*Oczami Melissy*
Siedziałam w ciszy na tylnym siedzeniu i przyglądałam się chłopcom. Niall był pogrążony we własnych myślach, a Harry'm targała nieposkromiona złość, co wywnioskowałam po mocno zaciśniętych dłoniach na kierownicy. Loczek w końcu zorientował się, iż nie śpię, gdyż spojrzał w lusterko i łagodnie zapytał.
- Jak się czujesz?
W tym momencie i blondyn odzyskał swą świadomość. Odwrócił się i spojrzał troskliwie na moją twarz.
- Dobrze. - odparłam, posyłając blady uśmiech towarzyszom. - Co się właściwie stało? - dodałam.
Nialler momentalnie oderwał ode mnie swój wzrok, powracając do swych przemyśleń. Natomiast Hazz zdawał się ignorować moje pytanie, skupiając się jeszcze bardziej na drodze. Dopiero, kiedy znacząco chrząknęłam, nie ukrywając swej niechęci, zaczął mówić.
Okazało się, że moje omdlenie utwierdziło chłopców w swoich podejrzeniach. Oczywiście Niall nie chciał przyjąć do świadomości, że jego kuzyn może być zamieszany w śmierć wspólnego przyjaciela, jednak Loczek szybko sprostował te wątpliwości, przypominając różne nieprzyjemne sytuacje.
- Zain oczywiście przysłuchiwał się wszystkiemu uważnie, rechocząc, że mamy niezłą szopkę. - rzekł oschle brunet. - Potem dodał, że nasze podejrzenia mogą być słuszne i wcale się im nie dziwi.
- To znaczy? - spytałam coraz bardziej zaintrygowana.
- Wspomniał, że sam raz widział jak ten palant wrzuca coś do drinka Lou. - syknął Hazz, jeszcze mocniej ściskając kierownicę.
- I... I co teraz? - wydukałam osłupiała.
- Rozszarpię go, jak go dorwę.. - chłopak coraz słabiej panował nad swym gniewem.
- Harry... - szepnął błagalnie Niall. Dla niego to też była trudna chwila.
- Co Harry, co Harry?? To wszystko jego wina! To on nam odebrał Louisa!
- Może to był wypadek... - żarłok wciąż naiwnie szukał obrony dla kuzyna.
- Sam w to nie wierzysz. - prychnął Loczek.
Ale chyba miał rację. Chyba nikt z nas już nie wierzył w niewinność Corwina. Nawet, jeśli nie zrobił tego celowo, to mimo wszystko przyczynił się do śmierci Lou. Chciałam, by Corwin sam się przyznał. By to z jego ust Louieh usłyszał prawdę. Tylko jeszcze nie wiedziałam, jak to załatwić.
W dodatku miałam kolejny problem. Z mamą.
- Mel? - usłyszałam głos Hazzy.
- Um.. tak?
- Pytałem, czy z Tobą zostać.
Popatrzyłam na niego jak na wariata i w tym momencie się zorientowałam, że dotarliśmy już do Doncaster. Zdążyłam jeszcze ledwo co dojrzeć blond kosmyki, które oddalały coraz bardziej.
- Nie trzeba. Powinieneś być teraz z Niallem. - rzekłam, uśmiechając się delikatnie.
- Pewnie masz rację. Ale jakby co to dzwoń. - szepnął, całując mnie w policzek.
Stałam jeszcze tak chwilę i wpatrywałam się w kasztanowe loki, które po chwili zniknęły z zasięgu mojego wzroku. Wreszcie weszłam do środka. Przystanęłam na korytarzu, ogarniając własne myśli. Znów poczułam ten błogi spokój, to ciepło, którego mi tak brakowało. Moje serce znów biło jak szalone i miałam motylki w brzuchu. To uczucie mogło znaczyć tylko jedno. Wbiegłam czym prędzej do salonu i wtedy go ujrzałam. Nie myliłam się. Wrócił.
- Louieh!
Rzuciłam się chłopakowi w ramiona. Wtuliłam się w jego tors tak mocno, że mi samej prawie brakło tchu. Ale przecież byłam na niego zła, w końcu bez słowa mnie zostawił.
-Ała! Przecież wróciłem.. - jęknął Louis.
Mimochodem moja dłoń powędrowała w kierunku jego twarzy, posyłając siarczysty policzek. Jednak nim zdążył cokolwiek więcej powiedzieć, złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Z moich oczu polał się strumień łez. Wrzała we mnie gorączka uczuć, która sprowadzała się do jednego - tak cholernie za nim tęskniłam.
- Wybacz mi... Już nigdy więcej... - szeptał, głaszcząc mnie po plecach. - Błagam, nie płacz Kochanie bo oszaleję.
Powoli uspokoiłam swój szloch, dzięki czemu mogliśmy nawiązać rozmowę. Louis wyjaśnił mi, dlaczego tak nagle zniknął i czemu tak długo nie wracał. Ja powiedziałam, co przez ostatnie dni robiłam i gdzie dziś byliśmy. Przez cały czas byłam wtulona w bruneta i podziwiałam jego lazurowe tęczówki, których mi tak brakowało. Tą upojną chwilę przerwała wibracja mojej komórki. Sięgnęłam po aparat i zauważyłam wiadomość. Od matki.
"Jutro przyjadę po rzeczy. Mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia. Kocham, mama."
Momentalnie zamarłam. Bałam się tej rozmowy. Za nic w świecie nie chciałam stąd wyjeżdżać.
Louieh zauważył oczywiście moją zmianę nastroju i zapytał kto do mnie napisał.
- Mama. - odpowiedziałam. - Jutro przyjeżdża.
- To chyba dobrze. - rzekł uśmiechnięty brunet.
- Nie do końca...- westchnęłam.
- Dlaczego?
Popatrzyłam na chłopaka smutnym wzrokiem i trzymając mocno jego dłoń opowiedziałam mu o naszej poprzedniej rozmowie. O rzekomej ponownej przeprowadzce.
- Mel... - jęknął.
*Oczami Louisa*
Ostatnie godziny w pustym domu doprowadzały mnie do szału. Chciałem ją wreszcie przytulić, nacieszyć się jej widokiem. Ale wolałem na nią czekać, niż jej szukać w obawie, że gdzieś się wyminiemy. Wreszcie dotarła. Nie byłem pewien jej reakcji na mój widok, póki nie rzuciła się w moje ramiona ze łzami w oczach. Tęskniła za mną.
Przeświadczenie o tym sprawiało mi jednocześnie radość i ból. Cieszyło mnie to, że coś dla niej znaczę, ale z drugiej strony moje odejście bardzo ją zraniło. A przecież przysięgałem jej nigdy nie skrzywdzić. Nic dziwnego, że mnie spoliczkowała, zasłużyłem sobie. Lecz jej kolejny czyn zmył wszelkie troski. Jej delikatne usta na moich były jedynym lekarstwem, jakiego potrzebowałem. I jej bliskość. Świadomość, że mam ją przy sobie i że jest moją księżniczką.
Byłem szczęśliwy, móc znów objąć jej drobne ciało swym ramieniem i zatracić się z nią w długiej konwersacji. Niestety, jak to zazwyczaj bywa, szczęście pryska, niczym bańka mydlana w mgnieniu oka.
Melissa opowiedziała mi o swojej matce. O zmianach, jakie wkroczyły w ich życie i jakie to może mieć konsekwencje. O tym, że być może Mel długo tu nie pomieszka. Chciałem tą myśl jak najszybciej wyrzucić z mojej głowy, jednak bezskutecznie.
- Jakoś to będzie słoneczko. - szeptałem całując czubek jej głowy.
Próbowałem ją pocieszyć, choć tak naprawdę sam już upadłem na same dno załamania.
~Odzyskałem ją po to, by ją zaraz stracić??~
Wróciłem po to, by się pożegnać? Teraz to ona odejdzie ode mnie? Tak na pewno nie będzie.
_________________________________________________________________________
Louis wreszcie wrócił, cieszycie się? Jak myślicie jak przebiegnie rozmowa matki z córką - znajdą jakiś kompromis? I kiedy sprawa z Corwinem zostanie ujawniona?
c.d.n.
Translate
sobota, 14 września 2013
poniedziałek, 9 września 2013
Chapter# 22 Co skrywają stare mury?
*Oczami Nialla*
Te miejsce nie podobało mi się ani trochę, od momentu, gdy tu przyjechaliśmy. I nie wierzyłem ani trochę, byśmy cokolwiek tu odnaleźli. No ale oni się uparli. Hazzę jeszcze zrozumiem, bo Lou był naszym kumplem, ale właściwie czemu Melissie tak na tym zależy?
- Co Wy tu robicie?? - odezwał się niski głos.
Obejrzeliśmy się w stronę wejścia i naszym oczom ukazał się młody chłopak stojący w progu. Był dość wysoki, miał kruczoczarne włosy i bursztynowe oczy. Jego ciemna karnacja była zwieńczeniem jego całego wyglądu.
- Chyba moglibyśmy się zapytać Ciebie o to samo. - rzekł spokojnie, aczkolwiek stanowczo Harry.
- Cóż, w zasadzie ja tutaj pracuję jako stróż, więc moja obecność jest tu jak najbardziej wskazana. - odpowiedział. - Czego nie mogę powiedzieć o Waszej. - dodał, unosząc kąciki ust do góry.
- Przepraszamy. - szepnęła słodko Mel.
Chłopak momentalnie spojrzał na naszą towarzyszkę. Z kolei dziewczyna zbliżyła się powoli do niego i, posyłając mu uroczy uśmiech, powiedziała.
- Wiemy, że nie powinniśmy tak po prostu tutaj wchodzić, ale nie mieliśmy kogo poprosić o pomoc. Widzisz chciałam tu przyjechać, by wyjaśnić pewne rzeczy. - tłumaczyła, wdzięcząc się przed nim jak Maria Antonina. - Ale sama nie dam rady... Może zechcesz mi pomóc?
Nieznajomy przyglądał się Melissie, po czym łypnął na nas swoimi oczami i z powrotem zwrócił się do dziewczyny, zgadzając się na jej prośbę. Jej sztuczki podziałały.
~Dobra robota Mel.~
- No dobra, to teraz gadać, o co chodzi. - odezwał się ciemnowłosy, jednocześnie wskazując na ławkę, byśmy usiedli.
- Yyy... - jęknęła Mel.
- Zain. Mów mi Zain.
- Zatem Zain. - rzekła mysiooka. - Zapewne wiesz o tragedii, która miała tu miejsce trzy lata temu. Chłopakiem, który tu zmarł była bliska mi osoba. Chciałabym coś się dowiedzieć o tamtym dniu... Zrozumieć.
- A co tu do rozumienia mała? - prychnął Zain. Chłopaki się zabawili i jeden z nich przegiął. Tyle.
- Lou nie był taki. - syknął Hazz. Zawsze tak reagował, gdy ktoś źle mówił o Tomlinsonie.
- Czyżby? - spytał, nie kryjąc swego zadowolenia. Co za typ.
