
- Pff.. - prychnął Styles. - Kiedy macie zamiar iść?
- Teraz. - rzekliśmy z dziewczyną jednocześnie. Widać i ona chciała mieć to za sobą.

Hazz nie odpowiedział nic.  Siedział cały zesztywniały i zaciskał pięści. Był wściekły. Lecz wiedział, że mam rację. Zaklął coś pod nosem, po czym wyszedł z domu, zatrzaskując za sobą drzwi. Mel obejrzała się za nim zmartwionym wzrokiem.

- Nie martw się, przejdzie mu. My też już chodźmy. - powiedziałem do niej ciepło.

Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie, po czym udaliśmy się na zewnątrz. Choć dom Corwina dzieliło od domu Melissy zaledwie kilkanaście kroków, to miałem wrażenie, jakbyśmy kroczyli przez pół miasta. Byłem cholernie zdenerwowany. A gdy Mel nacisnęła drżącą ręką na dzwonek do drzwi, dostałem wręcz paniki. Czułem, jak mój żołądek wywraca się do góry nogami. Jednak nie było już odwrotu.

Po drugim dzwonku klamka wreszcie poruszyła się i w progu stanął mój kuzynek, który przywitał nas wytrzeszczonymi oczami i piskliwym tonem.

- Co Wy tu robicie!?

______________________________________________________________________

Mam nadzieję, że długość i jakość tego rozdziału wynagrodzą Wam choć trochę oczekiwania na nową notkę. Jak myślicie, co ciekawego ma do powiedzenia Corwin? I jak Mel ma rozumieć słowa ojca?

c.d.n.


wtorek, 17 września 2013

Chapter#25 Rozgrzeszyć przeszłość i teraźniejszość.

                                                              *Oczami Melissy*

- Niall? - szepnęłam podchodząc do żarłoka. Wyglądał na nieco zakłopotanego, a jego jęk zdawał się potwierdzać moje przypuszczenia.
- Yhm.. No cześć.

Staliśmy tak chwilę, wpatrując się wzajemnie w swoje oczy. Dzieliła nas jedynie niezręczna cisza i pojedyncze podmuchy wiatru.

- Co tu robisz? - jednocześnie zadaliśmy to samo pytanie.
- No, ja...
- Bo wiesz...

Albo się nie odzywaliśmy, albo mówiliśmy w tym samym czasie. Niall popatrzył na mnie zakłopotany i wreszcie obydwoje wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem. Uśmiechnęłam się do blondyna i rzekłam.

- Ty pierwszy.
- Ale że co ja? - odparł zdezorientowany.
- Powiedz co tu robisz głupku. - zachichotałam. - Zazwyczaj o tej porze pochłaniasz góry jedzenia, bądź chrapiesz i puszczasz gazy. - z trudem próbowałam powstrzymać tłumiący się we mnie rechot.

Nialler spalił buraka i spojrzał na mnie morderczym wzrokiem. Po chwili odchrząknął i powiedział.

- No bo... A właściwie to skąd Ty wiesz takie rzeczy?
- Błagam. -prychnęłam żartobliwie. - Harry nie raz mi mówił, że przez to ma problem z zaśnięciem.
- Ugh! To tylko oznaka dobrego trawienia. - fuknął jak obrażone dziecko. Jednak widziałam, że sam dusi się ze śmiechu. - Lepiej powiedz ci tu robisz sama tak późno. No chyba, że jest z Tobą...
- Nie, nie ma go. - nie dałam dokończyć mu zdania. - Pewnie później się zjawi. Poza tym, hej to ja pierwsza zadałam to pytanie!- burknęłam niby obrażona.
- No dobra, to będziemy tak stali jak kołki, czy może pójdziemy pogadać w bardziej ustronne miejsce? - wreszcie spytał rozweselony.
- Możemy iść do mnie. - rzekłam ciepło.

Chłopak skinął na moją propozycję twierdząco głową i udaliśmy się w stronę mojego domu.