- Zrozum nas. - rzekła cichutko Mel. - Znaliśmy go bardzo dobrze. Wyczulibyśmy zmianę jego zachowania. Uwierz nam.. - mówiła, patrząc błagalnie w jego oczy.
-Zgoda. Co właściwie mogę dla Was zrobić?
*Oczami Louisa*
Zbyt długo siedziałem i użalałem się nad sobą. Oni się poświęcali dla mnie, a ja tak po prostu ich porzuciłem. Poza tym tęskniłem. Tak cholernie tęskniłem. Za nimi. Za Melissą. Moją słodką, kochaną księżniczką. Nie wiedziałem, kto kogo potrzebował bardziej. Wiedziałem jedno - muszę wrócić.
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, ruszyłem pędem w kierunku domu Mel. Kiedy wniknąłem do środka, zacząłem szukać dziewczyny. W pokojach było ciemno i cicho. I ani śladu niebieskoszarych tęczówek. Jedyne, co zostało to porozrzucane stare artykuły. Wiedziałem, gdzie była. Beze mnie.
~Spóźniłem się.~
*Oczami Harry'ego*
Chociaż gościu działał na mnie, jak płachta na byka, starałem się zachować spokój i rzekłem.
- Pozwól się nam rozejrzeć.
- I może powiedz, jak wyglądały wieczory na obozie? - wtrąciła słodko Mel. Nie ukrywam, że nieco irytowało mnie jej zachowanie. A może byłem zazdrosny?
Mel z opowiadań Louisa wiedziała, którego domku szukać. Podała jego opis Zainowi, a ten zabrał ze sobą klucze. Wszyscy ruszyliśmy za nim. W międzyczasie Zain zaczął swoją opowieść.
-Każdy tu spędzał czas, tak, jak zazwyczaj się to robi. Teoretycznie nie można było wnosić tutaj alkoholu, ale dla obozowiczów nie był to żaden problem. - rzekł, ciesząc się głupkowato. - Wiem to dobrze, bo kiedyś sam przyjeżdżałem tu na wakacje. - dodał po chwili.
W końcu dotarliśmy do domku, w którym mieszkał Lou. Zain otworzył zamek i wszyscy weszliśmy do środka. W pokojach panował niesamowity bałagan i było czuć zapach stęchlizny.
- Nie wiem, czego chcecie tu szukać. Policja zabrała praktycznie wszystko. - odezwał się chłopak.
Spojrzałem na Melissę, widziałem determinację w jej oczach. Zapewne wiedziała, gdzie ma iść i czego szukać. Była jak w kompletnym amoku. Ignorowała naszą obecność. Po prostu weszła do jednego z pomieszczeń i usiadła na łóżku. Udaliśmy się za dziewczyną i w ciszy obserwowaliśmy jej zachowanie.
*Oczami Melissy*
Siedziałam na czymś, co kiedyś służyło do spania i gapiłam się przed siebie. Kątem oka widziałam skupione i zdumione miny chłopców. Starałam sobie przypomnieć wszystkie słowa Lou i następnie przepleść je z historią Zaina, który wspominał, że rozpowszechnianie różnych świństw na dyskotekach było tu na początku dziennym...
Wstałam i zaczęłam ogarniać wzrokiem pokój, w którym niegdyś nocował Lou. Z tego, co wiem, Corwin mieszkał z nim i pokój miał naprzeciw jego. Coś mnie tknęło i zaczęłam przyglądać się łóżku, które zdawało się być powykrzywiane. Nic bardziej mylnego. Ono po zwyczajnie na czymś stało. Zbliżyłam się i odsunęłam je nieco od ściany. Zajrzałam za oparcie i znalazłam jakieś zawiniątko. Materiał wyglądał, jakby był wydarty z jakiejś koszuli. Ostrożnie chwyciłam pakunek i powoli go otworzyłam. Na wewnętrznej stronie skrawka znalazłam napis "HC"a przedmiotem skrywanym w szmatce okazała się fiolka po jakiś tabletkach. Widać śledczy nie zdołali zabezpieczyć wszystkich opakowań... Coś kazało mi zerknąć za owe oparcie jeszcze raz. Znalazłam starą bransoletkę z muliny.
- Gdzieś już ją kiedyś widziałam... - szepnęłam sama do siebie.
- To.. - jęknął Harry.
- Ja dobrze widzę?.. - rzekł Niall.
Spojrzałam na chłopców, którzy unieśli swe prawe nadgarstki do góry. Każdy miał identycznie plecioną bransoletkę, różniły się jedynie kolorami. Wtedy uzmysłowiłam sobie, że i Louieh taką nosił. Jego była czerwono- czarna, a ta spoczywająca w mej dłoni miała brązowo - czarny odcień. Chyba nie musiałam zgadywać, do kogo należała...
Zerwałam się na równe nogi i ruszyłam do pokoju znajdującego się naprzeciwko. Zaczęłam przerzucać porozwalane meble i natknęłam się na kilka podobnych "paczuszek". Na każdym był napis "HC".
- O co w tym wszystkim chodzi? - pytałam zbulwersowana.
- Stały klient. - rzekł ni stąd, ni zowąd Zain.
- Że co proszę?- wybałuszyłam na niego swoje oczy. Chłopcy także nie kryli zdziwienia.
- Jesteś tak mało rozumna, czy tylko udajesz? - parsknął szatyn. - Pamiętam dobrze typa. Powiedział, że zamierza bawić się jak najlepiej i zrobi wszystko, by rozkręcić swego kumpla. - powiedział oschle. - Dziwny był, ale dzięki niemu towar miał niezły obrót. - dodał po chwili.
- Pamiętasz go dobrze? - spytałam coraz bardziej roztrzęsiona.
- No raczej. - zaśmiał się zawadiacko. - Takiego pajaca nikt nie widział. Po każdej "kolejce" nieźle mu odwalało. Przyznaję, przy Corwinie nie można było się nudzić.
- C...Corwinie? - spytał niepewnie Niall. Biedak pewnie był przerażony, słysząc o "dokonaniach" kuzyna.
-Ta. - odpowiedział niedbale Zain. Masz napisane na tym skrawku. - powiedział, wskazując na zawiniątko. - Zawsze pisali inicjały osób, do którego to miało trafić.
~"HC"? "Harvey Corwin"... Cholera jasna... ~
Czułam jak tracę grunt pod nogami. Potem całkowicie straciłam świadomość. Obudziłam się już w aucie i jak się domyśliłam, jechaliśmy z powrotem do domu. Teraz coraz bardziej wątpiłam w niewinność Corwina... Chociaż chciałabym się mylić.
____________________________________________________________________
Chłopcy i Mel poznali chłopaka, który niegdyś również był obozowiczem Denver. Dowiedzieli się kilku faktów na temat ośrodka i poznali sekret Corwina. Co zrobią z tym teraz? Czy czeka ich konfrontacja z kuzynem Nialla? Czy prawda ujrzy wreszcie światło dzienne?
c.d.n.
P.S. Pewnie przykuło to Waszą uwagę, więc od razu wyjaśniam, celowo pisałam "Zain", nie "Zayn" ;)
Te miejsce nie podobało mi się ani trochę, od momentu, gdy tu przyjechaliśmy. I nie wierzyłem ani trochę, byśmy cokolwiek tu odnaleźli. No ale oni się uparli. Hazzę jeszcze zrozumiem, bo Lou był naszym kumplem, ale właściwie czemu Melissie tak na tym zależy?
- Co Wy tu robicie?? - odezwał się niski głos.
Obejrzeliśmy się w stronę wejścia i naszym oczom ukazał się młody chłopak stojący w progu. Był dość wysoki, miał kruczoczarne włosy i bursztynowe oczy. Jego ciemna karnacja była zwieńczeniem jego całego wyglądu.
- Chyba moglibyśmy się zapytać Ciebie o to samo. - rzekł spokojnie, aczkolwiek stanowczo Harry.
- Cóż, w zasadzie ja tutaj pracuję jako stróż, więc moja obecność jest tu jak najbardziej wskazana. - odpowiedział. - Czego nie mogę powiedzieć o Waszej. - dodał, unosząc kąciki ust do góry.
- Przepraszamy. - szepnęła słodko Mel.
Chłopak momentalnie spojrzał na naszą towarzyszkę. Z kolei dziewczyna zbliżyła się powoli do niego i, posyłając mu uroczy uśmiech, powiedziała.
- Wiemy, że nie powinniśmy tak po prostu tutaj wchodzić, ale nie mieliśmy kogo poprosić o pomoc. Widzisz chciałam tu przyjechać, by wyjaśnić pewne rzeczy. - tłumaczyła, wdzięcząc się przed nim jak Maria Antonina. - Ale sama nie dam rady... Może zechcesz mi pomóc?
Nieznajomy przyglądał się Melissie, po czym łypnął na nas swoimi oczami i z powrotem zwrócił się do dziewczyny, zgadzając się na jej prośbę. Jej sztuczki podziałały.
~Dobra robota Mel.~
- No dobra, to teraz gadać, o co chodzi. - odezwał się ciemnowłosy, jednocześnie wskazując na ławkę, byśmy usiedli.
- Yyy... - jęknęła Mel.
- Zain. Mów mi Zain.
- Zatem Zain. - rzekła mysiooka. - Zapewne wiesz o tragedii, która miała tu miejsce trzy lata temu. Chłopakiem, który tu zmarł była bliska mi osoba. Chciałabym coś się dowiedzieć o tamtym dniu... Zrozumieć.
- A co tu do rozumienia mała? - prychnął Zain. Chłopaki się zabawili i jeden z nich przegiął. Tyle.
- Lou nie był taki. - syknął Hazz. Zawsze tak reagował, gdy ktoś źle mówił o Tomlinsonie.
- Czyżby? - spytał, nie kryjąc swego zadowolenia. Co za typ.
- Zrozum nas. - rzekła cichutko Mel. - Znaliśmy go bardzo dobrze. Wyczulibyśmy zmianę jego zachowania. Uwierz nam.. - mówiła, patrząc błagalnie w jego oczy.
-Zgoda. Co właściwie mogę dla Was zrobić?
*Oczami Louisa*
Zbyt długo siedziałem i użalałem się nad sobą. Oni się poświęcali dla mnie, a ja tak po prostu ich porzuciłem. Poza tym tęskniłem. Tak cholernie tęskniłem. Za nimi. Za Melissą. Moją słodką, kochaną księżniczką. Nie wiedziałem, kto kogo potrzebował bardziej. Wiedziałem jedno - muszę wrócić.
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, ruszyłem pędem w kierunku domu Mel. Kiedy wniknąłem do środka, zacząłem szukać dziewczyny. W pokojach było ciemno i cicho. I ani śladu niebieskoszarych tęczówek. Jedyne, co zostało to porozrzucane stare artykuły. Wiedziałem, gdzie była. Beze mnie.
~Spóźniłem się.~
*Oczami Harry'ego*
Chociaż gościu działał na mnie, jak płachta na byka, starałem się zachować spokój i rzekłem.
- Pozwól się nam rozejrzeć.
- I może powiedz, jak wyglądały wieczory na obozie? - wtrąciła słodko Mel. Nie ukrywam, że nieco irytowało mnie jej zachowanie. A może byłem zazdrosny?
Mel z opowiadań Louisa wiedziała, którego domku szukać. Podała jego opis Zainowi, a ten zabrał ze sobą klucze. Wszyscy ruszyliśmy za nim. W międzyczasie Zain zaczął swoją opowieść.
-Każdy tu spędzał czas, tak, jak zazwyczaj się to robi. Teoretycznie nie można było wnosić tutaj alkoholu, ale dla obozowiczów nie był to żaden problem. - rzekł, ciesząc się głupkowato. - Wiem to dobrze, bo kiedyś sam przyjeżdżałem tu na wakacje. - dodał po chwili.
W końcu dotarliśmy do domku, w którym mieszkał Lou. Zain otworzył zamek i wszyscy weszliśmy do środka. W pokojach panował niesamowity bałagan i było czuć zapach stęchlizny.
- Nie wiem, czego chcecie tu szukać. Policja zabrała praktycznie wszystko. - odezwał się chłopak.
Spojrzałem na Melissę, widziałem determinację w jej oczach. Zapewne wiedziała, gdzie ma iść i czego szukać. Była jak w kompletnym amoku. Ignorowała naszą obecność. Po prostu weszła do jednego z pomieszczeń i usiadła na łóżku. Udaliśmy się za dziewczyną i w ciszy obserwowaliśmy jej zachowanie.
*Oczami Melissy*
Siedziałam na czymś, co kiedyś służyło do spania i gapiłam się przed siebie. Kątem oka widziałam skupione i zdumione miny chłopców. Starałam sobie przypomnieć wszystkie słowa Lou i następnie przepleść je z historią Zaina, który wspominał, że rozpowszechnianie różnych świństw na dyskotekach było tu na początku dziennym...
Wstałam i zaczęłam ogarniać wzrokiem pokój, w którym niegdyś nocował Lou. Z tego, co wiem, Corwin mieszkał z nim i pokój miał naprzeciw jego. Coś mnie tknęło i zaczęłam przyglądać się łóżku, które zdawało się być powykrzywiane. Nic bardziej mylnego. Ono po zwyczajnie na czymś stało. Zbliżyłam się i odsunęłam je nieco od ściany. Zajrzałam za oparcie i znalazłam jakieś zawiniątko. Materiał wyglądał, jakby był wydarty z jakiejś koszuli. Ostrożnie chwyciłam pakunek i powoli go otworzyłam. Na wewnętrznej stronie skrawka znalazłam napis "HC"a przedmiotem skrywanym w szmatce okazała się fiolka po jakiś tabletkach. Widać śledczy nie zdołali zabezpieczyć wszystkich opakowań... Coś kazało mi zerknąć za owe oparcie jeszcze raz. Znalazłam starą bransoletkę z muliny.
- Gdzieś już ją kiedyś widziałam... - szepnęłam sama do siebie.
- To.. - jęknął Harry.
- Ja dobrze widzę?.. - rzekł Niall.
Spojrzałam na chłopców, którzy unieśli swe prawe nadgarstki do góry. Każdy miał identycznie plecioną bransoletkę, różniły się jedynie kolorami. Wtedy uzmysłowiłam sobie, że i Louieh taką nosił. Jego była czerwono- czarna, a ta spoczywająca w mej dłoni miała brązowo - czarny odcień. Chyba nie musiałam zgadywać, do kogo należała...
Zerwałam się na równe nogi i ruszyłam do pokoju znajdującego się naprzeciwko. Zaczęłam przerzucać porozwalane meble i natknęłam się na kilka podobnych "paczuszek". Na każdym był napis "HC".
- O co w tym wszystkim chodzi? - pytałam zbulwersowana.
- Stały klient. - rzekł ni stąd, ni zowąd Zain.
- Że co proszę?- wybałuszyłam na niego swoje oczy. Chłopcy także nie kryli zdziwienia.
- Jesteś tak mało rozumna, czy tylko udajesz? - parsknął szatyn. - Pamiętam dobrze typa. Powiedział, że zamierza bawić się jak najlepiej i zrobi wszystko, by rozkręcić swego kumpla. - powiedział oschle. - Dziwny był, ale dzięki niemu towar miał niezły obrót. - dodał po chwili.
- Pamiętasz go dobrze? - spytałam coraz bardziej roztrzęsiona.
- No raczej. - zaśmiał się zawadiacko. - Takiego pajaca nikt nie widział. Po każdej "kolejce" nieźle mu odwalało. Przyznaję, przy Corwinie nie można było się nudzić.
- C...Corwinie? - spytał niepewnie Niall. Biedak pewnie był przerażony, słysząc o "dokonaniach" kuzyna.
-Ta. - odpowiedział niedbale Zain. Masz napisane na tym skrawku. - powiedział, wskazując na zawiniątko. - Zawsze pisali inicjały osób, do którego to miało trafić.
~"HC"? "Harvey Corwin"... Cholera jasna... ~
Czułam jak tracę grunt pod nogami. Potem całkowicie straciłam świadomość. Obudziłam się już w aucie i jak się domyśliłam, jechaliśmy z powrotem do domu. Teraz coraz bardziej wątpiłam w niewinność Corwina... Chociaż chciałabym się mylić.
____________________________________________________________________
Chłopcy i Mel poznali chłopaka, który niegdyś również był obozowiczem Denver. Dowiedzieli się kilku faktów na temat ośrodka i poznali sekret Corwina. Co zrobią z tym teraz? Czy czeka ich konfrontacja z kuzynem Nialla? Czy prawda ujrzy wreszcie światło dzienne?
c.d.n.
P.S. Pewnie przykuło to Waszą uwagę, więc od razu wyjaśniam, celowo pisałam "Zain", nie "Zayn" ;)
piątek, 6 września 2013
Chapter#21 Denver.
*Oczami Melissy*
Dochodziła prawie północ, a po Louisie nie było ani śladu. Dwunasta w nocy to w zasadzie pora duchów, więc liczyłam tym, że zachowa się jak przeciętna zjawa i przynajmniej nawiedzi mnie o tej porze. Nic z tego.
Siedziałam i wciąż płakałam jak mała dziewczynka. Moje serce już dawno roztrzaskało się na milion kawałeczków. Miałam wrażenie, że wszyscy mnie opuścili... Właściwie zostali mi teraz tylko Niall i Harry.
y'Harry... Mimowolnie na wspomnienie o nim zrobiło mi się lżej. Nie wiem co mnie do tego skłoniło, ale wyciągnęłam telefon i zwyczajnie zadzwoniłam do niego. Po kilku głuchych sygnałach odezwał się głos Loczka.
- Mel?...
- Przepraszam, niepotrzebnie Cię obudziłam. - próbowałam mówić spokojnym tonem, lecz nasilający się płacz zbytnio mi to utrudniał.
- Co się stało?.. Coś Ci jest? - pytał zatroskany. Chyba domyślił się, że właśnie zalewam się łzami.
- Nic, śpij. Dobranoc. - rzuciłam resztkami sił, po czym rozłączyłam się i z powrotem wylądowałam na łóżku.
*Oczami Harry'ego*
Byłem już dawno pogrążony we śnie, gdy w środku nocy wyrwał mnie z niego dźwięk wibracji mojej komórki. Kiedy wreszcie przejrzałem na oczy i zorientowałem się, iż osobą dzwoniącą jest Mel, bez wahania odebrałem połączenie.
Dziwiło mnie to, że dzwoni o tak późnej porze. Jeszcze bardziej dziwiła mnie sama rozmowa. Mógłbym przysiąc, że w jej głosie słyszałem nutkę załamania. Czyżby płakała? Tylko dlaczego? Ktoś ją skrzywdził?
W dodatku, tak po prostu bez wyjaśnienia się rozłączyła. Nie miałem zamiaru resztę nocy dręczyć się wyrzutami sumienia. Po cichu się ubrałem i zszedłem na dół. Już miałem wyjść z domu, kiedy na schodach z moimi plecami pojawił się zaspany Horan.
- A Ciebie gdzie niesie? - spytał ziewając.
- Idę do Mel, ma jakąś sprawę do mnie. - rzekłem najspokojniej, jak umiałem, choć byłem już wystarczająco zniecierpliwiony.
- Yhym. - mruknął Niall, po czym udał się z powrotem na górę.
Serio, czasem mam wrażenie, że farbuje te włosy na blond tylko po to, by mieć na co zwalić swoją głupotę. Mimowolnie uśmiechnąłem się na tą myśl w duchu i szybkim krokiem ruszyłem w kierunku domu dziewczyny.
*Oczami Melissy*
Tkwiłam na swoim łóżku i patrzyłam się bezmyślnie w ciemność, gdy nagle rozległ się dzwonek i ciche pukanie do moich drzwi. Zerwałam się na równe nogi, licząc, że to w końcu Louis, jednak po chwili dotarło do mnie, że on nie dobijał by się do drzwi tylko zapewne od razu zjawił by się w moim pokoju...
Udałam się na dół i kiedy otworzyłam drzwi, mimo wszystko odczułam ulgę. W progu stał Hazza.
- Mogę wejść? - zapytał łagodnie.
Wskazałam mu dłonią, by udał się do pokoju, po czym zamknęłam dokładnie zamki. Weszłam do pomieszczenia, gdzie przebywał Loczek i tępo wlepiałam w niego swój wzrok. Nie myślałam wtedy nawet, jak wyglądam. A nie był to zapewne za ciekawy widok, gdyż moje oczy już dawno napuchły od płaczu. Niczym namoknięte drewno.
Harry chwycił mnie za rękę i udał się w stronę sofy. Jednym sprawnym ruchem spowodował, że siedział na miękkim meblu, a ja wylądowałam na jego kolanach.
- To teraz mi powiedz, o co chodzi. - szepnął, uśmiechając się ciepło.
Nie wytrzymałam dłużej, tylko rozkleiłam się jak małe dziecko. Łzy znów poleciały strumieniami, a ja z każdym łkaniem coraz mocniej wtulałam się w chłopaka. Harry natomiast milczał, i delikatnie kreślił kółka na moich plecach. Jego usta czule muskały czubek mej głowy.
Poczekał cierpliwie, aż nieco się uspokoiłam i zaczęłam mówić. Z każdym kolejnym słowem wtulał mnie w siebie coraz mocniej.
- I co ja mam teraz zrobić? - spytałam, ciągając cichutko nosem.
- Spróbuj zrozumieć mamę. Pewnie dla niej też było to trudne, by o wszystkim Ci powiedzieć.
- Ale ja nie chcę wyjeżdżać! - pisnęłam. - Tutaj mam Ciebie, mam Nialla. I Lou... Tam znów będę sama.
- Słońce. - szepnął delikatnie. - Na nas zawsze możesz liczyć. A jeśli to faktycznie dla Ciebie takie ważne, to porozmawiaj z matką na spokojnie. Kłótnią i obrazą niczego nie załatwisz. I nie uwierzę, że nie chciałabyś mieć z nią dobrego kontaktu. - dodał, po czym znów leciutko ucałował moją głowę.