                                                            *Oczami Nialla*

~Cholera, raz poszłoby coś po mojej myśli.~

Owszem, wymknąłem się z domu, by porozmawiać. Jednak to nie Mel była osobą, z którą chciałem zamienić zdanie. Cóż teraz się nie wykręcę, Corwin będzie musiał zaczekać. Oby do tego czasu niepewność mnie nie wykończyła.

Szedłem, milcząc, aż do samego domu Melissy. Z mojego zamyślenia wyrwał mnie jej radosny okrzyk, kiedy dziewczyna przekroczyła próg.

- Louieh!

Mimowolnie zaśmiałem się, gdy to usłyszałem. To brzmiało tak przesłodko, jakby co najmniej byli parą. Szkoda, że nie widziałem miny Lou, pewnie spiorunował by mnie za ten chichot wzrokiem. Mysiooka przeprosiła mnie na chwilę, by móc pogadać z Louisem, więc skorzystałem z okazji i poszedłem się przywitać z dobrze mi już znaną lodówką.

                                                       *Oczami Melissy*

- Już myślałam, że się Ciebie nie doczekam. - rzekłam radośnie, rzucając się brunetowi na szyję.

Chłopak jednak spojrzał tylko na mnie w milczeniu. Chyba chciał wyrazić gniew surowego ojca, jednak jego starania skończyły się komicznym grymasem, jaki widniał na jego twarzy.

- O co chodzi? - spytałam. - Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha. - palnęłam bezmyślnie.

~Ups..~

- Cha, cha. Baardzo śmieszne. - rzekł niby oschle. - Teraz mi się lepiej wytłumacz, gdzie byłaś.
- Nigdzie, chciałam tylko zaczerpnąć świeżego powietrza.
- O tej porze? Jest zimno, ciemno...Co Ci strzeliło do głowy? - spytał zatroskany.
- A co złego jest w spacerze? - zapytałam nieco zirytowana jego przesłuchaniami.
- To że nie powinnaś tak późno chodzić sama. To nie jest bezpieczne.
- Gdybyś zjawił się wcześniej, nie musiałabym wychodzić. - fuknęłam.
- To znaczy?
- Oj, nic po prostu potrzebowałam zebrać myśli, okej? - powiedziałam zrezygnowana.
- Dobrze, już dobrze. Ja tylko chcę, byś była bezpieczna. - szepnął, całując mnie delikatnie w czubek głowy.
- Wiem... - westchnęłam, po czym wtuliłam się w jego tors.
- No dobra teraz zmykaj. - rzekł ciepło. - Chciałaś o czymś pogadać z Niallem, nie będę Wam w tym przeszkadzał. I radzę Ci się pospieszyć, zanim wyczyści Ci lodówkę do zera!. - zachichotał.

Na jego ostatnie słowa szeroki uśmiech zawitał również i na mojej buzi. Trzeba przyznać, że Horan jest bardzo przewidywalny i zapewne dzięki jemu swobodnemu samopoczuciu czekać mnie będą jutro większe zakupy. Odprowadziłam Lou wzrokiem do mojego pokoju, po czym udałam się do salonu, gdzie żarłok czekał już na mnie po niezłej uczcie.

- No to jak się tak najadłeś, to teraz będziesz miał siły, by powiedzieć co Cię trapi, hm? - spytałam radośnie.

Chłopak zaśmiał się niepewnie, po czym poklepał miejsce na sofie, dając znak, bym przysiadła się koło niego, co też uczyniłam.

Blondyn zaczął bawić się nerwowo palcami i westchnął. Złapałam jego dłonie w swoją, by wiedział, że ma we mnie oparcie. W końcu się otworzył i zaczął mówić.

- Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć Mel. O Corwinie, o Lou, o nas wszystkich. Chciałbym już poznać prawdę, lecz z drugiej strony tak cholernie się jej boję... Boję się, że Corwin faktycznie może mieć coś wspólnego ze śmiercią Louisa...
- A jeśli tak, to co? - spytałam.
- Nie wiem... - jęknął. -  Wiadomo, że Tomlinson ma prawo poznać prawdę, ale Mel to mój kuzyn... Mam go kryć, czy wszystko powiedzieć? Nie wyjdę wtedy na zdrajcę względem Corwina? A jeżeli zataję co wiem, to tak jakbym zdradził Louisa... Chciałem iść do niego, pogadać.. I wtedy pomyśleć, co dalej.
- Chciałeś to zrobić sam?
- No... tak. W końcu jesteśmy rodziną, mnie nie bałby się powiedzieć.
- A co z Hazz i ze mną? Zamierzałeś nas powiadomić o swoim zamiarze?

Chłopak nie odpowiedział nic, tylko spuścił głowę.

- Posłuchaj Niall. - zaczęłam. - Wiem, że to dla Ciebie szczególnie trudne, bo Corwin jest Twym kuznem, którego znasz od dzieciństwa. Jednak Louis też był dla Ciebie ważny, kochałeś go jak brata. Bo tak było, nieprawdaż?
- Tak...
- Pomyśl teraz o nim. Poprosił nas o pomoc, by mógł spocząć w pokoju. Pomyśl o jego umęczonej duszy. Jestem pewna, że wolałby poznać najgorszą prawdę, niż tkwić w wiecznej, dosłownie wiecznej niepewności.
- Ale, jeśli Corwin się przyzna, to trzeba będzie to zgłosić...
- Jeśli ma resztki rozumu, to sam się uda, tam gdzie trzeba. Zrozum, że odkrycie sprawcy oczyści imię Louisa. Ludzie przestaną brać go za samobójcę. Jego rodzina przestanie się obwiniać. Nie myśl o tym, co dla Ciebie jest łatwiejsze. Zastanów się nad tym, co należy zrobić.

Młodzieniec słuchał mnie uważnie w milczeniu. Po chwili spojrzał mi w oczy i z lekkim zdenerwowaniem odparł.

- Zgoda. Niech będzie, co ma być.

Ulżyło mi, że nie będzie chciał zataić prawdy ona jest nam potrzebna do ulżenia cierpieniom Lou.

- Co Cię tak determinuje? - spytał po chwili.
- Lou... Przecież robimy to dla niego. Inaczej nie przechodzilibyśmy przez to wszystko. Nie można było tak po prostu zostawiać na pastwę losu. - odparłam, nieco zbita z tropu jego pytaniem.
- Mel... Ty go kochasz, prawda? To nie jest zwykłe przywiązanie... - sprostował moją wypowiedź. - To czuć choćby w tym, w jaki sposób się o nim wyrażasz.
- Racja. - rzekłam, lekko się rumieniąc. - Lecz nie tylko w tym rzecz. - dodałam poważniejszym tonem.
- A w czym?
- Chodzi o to, że lata temu straciłam kogoś, kto został potem przez ludzi oczerniony. Jednak w tym, co mówili było wiele racji i odczuwałam na tą osobę złość. Z Lou jest inaczej. On został niesłusznie osądzony, nie zasługuje na to by społeczność gadała tak o nim, jak o moim ojcu.
- Ojcu? - przerwał zaintrygowany.
- Tak.. - westchnęłam, po czym streściłam mu krótko owe pamiętne wakacje.

Opowiedziałam o wszystkich szyderstwach, jakich przyszło mi doświadczyć. O żalu, gniewie, jaki czułam do taty.