Byłam mu wdzięczna, że przyszedł. Harry miał rację. Urzekał mnie w nim jego rozsądek, choć Lou nie raz powtarzał, że Hazz należał do tych roztrzepanych wesołków. Może jeszcze kiedyś poznam tą drugą naturę Styles'a. A co do Louieh'go... Byłam na niego zła i nie chciałam teraz o tym myśleć.
*Oczami Harry'ego*
Byłem z siebie zadowolony, że jednak zjawiłem się u Melissy. Wyglądała chna taką bezbronną i kruchą, gdy łkała w moich ramionach. Miałem wtedy ochotę ochronić ją przed całym światem. Kiedy wreszcie zebrała się na mówienie, czułem jak na moim sercu zacieśnia się niewidzialna pętla. Jej ból był moim. Byliśmy jednością. Szkoda, że ona tego nie dostrzegała...
Gdy dziewczyna w końcu się uspokoiła, skierowałem rozmowę na nieco inny tor, by odciągnąć ją od szarych myśli. Przegadaliśmy tak chyba jeszcze z godzinę, kiedy zorientowałem się, że Mel zasnęła wtulona w mój tors. Chwyciłem jej drobniutkie ciało w ramiona i zaniosłem na górę, układając delikatnie w łóżku. Przykryłem ją kołdrą, a Melissa wciąż kurczowo trzymała się mej koszuli.
Próbowałem oswobodzić materiał z jej uścisku, lecz wtedy usłyszałem błagalny szept.
- Zostań. Nie zostawiaj.
- Nigdy Cię nie zostawię. - szepnąłem, po czym złożyłem pocałunek na jej czole.
Nie miałem zamiaru kłaść się koło niej, gdyż rano mogła by poczuć się niekomfortowo w moim pobliżu. Wybrałem miejsce na dużym fotelu ustawionym nieopodal. Usiadłem wpatrując się na oblicze dziewczyny i nawet nie wiem, kiedy odpłynąłem do krainy snów.
*Oczami Melissy*
Rano, kiedy się przebudziłam, ujrzałam śpiącego Hazzę na fotelu. Tak jak obiecał, został. Nie miałam serca go budzić. Zamiast tego zeszłam na dół i postanowiłam przyrządzić nam śniadanie. Rozległo się dzwonienie do drzwi i poszłam otworzyć, przekonana, iż to Niall. Nie myliłam się, w progu stał roztrzepany blondyn.
~Ciekawe, że on zawsze natrafi na porę posiłku.~
Przywitałam się ciepło z żarłokiem, po czym ruszyliśmy do kuchni kończyć kanapki. Niedługo dołączył do nas i Harry.
- Jak tam Romeo? Wszystko załatwione? - rzekł rozbawiony Horan.
Spojrzałam na rumieniącego się Styles'a , który za wszelką cenę chciał zabić wzrokiem Niallera i pomimo, iż nie miałam pojęcia o co chodzi. Wybuchłam śmiechem. Chłopcy popatrzyli na mnie i również zaczęli się śmiać.
Po zjedzonym śniadaniu, do którego oczywiście dołączył blondyn, Niall zerwał się na równe nogi i dodał z entuzjazmem.
- Ruszyć tyłki, Denver czekać nie będzie.
Popatrzyliśmy z Harry'm na niego jak na idiotę i dopiero nas oświeciło. Mieliśmy dzisiaj jechać.
- Ale.. Yhm.. Niall..- zaczął się jąkać Hazz. - Ja nie mam świeżych ubrań..\
- Masz. - rzekł Horan, po czym cisnął w Loczka plecakiem.
Harry się zaśmiał, po czym posłał mi pytające spojrzenie. Rzekłam z uśmiechem, gdzie leżą czyste ręczniki i by się nie krępował. Ja natomiast wzięłam się za sprzątanie, w czym Horan okazał się bardzo pomocny.
Kiedy wszyscy byli już najedzeni i odświeżeni, uznaliśmy, że pora ruszać w drogę. Udaliśmy się do domu Nialla, gdyż mieliśmy jechać samochodem Hazzy. Poza tym żarłok wstąpił na chwilę do siebie i zabrał torbę z jakimiś przekąskami.
- To tak na wszelki wypadek.. - tłumaczył, na co my ryknęliśmy śmiechem.
Wreszcie zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy. Chłopcy siedzieli z przodu i co chwilę się wygłupiali. Jeszcze nie widziałam tak beztroskiego Styles'a. Ale podobało mi się to. Widocznie to właśnie Lou kochał w nim najbardziej, szkoda, że na co dzień Harry skrywa swą wesołość pod płaszczem powagi.
Minął jakiś czas i w końcu dotarliśmy na miejsce. Harry wysiadł i obszedł dookoła auto, by następnie pomóc mi wydostać się z samochodu. Przypuszczałam, że po zamknięciu ośrodka będzie wiało tu pustką, ale takiego widoku się nie spodziewałam. Obóz wyglądał praktycznie jak ruina. Stary płot leżał bezwiednie na ziemi, tak że można było wejść do środka nie korzystając z furtki. Na samym podwórzu dookoła były porozrzucane śmieci. Jedyne, co wyglądało tu przyzwoicie, to las otaczający obóz.
Staliśmy tak chwilę, nie wiedząc, co ze sobą począć, gdy Niall zabrał głos.
- To co robimy?
Harry spojrzał na niego, następnie na mnie, po czym posłał mi uśmiech i ruszył przed siebie. Bez słowa udaliśmy się za nim. Momentalnie Loczek przystanął i obrócił się w moją stronę. Podał mi rękę, bym bez problemu przeszła po obalonej siatce. Stanęliśmy na środku placu i zaczęliśmy uzgadniać od czego zacząć.
Wspólnie ustaliliśmy, że najlepiej będzie odnaleźć recepcję z kluczykami a następnie przechadzać się od domku do domku. Weszliśmy do budynku głównego. W środku ciągnęły się białe, długie korytarze. Brr... wyglądały jak te w szpitalu. Już mi się to miejsce nie podobało. Hazz chyba wyczuł moją niepewność, gdyż w geście otuchy objął mnie swym ramieniem. Penetrowaliśmy parter chyba z pół godziny, gdy wreszcie znaleźliśmy drzwi z napisem "tylko dla opiekunów". Drzwi były już tak uszkodzone, że nie chciały łatwo ustąpić. Jednak dla dwójki chłopaków to żadne wyzwanie. Po kilku szarpnięciach mogliśmy swobodnie wejść do środka.
~Żeby Louieh tu był...~
Zaczęliśmy się rozglądać po pomieszczeniu, gdy nagle usłyszeliśmy jakiś hałas dochodzący z korytarza. Po chwili usłyszeliśmy czyjś głośny oddech dochodzący z progu.
- Co Wy tu robicie??
___________________________________________________________________
Wreszcie cała trójka wybrała się do obozu. Ale Louisa dalej nie ma... Jak myślicie, co uda się im odkryć? I kto przeszkodził im w poszukiwaniach?
c.d.n.
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
Dochodziła prawie północ, a po Louisie nie było ani śladu. Dwunasta w nocy to w zasadzie pora duchów, więc liczyłam tym, że zachowa się jak przeciętna zjawa i przynajmniej nawiedzi mnie o tej porze. Nic z tego.
Siedziałam i wciąż płakałam jak mała dziewczynka. Moje serce już dawno roztrzaskało się na milion kawałeczków. Miałam wrażenie, że wszyscy mnie opuścili... Właściwie zostali mi teraz tylko Niall i Harry.
y'Harry... Mimowolnie na wspomnienie o nim zrobiło mi się lżej. Nie wiem co mnie do tego skłoniło, ale wyciągnęłam telefon i zwyczajnie zadzwoniłam do niego. Po kilku głuchych sygnałach odezwał się głos Loczka.
- Mel?...
- Przepraszam, niepotrzebnie Cię obudziłam. - próbowałam mówić spokojnym tonem, lecz nasilający się płacz zbytnio mi to utrudniał.
- Co się stało?.. Coś Ci jest? - pytał zatroskany. Chyba domyślił się, że właśnie zalewam się łzami.
- Nic, śpij. Dobranoc. - rzuciłam resztkami sił, po czym rozłączyłam się i z powrotem wylądowałam na łóżku.
*Oczami Harry'ego*
Byłem już dawno pogrążony we śnie, gdy w środku nocy wyrwał mnie z niego dźwięk wibracji mojej komórki. Kiedy wreszcie przejrzałem na oczy i zorientowałem się, iż osobą dzwoniącą jest Mel, bez wahania odebrałem połączenie.
Dziwiło mnie to, że dzwoni o tak późnej porze. Jeszcze bardziej dziwiła mnie sama rozmowa. Mógłbym przysiąc, że w jej głosie słyszałem nutkę załamania. Czyżby płakała? Tylko dlaczego? Ktoś ją skrzywdził?
W dodatku, tak po prostu bez wyjaśnienia się rozłączyła. Nie miałem zamiaru resztę nocy dręczyć się wyrzutami sumienia. Po cichu się ubrałem i zszedłem na dół. Już miałem wyjść z domu, kiedy na schodach z moimi plecami pojawił się zaspany Horan.
- A Ciebie gdzie niesie? - spytał ziewając.
- Idę do Mel, ma jakąś sprawę do mnie. - rzekłem najspokojniej, jak umiałem, choć byłem już wystarczająco zniecierpliwiony.
- Yhym. - mruknął Niall, po czym udał się z powrotem na górę.
Serio, czasem mam wrażenie, że farbuje te włosy na blond tylko po to, by mieć na co zwalić swoją głupotę. Mimowolnie uśmiechnąłem się na tą myśl w duchu i szybkim krokiem ruszyłem w kierunku domu dziewczyny.
*Oczami Melissy*
Tkwiłam na swoim łóżku i patrzyłam się bezmyślnie w ciemność, gdy nagle rozległ się dzwonek i ciche pukanie do moich drzwi. Zerwałam się na równe nogi, licząc, że to w końcu Louis, jednak po chwili dotarło do mnie, że on nie dobijał by się do drzwi tylko zapewne od razu zjawił by się w moim pokoju...
Udałam się na dół i kiedy otworzyłam drzwi, mimo wszystko odczułam ulgę. W progu stał Hazza.
- Mogę wejść? - zapytał łagodnie.
Wskazałam mu dłonią, by udał się do pokoju, po czym zamknęłam dokładnie zamki. Weszłam do pomieszczenia, gdzie przebywał Loczek i tępo wlepiałam w niego swój wzrok. Nie myślałam wtedy nawet, jak wyglądam. A nie był to zapewne za ciekawy widok, gdyż moje oczy już dawno napuchły od płaczu. Niczym namoknięte drewno.
Harry chwycił mnie za rękę i udał się w stronę sofy. Jednym sprawnym ruchem spowodował, że siedział na miękkim meblu, a ja wylądowałam na jego kolanach.
- To teraz mi powiedz, o co chodzi. - szepnął, uśmiechając się ciepło.
Nie wytrzymałam dłużej, tylko rozkleiłam się jak małe dziecko. Łzy znów poleciały strumieniami, a ja z każdym łkaniem coraz mocniej wtulałam się w chłopaka. Harry natomiast milczał, i delikatnie kreślił kółka na moich plecach. Jego usta czule muskały czubek mej głowy.
Poczekał cierpliwie, aż nieco się uspokoiłam i zaczęłam mówić. Z każdym kolejnym słowem wtulał mnie w siebie coraz mocniej.
- I co ja mam teraz zrobić? - spytałam, ciągając cichutko nosem.
- Spróbuj zrozumieć mamę. Pewnie dla niej też było to trudne, by o wszystkim Ci powiedzieć.
- Ale ja nie chcę wyjeżdżać! - pisnęłam. - Tutaj mam Ciebie, mam Nialla. I Lou... Tam znów będę sama.
- Słońce. - szepnął delikatnie. - Na nas zawsze możesz liczyć. A jeśli to faktycznie dla Ciebie takie ważne, to porozmawiaj z matką na spokojnie. Kłótnią i obrazą niczego nie załatwisz. I nie uwierzę, że nie chciałabyś mieć z nią dobrego kontaktu. - dodał, po czym znów leciutko ucałował moją głowę.
Byłam mu wdzięczna, że przyszedł. Harry miał rację. Urzekał mnie w nim jego rozsądek, choć Lou nie raz powtarzał, że Hazz należał do tych roztrzepanych wesołków. Może jeszcze kiedyś poznam tą drugą naturę Styles'a. A co do Louieh'go... Byłam na niego zła i nie chciałam teraz o tym myśleć.
*Oczami Harry'ego*
Byłem z siebie zadowolony, że jednak zjawiłem się u Melissy. Wyglądała chna taką bezbronną i kruchą, gdy łkała w moich ramionach. Miałem wtedy ochotę ochronić ją przed całym światem. Kiedy wreszcie zebrała się na mówienie, czułem jak na moim sercu zacieśnia się niewidzialna pętla. Jej ból był moim. Byliśmy jednością. Szkoda, że ona tego nie dostrzegała...
Gdy dziewczyna w końcu się uspokoiła, skierowałem rozmowę na nieco inny tor, by odciągnąć ją od szarych myśli. Przegadaliśmy tak chyba jeszcze z godzinę, kiedy zorientowałem się, że Mel zasnęła wtulona w mój tors. Chwyciłem jej drobniutkie ciało w ramiona i zaniosłem na górę, układając delikatnie w łóżku. Przykryłem ją kołdrą, a Melissa wciąż kurczowo trzymała się mej koszuli.
Próbowałem oswobodzić materiał z jej uścisku, lecz wtedy usłyszałem błagalny szept.
- Zostań. Nie zostawiaj.
- Nigdy Cię nie zostawię. - szepnąłem, po czym złożyłem pocałunek na jej czole.
Nie miałem zamiaru kłaść się koło niej, gdyż rano mogła by poczuć się niekomfortowo w moim pobliżu. Wybrałem miejsce na dużym fotelu ustawionym nieopodal. Usiadłem wpatrując się na oblicze dziewczyny i nawet nie wiem, kiedy odpłynąłem do krainy snów.
*Oczami Melissy*
Rano, kiedy się przebudziłam, ujrzałam śpiącego Hazzę na fotelu. Tak jak obiecał, został. Nie miałam serca go budzić. Zamiast tego zeszłam na dół i postanowiłam przyrządzić nam śniadanie. Rozległo się dzwonienie do drzwi i poszłam otworzyć, przekonana, iż to Niall. Nie myliłam się, w progu stał roztrzepany blondyn.
~Ciekawe, że on zawsze natrafi na porę posiłku.~
Przywitałam się ciepło z żarłokiem, po czym ruszyliśmy do kuchni kończyć kanapki. Niedługo dołączył do nas i Harry.
- Jak tam Romeo? Wszystko załatwione? - rzekł rozbawiony Horan.
Spojrzałam na rumieniącego się Styles'a , który za wszelką cenę chciał zabić wzrokiem Niallera i pomimo, iż nie miałam pojęcia o co chodzi. Wybuchłam śmiechem. Chłopcy popatrzyli na mnie i również zaczęli się śmiać.
Po zjedzonym śniadaniu, do którego oczywiście dołączył blondyn, Niall zerwał się na równe nogi i dodał z entuzjazmem.
- Ruszyć tyłki, Denver czekać nie będzie.
Popatrzyliśmy z Harry'm na niego jak na idiotę i dopiero nas oświeciło. Mieliśmy dzisiaj jechać.
- Ale.. Yhm.. Niall..- zaczął się jąkać Hazz. - Ja nie mam świeżych ubrań..\
- Masz. - rzekł Horan, po czym cisnął w Loczka plecakiem.
Harry się zaśmiał, po czym posłał mi pytające spojrzenie. Rzekłam z uśmiechem, gdzie leżą czyste ręczniki i by się nie krępował. Ja natomiast wzięłam się za sprzątanie, w czym Horan okazał się bardzo pomocny.
Kiedy wszyscy byli już najedzeni i odświeżeni, uznaliśmy, że pora ruszać w drogę. Udaliśmy się do domu Nialla, gdyż mieliśmy jechać samochodem Hazzy. Poza tym żarłok wstąpił na chwilę do siebie i zabrał torbę z jakimiś przekąskami.
- To tak na wszelki wypadek.. - tłumaczył, na co my ryknęliśmy śmiechem.
Wreszcie zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy. Chłopcy siedzieli z przodu i co chwilę się wygłupiali. Jeszcze nie widziałam tak beztroskiego Styles'a. Ale podobało mi się to. Widocznie to właśnie Lou kochał w nim najbardziej, szkoda, że na co dzień Harry skrywa swą wesołość pod płaszczem powagi.
Minął jakiś czas i w końcu dotarliśmy na miejsce. Harry wysiadł i obszedł dookoła auto, by następnie pomóc mi wydostać się z samochodu. Przypuszczałam, że po zamknięciu ośrodka będzie wiało tu pustką, ale takiego widoku się nie spodziewałam. Obóz wyglądał praktycznie jak ruina. Stary płot leżał bezwiednie na ziemi, tak że można było wejść do środka nie korzystając z furtki. Na samym podwórzu dookoła były porozrzucane śmieci. Jedyne, co wyglądało tu przyzwoicie, to las otaczający obóz.
Staliśmy tak chwilę, nie wiedząc, co ze sobą począć, gdy Niall zabrał głos.
- To co robimy?
Harry spojrzał na niego, następnie na mnie, po czym posłał mi uśmiech i ruszył przed siebie. Bez słowa udaliśmy się za nim. Momentalnie Loczek przystanął i obrócił się w moją stronę. Podał mi rękę, bym bez problemu przeszła po obalonej siatce. Stanęliśmy na środku placu i zaczęliśmy uzgadniać od czego zacząć.
Wspólnie ustaliliśmy, że najlepiej będzie odnaleźć recepcję z kluczykami a następnie przechadzać się od domku do domku. Weszliśmy do budynku głównego. W środku ciągnęły się białe, długie korytarze. Brr... wyglądały jak te w szpitalu. Już mi się to miejsce nie podobało. Hazz chyba wyczuł moją niepewność, gdyż w geście otuchy objął mnie swym ramieniem. Penetrowaliśmy parter chyba z pół godziny, gdy wreszcie znaleźliśmy drzwi z napisem "tylko dla opiekunów". Drzwi były już tak uszkodzone, że nie chciały łatwo ustąpić. Jednak dla dwójki chłopaków to żadne wyzwanie. Po kilku szarpnięciach mogliśmy swobodnie wejść do środka.
~Żeby Louieh tu był...~
Zaczęliśmy się rozglądać po pomieszczeniu, gdy nagle usłyszeliśmy jakiś hałas dochodzący z korytarza. Po chwili usłyszeliśmy czyjś głośny oddech dochodzący z progu.
- Co Wy tu robicie??
___________________________________________________________________
Wreszcie cała trójka wybrała się do obozu. Ale Louisa dalej nie ma... Jak myślicie, co uda się im odkryć? I kto przeszkodził im w poszukiwaniach?
c.d.n.
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
środa, 4 września 2013
Chapter#20 Wszystko się sypie...
*Oczami Louisa*
Znajdowałem się w miejscowym parku. Spacerowałem wzdłuż alejek i obserwowałem bawiące się dzieci. Mimowolnie się uśmiechnąłem, były takie beztroskie. Sam zapragnąłem być znów wiecznie wesołym brzdącem. Ale tego się nie da zmienić. Usiadłem na trawie i zastanawiałem się, co ze sobą zrobić. Nie chciałem tak po prostu znikać. Ale z drugiej strony to przeze mnie Mel, Harry doznali tyle cierpienia. Tak się dla mnie poświęcali, a ja nie okazałem im praktycznie żadnego wsparcia. Ale tak cholernie kochałem tą dziewczynę...
~I co teraz?~
Zachowywałem się jak samolub.
*Oczami Melissy*
- Louis? Gdzie jesteś?
Krążyłam po pokoju i wołałam imię bruneta. Chłopcy patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale wtedy miałam to gdzieś. Zmroziło mnie to, że Lou tak nagle zniknął. I zaczęłam się obawiać o to, czy do mnie wróci.
- Mel, spokojnie. - rzekł ciepło Harry. - Pewnie miał powód, by zniknąć. Ale jestem pewien, że wieczorem wróci. Znam go przecież, wiem, że wróci.
Jego słowa nieco mnie uspokoiły, jednak nie do końca byłam pewna, czy aby na pewno Harry się nie myli. Postanowiłam zignorować moje myśli i zwróciłam się do gości.
- Tak właściwie, to co skłoniło Was do wizyty?
- A właśnie. - zabrał głos Niall. - Pamiętasz obóz, o którym rozmawialiśmy.
- Trudno zapomnieć. - rzekłam, wskazując na stare wycinki artykułów, które wciąż widniały na stoliku.
- Właśnie... Przeczytaj. - odparł żarłok, podając mi jakąś gazetę.
"Obóz młodzieżowy Denver. Od dłuższego czasu ośrodek zmagał się z problemami finansowymi, a sprawy nie ułatwiała coraz mniejsza liczba obozowiczów. Obóz właściwie podupadał już od trzech lat, gdy na terenie ośrodka doszło do zgonu młodego chłopaka. Choć śledztwo wykazało samobójstwo, to faktem jest, iż środki których użył młodzieniec nie są legalne na białym rynku. Rodzice, obawiając się o swoje nastoletnie pociechy, zrezygnowały z wyprawiania ich na takie wakacje. Ostatnie wizyty sanepidu i komornika nie ułatwiły sprawy. W końcu kierownik obiektu zdecydował o zamknięciu obozu..."
Analizowałam tekst i byłam jak oniemiała. Wyglądało na to, że moja teoria się potwierdziła. Lou wcale nie został otruty lekami. To były narkotyki.