- Współczuję. - rzekł Niall, przytulając mnie do siebie. Po chwili uwolnił moje ciało ze swojego uścisku i rzekł. - A nie próbowałaś spojrzeć na to od drugiej strony?
- Co masz na myśli? - spytałam zaskoczona.
- Wiesz, każdy medal ma dwie strony.
- No nie wierzę, Horan i mądre powiedzonka.- zachichotałam.
- Chodziło mi o to, byś postawiła się na miejscu ojca. Wpakował się w bagno, z którego nie umiał się wyplątać i wolał odejść, niż być dla Was ciężarem.
- Ale..
- Nie twierdzę, że to, co zrobił było słuszne. Ale na pewno nie chciał w ten sposób Was zranić. Pewnie, podcinając tętnice, nie myślał wcale o tym, jak zareagujesz. Był przekonany, że odbierając sobie życie, ułatwi żywot Tobie.
- Jakie to ułatwienie wychowywać się bez ojca? - przerwałam załamanym głosem.
- Czuł się bezużyteczny. Nie chciał, byś się jego wstydziła. No bo sama pomyśl, ojciec bankrut, to żaden powód do dumy. Pragnął Was chronić i wierzył, że poprzez swój czyn mu się to uda. On to zrobił z miłości Mel.

Czułam się jak idiotka, słuchając słów Nialla. A jeśli miał rację? Jeśli ojciec faktycznie wolał się zabić, niż przynosić nam wstyd?

- Boże.. A ja go przez te lata za wszystko obwiniałam... - rzuciłam przez łzy.

Horan znów zbliżył się do mnie i pozwolił wypłakać na swym ramieniu. Oddalił się, gdy uspokoiłam swój oddech.

- No dobra, świetna była ta sesja terapeutyczna ale jest cholernie późno a ja lubię sobie pospać. - zażartował blondyn, później wstał z sofy i udał się w stronę wyjścia.

Ruszyłam za chłopakiem, by się z nim pożegnać. Żarłok odwrócił się na chwilę, by życzyć dobrej nocy.
Odrzekłam tym samym, po czym dodałam.

- A i Niall... Dziękuję.
- Nie, to ja dziękuję. - szepnął, puszczając mi oczko i znikając z mroku.

Stałam jeszcze chwilę w korytarzu, analizując naszą rozmowę, i udałam się czym prędzej do swojego pokoju. Podeszłam do biurka i otworzyłam ostatnią, zawaloną gratami szufladkę. Zaczęłam przewracać wszystkie znajdujące się w niej rzeczy, aż natrafiłam na zdjęcie, które skryłam tu w dniu naszej przeprowadzki. Chwyciłam je do ręki i obadałam je wzrokiem. Ta sama zwiewna sukienka, sączony przeze mnie napój i silne ramię ojca spoczywające na moich barkach. Jego delikatny uśmiech przemieszany ze smutkiem wymalowanym w jego oczach.

~Że też dopiero teraz to dostrzegłam. Tato...~

Przytuliłam fotografię do swojej piersi i zamknęłam oczy. Po chwili cichutko westchnęłam i ustawiłam ramkę na komodzie obok innych zdjęć.

- Wszystko w porządku słoneczko? - usłyszałam czuły głos Louisa.

Przez ten cały mętlik w mej głowie zapomniałam, że brunet od dłuższego czasu jest w mojej sypialni. Zbliżyłam się do łóżka, ułożyłam wygodnie obok młodzieńca i posyłając delikatny uśmiech szepnęłam.

- Tak, teraz już tak.

Lou przytulił mnie do siebie i ucałował na dobranoc. Chwilę później byłam już w objęciach Morfeusza.
________________________________________________________________________

Widać taka rozmowa była potrzebna zarówno Niallowi, jak i Mel. I co będzie teraz? Jak sprowokują Corwina? Przyzna się sam, czy Mel i reszta będą musieli dopilnować, by prawda ujrzała światło dzienne?

c.d.n.

P.S. Proszę Was o pozostawienie choćby krótkiego komentarza, bo to pozwala mi się zorientować, kogo interesuje moje opowiadanie. Poza tym Wasze słowa są naprawdę motywujące, więc proszę pamiętajcie o tym!

ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ MOJEJ KOCHANEJ @FuckedMrsGrey Z ŻYCZENIAMI SZYBKIEGO POWROTU DO ZDROWIA! ♥