- I... I co z tym zrobimy? - zapytałam zdezorientowana.
- Dlatego przyszliśmy. - Wtrącił Hazza. - Myślę, że mimo wszystko powinniśmy tam pojechać.
- Ale ośrodek jest zamknięty. - odezwał się Nialler. - Jak się tam dostaniemy? I z kim porozmawiasz?
- Na pewno jest ktoś, kto nadzoruje obóz. Jakiś stróż, czy coś. Jak nie będzie nic wiedział, to chociaż się rozejrzymy.
- Ale... - jęknął blondyn.
- Harry ma rację. - odpowiedziałam. - Jesteśmy już tak blisko, nie możemy się teraz wycofać.
Chłopcy skinęli mi twierdząco głowami. Zapanowała chwilowa cisza, którą przerwał zabawny burkot.
- Ktoś tu chyba przez nas nie jadł śniadania. - rzekł Harry, śmiejąc się i puszczając mi oczko.
- Ale to nie ja... - mruknęłam skrępowana.
Obydwoje z Loczkiem spojrzeliśmy na żarłoka, na co na jego policzkach ukazały się rumieńce.
- No co... Od wyjścia z domu nic nie jadłem. - burknął jak obrażone dziecko.
- Horan... - rzekł z udawanym zażenowaniem Harry.
Po chwili wszyscy wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Możesz pójść do kuchni i coś sobie zrobić. - odparłam, uśmiechając się do blondyna.
- Yaay! Jesteś cudowna! - pisnął, po czym pobiegł jak oparzony w stronę lodówki.
Hazza przeprosił mnie, twierdząc, iż musi do łazienki. Zostałam sama na sofie, pogrążona w setkach myśli. Z ich wiru wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Ruszyłam do przedpokoju, by sprawdzić kto się do nich dobija. W głębi ducha życzyłam sobie, by była to mama. Parę dni temu dzwoniła i obiecała, że wkrótce przyjedzie. Brakowało mi jej. Zwłaszcza teraz.
Otworzyłam drzwi i obleciał mnie zimny dreszcz. Miałam ochotę je z powrotem zatrzasnąć. W progu stał nie kto inny, jak Corwin.
- Witaj Mel.. - rzekł niepewnie młodzieniec. Ciekawe, gdzie podziała się jego dotychczasowa pewność siebie?
- Czego chcesz?? - warknęłam na niego. Dziwiłam się samej sobie, że potrafię gnieździć w sobie tyle złości.
- Masz prawo być zła.. - odparł.. ze skruchą?? - Ale możemy porozmawiać w środku?
Miałam co do tego wątpliwości. Po ostatniej nocy nie darzyłam go zaufaniem. Lecz z drugiej strony byłam ciekawa co ma mi do powiedzenia. A w razie czego, w pobliżu byli Hazz i Niall.
- Wchodź. - burknęłam obojętnie.
Corwin powoli przekroczył próg i zatrzymał się w korytarzu, stojąc niebezpiecznie blisko mnie. Wyciągnął dłoń, by pogładzić mnie po policzku, lecz odtrąciłam ją i odruchowo wykonałam krok do tyłu.
- Mel... Melissa.. Ja, chciałem... Jest mi tak przykro...- zaczął się jąkać. - To wczoraj.... To w ogóle nie powinno mieć miejsca...
- Trzeba było myśleć o tym wcześniej! - podniosłam na niego głos.
- Ja naprawdę przepraszam, to ten alkohol i jak zobaczyłem jak tańczysz z.. z innym... To coś mnie poruszyło..
- I to był powód by tak wybuchać?? Zrugałeś mnie jak jakąś ladacznicę! A Harry!? To, że go pobiłeś też wytłumaczysz alkoholem?? - wspomniawszy o tym, mimowolnie obadałam wzrokiem twarz chłopaka, na której również widniały sińce i rozcięcia. Może to dziecinne, ale byłam zadowolona, że Loczek go tak urządził.
- Mel, zrozum.., ja po prostu coś do Ciebie czuję...
Wyszeptał po czym zmniejszył dystans między nami i przycisnął moje ciało do ściany, po czym wtargnął swoimi wargami na moje. Byłam już tak wściekła, że odepchnęłam Corwina z całej siły i wymierzyłam mu siarczysty policzek. Następnie syknęłam, by się wynosił i udałam się z powrotem do salonu. Chłopak jednak nie odpuścił. Wszedł za mną i chwycił mój nadgarstek, bym się do niego odwróciła. Już chciał coś powiedzieć, gdy jego wzrok skierował się w miejsce za mną.
- Co do cholery? - rzekł zdumiony, po czym zbliżył się do stolika i zaczął przeglądać wycinki z gazet.
Jego twarz natychmiast przybrała surowego wyglądu a oczy przerażająco pociemniały. Zupełnie jak wczoraj. Z tą różnicą, że dziś był trzeźwy.
- Co to do cholery ma być?? - warknął, rozrzucając artykuły po całym pokoju. - W co Ty sobie pogrywasz!? Tylko nie wciskaj mi, że dalej nie myślisz o Louisie! Kto Ci się kazał w to wpieprzać!
Stałam jak zamurowana, znów obleciał mnie strach.
*Oczami Harry'ego*
Siedziałem z Horanem w kuchni, czekając aż żarłok skończy przyrządzać sobie kanapkę, gdy usłyszałem wrzaski dochodzące z salonu. Poznałem ten głos i natychmiast wybiegłem w jego kierunku
Zobaczyłem znów tego kretyna. Machał świstkami papieru przed oniemiałą Mel i znów jej ubliżał. Pewnie, gdyby nie Niall, który wkrótce się za mną zjawił, zatłukł bym pajaca. Jednak postanowiłem się nieco opanować. Podszedłem do Corwina, chwyciłem go za jego kark i zwyczajnie kazałem spadać, wyrzucając na zewnątrz.
- Nie masz tu czego szukać. - warknąłem, po czym zatrzasnąłem mu drzwi przed samym nosem.
Wróciłem do salonu i wściekły zwróciłem się do brunetki.
- Co Ci strzeliło do łba, by go w ogóle wpuszczać?? Mało wczoraj nawywijał ?? - burknąłem do Mel.
Byłem cholernie wściekły, lecz zrozumiałem, że przesadziłem, gdy ujrzałem w kąciku jej oka łzę. Zrozumiałem, że byłem wobec niej zbyt szorstki. Zbliżyłem się do Mel i przytuliłem ją do siebie.
- Jestem tym zmęczona... - szepnęła cichutko.
Bez słowa wziąłem ją na ręce i zaniosłem do jej sypialni, po czym ułożyłem do łóżka i czule głaszcząc po głowie, poczekałem aż Mel zaśnie. Była taka piękna, gdy leżała wtulona w pościel. Ucałowałem delikatnie jej usta, następnie zszedłem na dół i odezwałem się do blondyna, że pora wracać. Wyjazd i tak lepiej było przełożyć na jutro.
*Oczami Melissy*
Przetarłam oczy i wzrokiem szukałam telefonu, który wibrował niedaleko mnie. Nawet nie zorientowałam się, że jest już ciemno. Nie zorientowałam się z resztą, że zasnęłam. W końcu znalazłam komórkę, odebrałam połączenie i przyłożyłam aparat do ucha.
- Cześć córeczko! - usłyszałam ciepły głos rodzicielki.
- Mama! - pisnęłam radośnie. - Dlaczego się nie odzywałaś?
- Przepraszam Kochanie, ale tyle się ostatnio dzieje, że nie miałam kiedy.
- No dobrze. To kiedy wreszcie przyjeżdżasz? Mam Ci tyle do opowiedzenia! - rzekłam podekscytowana.
- Właśnie w tej sprawie dzwonię Mel.. - jej ton głosu się zmienił. - Widzisz sprawy przybrały większego obrotu.. Mel, poznałam kogoś...
Zatkało mnie. Od śmierci ojca nie widziała świata poza pracą i mną. W sumie to nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
- To.. ykhm.. To dobrze mamo. Jaki on jest? - zapytałam nieco zdezorientowana.
- Cudowny. - szepnęła ciepło. - Z resztą pewnie sama go polubisz, gdy go poznasz.
- To masz zamiar z nim przyjechać?
- Właściwie to miałam na myśli to, że to Ty przyjedziesz do nas... Chcę sprzedać nasz dom Mel i zamieszkać tu na stałe w Oxfordzie... Z Tobą i Stevem...
- Zapomnij! - wrzasnęłam, po czym się rozłączyłam.
Rzuciłam się z powrotem na łóżko i zaczęłam szlochać jak małe dziecko. Czułam się niechciana i samotna.
~Jak ona mogła mnie oszukiwać?? Dopiero co się zadomowiłam, a ona chce mi to wszystko odebrać??~
Byłam załamana. Ale jedno wiedziałam na pewno - zostanę w Doncaster choćby nie wiem co. Dla Louisa. Swoją drogą, martwiłam się o niego coraz bardziej. Siedziałam zapłakana i czekałam w nadziei, że Louieh się w końcu zjawi i mnie przytuli. Jednak mijała godzina za godziną, a ja czułam się coraz bardziej samotna. Nie przyszedł.
_____________________________________________________________
Ostatnio bardzo wiele dzieje się w życiu Mel. Okazało się, że matka nie była z nią do końca szczera... Co teraz postanowi Melissa? Czy zgodzi się na przeprowadzkę? A może postanowi pójść własną drogą? I co z Louisem? Czy kiedykolwiek wróci do dziewczyny?
Widzę, że muszę się upomnieć (choć tego nie lubię ;c)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
To chyba nie jest takie trudne??
Znajdowałem się w miejscowym parku. Spacerowałem wzdłuż alejek i obserwowałem bawiące się dzieci. Mimowolnie się uśmiechnąłem, były takie beztroskie. Sam zapragnąłem być znów wiecznie wesołym brzdącem. Ale tego się nie da zmienić. Usiadłem na trawie i zastanawiałem się, co ze sobą zrobić. Nie chciałem tak po prostu znikać. Ale z drugiej strony to przeze mnie Mel, Harry doznali tyle cierpienia. Tak się dla mnie poświęcali, a ja nie okazałem im praktycznie żadnego wsparcia. Ale tak cholernie kochałem tą dziewczynę...
~I co teraz?~
Zachowywałem się jak samolub.
*Oczami Melissy*
- Louis? Gdzie jesteś?
Krążyłam po pokoju i wołałam imię bruneta. Chłopcy patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale wtedy miałam to gdzieś. Zmroziło mnie to, że Lou tak nagle zniknął. I zaczęłam się obawiać o to, czy do mnie wróci.
- Mel, spokojnie. - rzekł ciepło Harry. - Pewnie miał powód, by zniknąć. Ale jestem pewien, że wieczorem wróci. Znam go przecież, wiem, że wróci.
Jego słowa nieco mnie uspokoiły, jednak nie do końca byłam pewna, czy aby na pewno Harry się nie myli. Postanowiłam zignorować moje myśli i zwróciłam się do gości.
- Tak właściwie, to co skłoniło Was do wizyty?
- A właśnie. - zabrał głos Niall. - Pamiętasz obóz, o którym rozmawialiśmy.
- Trudno zapomnieć. - rzekłam, wskazując na stare wycinki artykułów, które wciąż widniały na stoliku.
- Właśnie... Przeczytaj. - odparł żarłok, podając mi jakąś gazetę.
"Obóz młodzieżowy Denver. Od dłuższego czasu ośrodek zmagał się z problemami finansowymi, a sprawy nie ułatwiała coraz mniejsza liczba obozowiczów. Obóz właściwie podupadał już od trzech lat, gdy na terenie ośrodka doszło do zgonu młodego chłopaka. Choć śledztwo wykazało samobójstwo, to faktem jest, iż środki których użył młodzieniec nie są legalne na białym rynku. Rodzice, obawiając się o swoje nastoletnie pociechy, zrezygnowały z wyprawiania ich na takie wakacje. Ostatnie wizyty sanepidu i komornika nie ułatwiły sprawy. W końcu kierownik obiektu zdecydował o zamknięciu obozu..."
Analizowałam tekst i byłam jak oniemiała. Wyglądało na to, że moja teoria się potwierdziła. Lou wcale nie został otruty lekami. To były narkotyki.
- I... I co z tym zrobimy? - zapytałam zdezorientowana.
- Dlatego przyszliśmy. - Wtrącił Hazza. - Myślę, że mimo wszystko powinniśmy tam pojechać.
- Ale ośrodek jest zamknięty. - odezwał się Nialler. - Jak się tam dostaniemy? I z kim porozmawiasz?
- Na pewno jest ktoś, kto nadzoruje obóz. Jakiś stróż, czy coś. Jak nie będzie nic wiedział, to chociaż się rozejrzymy.
- Ale... - jęknął blondyn.
- Harry ma rację. - odpowiedziałam. - Jesteśmy już tak blisko, nie możemy się teraz wycofać.
Chłopcy skinęli mi twierdząco głowami. Zapanowała chwilowa cisza, którą przerwał zabawny burkot.
- Ktoś tu chyba przez nas nie jadł śniadania. - rzekł Harry, śmiejąc się i puszczając mi oczko.
- Ale to nie ja... - mruknęłam skrępowana.
Obydwoje z Loczkiem spojrzeliśmy na żarłoka, na co na jego policzkach ukazały się rumieńce.
- No co... Od wyjścia z domu nic nie jadłem. - burknął jak obrażone dziecko.
- Horan... - rzekł z udawanym zażenowaniem Harry.
Po chwili wszyscy wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Możesz pójść do kuchni i coś sobie zrobić. - odparłam, uśmiechając się do blondyna.
- Yaay! Jesteś cudowna! - pisnął, po czym pobiegł jak oparzony w stronę lodówki.
Hazza przeprosił mnie, twierdząc, iż musi do łazienki. Zostałam sama na sofie, pogrążona w setkach myśli. Z ich wiru wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Ruszyłam do przedpokoju, by sprawdzić kto się do nich dobija. W głębi ducha życzyłam sobie, by była to mama. Parę dni temu dzwoniła i obiecała, że wkrótce przyjedzie. Brakowało mi jej. Zwłaszcza teraz.
Otworzyłam drzwi i obleciał mnie zimny dreszcz. Miałam ochotę je z powrotem zatrzasnąć. W progu stał nie kto inny, jak Corwin.
- Witaj Mel.. - rzekł niepewnie młodzieniec. Ciekawe, gdzie podziała się jego dotychczasowa pewność siebie?
- Czego chcesz?? - warknęłam na niego. Dziwiłam się samej sobie, że potrafię gnieździć w sobie tyle złości.
- Masz prawo być zła.. - odparł.. ze skruchą?? - Ale możemy porozmawiać w środku?
Miałam co do tego wątpliwości. Po ostatniej nocy nie darzyłam go zaufaniem. Lecz z drugiej strony byłam ciekawa co ma mi do powiedzenia. A w razie czego, w pobliżu byli Hazz i Niall.
- Wchodź. - burknęłam obojętnie.
Corwin powoli przekroczył próg i zatrzymał się w korytarzu, stojąc niebezpiecznie blisko mnie. Wyciągnął dłoń, by pogładzić mnie po policzku, lecz odtrąciłam ją i odruchowo wykonałam krok do tyłu.
- Mel... Melissa.. Ja, chciałem... Jest mi tak przykro...- zaczął się jąkać. - To wczoraj.... To w ogóle nie powinno mieć miejsca...
- Trzeba było myśleć o tym wcześniej! - podniosłam na niego głos.
- Ja naprawdę przepraszam, to ten alkohol i jak zobaczyłem jak tańczysz z.. z innym... To coś mnie poruszyło..
- I to był powód by tak wybuchać?? Zrugałeś mnie jak jakąś ladacznicę! A Harry!? To, że go pobiłeś też wytłumaczysz alkoholem?? - wspomniawszy o tym, mimowolnie obadałam wzrokiem twarz chłopaka, na której również widniały sińce i rozcięcia. Może to dziecinne, ale byłam zadowolona, że Loczek go tak urządził.
- Mel, zrozum.., ja po prostu coś do Ciebie czuję...
Wyszeptał po czym zmniejszył dystans między nami i przycisnął moje ciało do ściany, po czym wtargnął swoimi wargami na moje. Byłam już tak wściekła, że odepchnęłam Corwina z całej siły i wymierzyłam mu siarczysty policzek. Następnie syknęłam, by się wynosił i udałam się z powrotem do salonu. Chłopak jednak nie odpuścił. Wszedł za mną i chwycił mój nadgarstek, bym się do niego odwróciła. Już chciał coś powiedzieć, gdy jego wzrok skierował się w miejsce za mną.
- Co do cholery? - rzekł zdumiony, po czym zbliżył się do stolika i zaczął przeglądać wycinki z gazet.
Jego twarz natychmiast przybrała surowego wyglądu a oczy przerażająco pociemniały. Zupełnie jak wczoraj. Z tą różnicą, że dziś był trzeźwy.
- Co to do cholery ma być?? - warknął, rozrzucając artykuły po całym pokoju. - W co Ty sobie pogrywasz!? Tylko nie wciskaj mi, że dalej nie myślisz o Louisie! Kto Ci się kazał w to wpieprzać!
Stałam jak zamurowana, znów obleciał mnie strach.
*Oczami Harry'ego*
Siedziałem z Horanem w kuchni, czekając aż żarłok skończy przyrządzać sobie kanapkę, gdy usłyszałem wrzaski dochodzące z salonu. Poznałem ten głos i natychmiast wybiegłem w jego kierunku
Zobaczyłem znów tego kretyna. Machał świstkami papieru przed oniemiałą Mel i znów jej ubliżał. Pewnie, gdyby nie Niall, który wkrótce się za mną zjawił, zatłukł bym pajaca. Jednak postanowiłem się nieco opanować. Podszedłem do Corwina, chwyciłem go za jego kark i zwyczajnie kazałem spadać, wyrzucając na zewnątrz.
- Nie masz tu czego szukać. - warknąłem, po czym zatrzasnąłem mu drzwi przed samym nosem.
Wróciłem do salonu i wściekły zwróciłem się do brunetki.
- Co Ci strzeliło do łba, by go w ogóle wpuszczać?? Mało wczoraj nawywijał ?? - burknąłem do Mel.
Byłem cholernie wściekły, lecz zrozumiałem, że przesadziłem, gdy ujrzałem w kąciku jej oka łzę. Zrozumiałem, że byłem wobec niej zbyt szorstki. Zbliżyłem się do Mel i przytuliłem ją do siebie.
- Jestem tym zmęczona... - szepnęła cichutko.
Bez słowa wziąłem ją na ręce i zaniosłem do jej sypialni, po czym ułożyłem do łóżka i czule głaszcząc po głowie, poczekałem aż Mel zaśnie. Była taka piękna, gdy leżała wtulona w pościel. Ucałowałem delikatnie jej usta, następnie zszedłem na dół i odezwałem się do blondyna, że pora wracać. Wyjazd i tak lepiej było przełożyć na jutro.
*Oczami Melissy*
Przetarłam oczy i wzrokiem szukałam telefonu, który wibrował niedaleko mnie. Nawet nie zorientowałam się, że jest już ciemno. Nie zorientowałam się z resztą, że zasnęłam. W końcu znalazłam komórkę, odebrałam połączenie i przyłożyłam aparat do ucha.
- Cześć córeczko! - usłyszałam ciepły głos rodzicielki.
- Mama! - pisnęłam radośnie. - Dlaczego się nie odzywałaś?
- Przepraszam Kochanie, ale tyle się ostatnio dzieje, że nie miałam kiedy.
- No dobrze. To kiedy wreszcie przyjeżdżasz? Mam Ci tyle do opowiedzenia! - rzekłam podekscytowana.
- Właśnie w tej sprawie dzwonię Mel.. - jej ton głosu się zmienił. - Widzisz sprawy przybrały większego obrotu.. Mel, poznałam kogoś...
Zatkało mnie. Od śmierci ojca nie widziała świata poza pracą i mną. W sumie to nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
- To.. ykhm.. To dobrze mamo. Jaki on jest? - zapytałam nieco zdezorientowana.
- Cudowny. - szepnęła ciepło. - Z resztą pewnie sama go polubisz, gdy go poznasz.
- To masz zamiar z nim przyjechać?
- Właściwie to miałam na myśli to, że to Ty przyjedziesz do nas... Chcę sprzedać nasz dom Mel i zamieszkać tu na stałe w Oxfordzie... Z Tobą i Stevem...
- Zapomnij! - wrzasnęłam, po czym się rozłączyłam.
Rzuciłam się z powrotem na łóżko i zaczęłam szlochać jak małe dziecko. Czułam się niechciana i samotna.
~Jak ona mogła mnie oszukiwać?? Dopiero co się zadomowiłam, a ona chce mi to wszystko odebrać??~
Byłam załamana. Ale jedno wiedziałam na pewno - zostanę w Doncaster choćby nie wiem co. Dla Louisa. Swoją drogą, martwiłam się o niego coraz bardziej. Siedziałam zapłakana i czekałam w nadziei, że Louieh się w końcu zjawi i mnie przytuli. Jednak mijała godzina za godziną, a ja czułam się coraz bardziej samotna. Nie przyszedł.
_____________________________________________________________
Ostatnio bardzo wiele dzieje się w życiu Mel. Okazało się, że matka nie była z nią do końca szczera... Co teraz postanowi Melissa? Czy zgodzi się na przeprowadzkę? A może postanowi pójść własną drogą? I co z Louisem? Czy kiedykolwiek wróci do dziewczyny?
Widzę, że muszę się upomnieć (choć tego nie lubię ;c)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
To chyba nie jest takie trudne??
wtorek, 3 września 2013
Chapter#19 Na rozdrożu serca.
*Oczami Harry'ego*
Gdy się rano przebudziłem, czułem się fatalnie. Nie sądziłem, że ten palant ma w sobie tyle siły. Oberwałem mocniej, niż wcześniej przypuszczałem. Każdy, nawet najmniejszy ruch sprawiał mi nie lada ból.
~Cóż, Styles, sam żeś sobie winien..~
Z wielkim trudem zwlokłem się z łóżka i udałem do łazienki. Zimny prysznic nieco złagodził nieprzyjemne odrętwienie i do reszty mnie rozbudził. Przejrzałem się w lustrze - nie wyglądałem najlepiej. Rozcięta warga i purpurowe sińce na policzkach były swoistym kontrastem do pobladłej i przemęczonej cery.
Wyszedłem z łazienki i przystanąłem na korytarzu. Ciągle przez moją głowę przetaczał się obraz wczorajszej nocy. Tego cholernego kretyna i zapłakanej Mel. Jej rozdygotane ciało, spoczywające w moich ramionach. I to, jak odprawiła mnie później do domu. Czułem też ukłucie wewnątrz. Sam nie wiem co to powoduje, to że ona woli mojego przyjaciela, czy też fakt że kocha kogoś kto i tak w końcu ją zostawi?
Ocknąłem się ze swojego zamyślenia. Coś mi mówiło, by zadzwonić do Melissy, zapytać jak się czuje. Ale z racji wczesnej pory uznałem, że może jeszcze spać, więc postanowiłem się skontaktować z nią później.
Wszedłem do kuchnie, by zrobić sobie jakieś śniadanie. Byłem zaskoczony, widząc, że Niall jest tak wcześnie na nogach. Przywitałem się z blondynem i posłałem mu delikatny uśmiech. Żarłok odpowiedział mi tym samym, lecz nie szczerzył się w ten sam sposób, co zwykle. Choć pokazywał swoje białe zęby, to w jego błękitnych oczach było tyle smutku... Chyba wciąż miał wyrzuty sumienia za wczoraj.
- Niall co z Tobą? - zapytałem spokojnie. - Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha.
- Ja po prostu.. Zły jestem, że mnie wtedy nie było. - wydukał blondyn.
- Stary weź w końcu wyluzuj. - rzekłem ciepło. - Przecież nic się takiego nie stało.
- Ale, teraz wyglądasz...
- Oj nie jęcz w końcu tylko zrób mi jakieś śniadanie. - zaśmiałem się zawadiacko.
Horan sam się zaśmiał i zaczął grzebać w lodówce.
*Oczami Louisa*
Delikatnie uniosłem się z łóżka i przez chwilę obserwowałem śpiącą na nim spokojnie Melissę. Postanowiłem jej jeszcze nie budzić i już miałem wyjść z pokoju, gdy usłyszałem jej cichutki głosik?
- Louieh? ...
Spojrzałem na nią. Miała wciąż zamknięte oczy a na jej delikatnej twarzyczce pojawił się grymas. Zapewne coś jej się śniło. Podszedłem z powrotem bliżej łoża i siadając koło dziewczyny, zacząłem głaskać delikatnie jej policzek i czule szeptać.
- Cii.. Jestem tutaj...
Po chwili jej powieki się uniosły i piękne niebieskoszare tęczówki wpatrywały się w moje oczy.
- Dzień dobry Księżniczko. - szepnąłem, posyłając jej ciepły uśmiech.
- Cześć. - rzekła, odwzajemniając mój uśmiech.
- Idź się odświeżyć a ja zajmę się śniadaniem. - odpowiedziałem, po czym ucałowałem ją w czoło i zszedłem na dół.
Kiedy kończyłem przygotowywać śniadanie, usłyszałem cichutkie kroki zbliżające się w moim kierunku. Obróciłem się i zobaczyłem Melissę, która przytula się do mnie.
- Kocham Cię.. - szeptała, bawiąc się rękawem mojej koszulki.
- A ja Ciebie. - odparłem, po czym odsunąłem dziewczynę od siebie i dałem znak, by zasiadła za stołem.
Chwilę później podałem jej grzanki i gorącą herbatę. Usiadłem koło brunetki i śmiałem się widząc, jak brudzi swój nosek dżemem, niezdarnie gryząc kolejne tosty. Moja radość rozmyła się z chwilą, gdy przypomniałem sobie wczorajszy wieczór. Jej roztrzęsienie i kuśtykającego Harry'ego. Pomimo, iż nie chciałem psuć przyjemnej atmosfery, to musiałem w końcu zadać to pytanie. Musiałem wiedzieć, co się wczoraj stało.
- To... powiesz mi, co się wydarzyło? - zapytałem, spoglądając niepewnie na piękną.
Melissa przez chwilę milczała, wtapiając swój wzrok w moje oczy. Kąciki jej ust momentalnie opadły w dół. Wiem, że nie są to miłe wspomnienia, ale nie chciałbym, żeby cokolwiek przede mną ukrywała. Dziewczyna w końcu zebrała się na odwagę i szczegółowo opowiedziała mi zdarzenia z ostatniej nocy.
- I właściwie gdyby nie Harry, nie wiem jakby się to skończyło. - chwilowo umilkła a jej oczy posmutniały jeszcze bardziej. - Wiem, że nie chciał tego po sobie pokazywać, ale był bardzo obolały..
- Dobrze, że to się tak skończyło. - odparłem spokojnym tonem, choć od środka we mnie wręcz wrzało ze złości.
~Corwin.. Co ten idiota sobie myśli?? Że też miałem kiedyś go za swojego przyjaciela... Ugh, gdybym go tylko dorwał! Ale właściwie... Co bym zrobił?.. Nic. No jasne, nic nie mogę bo jestem tylko cholerną zjawą, którą praktycznie nikt nie widzi. Cholernym utrapieniem dla dziewczyny, która jest całym moim światem.
~Kocham Cię.~
Jej dwa słowa były tym powodem, dla którego wciąż chciałem zostać. Tylko ile jeszcze wytrzymam ze świadomością, że wszystkich wokół siebie ranię?
- Nie zadręczaj się tym. - szepnęła, łapiąc mnie za rękę.
- Czym?- odparłem nieco zdumiony.
- Dobrze wiesz. To nie Twoja wina. - rzekła z powagą. - Nikt nie mógł przewidzieć, że Corwin to taki dupek. Powinnam sama mieć pretensje do siebie, że od razu tego nie dostrzegłam. - dodała chichocząc.
Wymusiłem na sobie szeroki uśmiech, który posłałem dziewczynie. Lecz jej słowa nie zdołały do końca zakłócić mego sumienia. Miałem coraz większy mętlik w głowie.
Z owego zakłopotania wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Mel ruszyła na korytarz, by przywitać gości, ja natomiast postanowiłem zasiąść w salonie. Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi i jęk Melissy.
- Boże, Harry...
Po chwili odezwał się ochrypły głos Loczka.
- No co dzisiaj z Wami.. Od tego się nie umiera.
Chwilę później cała trójka, bo przy jęczeniu Hazzy dosłyszałem jeszcze westchnięcie Niallera, weszła do pomieszczenia, w którym się znajdowałem. Najpierw wszedł blondyn, który z zaciekawieniem rozglądał się po pokoju, potem kolejno Mel i Harry. Już po minie dziewczyny, wiedziałem, że nie jest dobrze. Wtapiała swój wzrok w dywan, by ukryć łzy napływające do jej oczu. Ale kiedy ujrzałem Styles'a, coś we mnie pękło. Widok Loczka o sinej cerze, któremu każdy krok sprawiał trudność był dla mnie piekłem. Nie mogłem opanować długo siedzącym we mnie smutku, który teraz przerodził się wręcz w rozpacz.
W tym momencie nie myślałem kompletnie o tym, jak Mel zareaguje na moje zachowanie. Nie myślałem nawet o tym, że ona mnie przecież widzi. Po prostu rozpłakałem się jak małe dziecko i wybiegłem z salonu, po czym zniknąłem z domu. Zwyczajnie uciekłem. I miałem wątpliwości, czy kiedykolwiek powinienem wrócić...
*Oczami Melissy*
Nie spodziewałam się wizyty Harry'ego po wczorajszej bójce. W sumie to myślałam, że jest trochę na mnie zły. W końcu to przeze mnie jest tak urządzony, choć fakt, Corwin pewnie wcale lepiej nie wygląda.
Kiedy otworzyłam drzwi i ujrzałam podkrążone szmaragdowe oczy i siną cerę, poczułam ucisk w sercu. Szybko ruszyłam do salonu ze spuszczoną głową, by chłopcy nie dostrzegli łez spływających po moich policzkach. Stanęłam na środku dywanu i nerwowo bawiłam się palcami. Nie miałam odwagi spojrzeć ani na blondyna, ani na Loczka. Czułam obecność Lou nieopodal mnie i miałam wrażenie, że widok przyjaciół też był dla niego niemałym szokiem.
- Mel... - rzekł ciepło Harry.
Nie odpowiedziałam nic. Nie wiedziałam jak się zachować. Dlaczego on musiał zapłacić za moją lekkomyślność?
- Spójrz na mnie. Proszę... - szepnął nieco zawiedziony moim brakiem reakcji.
Nie wytrzymałam. Po prostu nie mogłam. Zerwałam się jak oparzona i ze szlochem rzuciłam się na szyję bruneta.
- Przepraszam. Tak bardzo Cię przepraszam. -wyłkałam.
- Mel.. - szepnął czule, obejmując mnie swym ramieniem.
Ciekawe. Choć jego dotyk różnił się od dotyku Louisa, to przynosił mi takie same ukojenie i poczucie bezpieczeństwa. Wtulałam się w tors chłopaka, dopóki całkowicie nie uspokoiłam swojego płaczu. W końcu zdecydowałam się spojrzeć Harry'emu w oczy. Chociaż widniało na nich zmęczenie, to miały w sobie tyle ciepła, że nie mogłam się nie uśmiechnąć.
- Zdecydowanie wolę, gdy się uśmiechasz. - powiedział radośnie puszczając mi oczko.
Oddaliłam się od niego odrobinę i wtedy ogarnął mnie nieprzyjemny dreszcz. Czegoś mi brakowało.
- Chwila... Gdzie jest Lou??
_______________________________________________________________________
Biedny Louis, wyrzuty sumienia nie dały mu spokoju. Ale czy to oznacza, że na zawsze postanowił odejść? A co z rozwiązaniem zagadki? I co teraz będzie z Mel?
c.d.n.
P.S. Ten rozdział dedykuję kochanej @Czekoladka1D - pamiętaj, że dla mnie jesteś wspaniała, więc nigdy nie wątp w swój talent do pisania!.xx ILY♥
Gdy się rano przebudziłem, czułem się fatalnie. Nie sądziłem, że ten palant ma w sobie tyle siły. Oberwałem mocniej, niż wcześniej przypuszczałem. Każdy, nawet najmniejszy ruch sprawiał mi nie lada ból.
~Cóż, Styles, sam żeś sobie winien..~
Z wielkim trudem zwlokłem się z łóżka i udałem do łazienki. Zimny prysznic nieco złagodził nieprzyjemne odrętwienie i do reszty mnie rozbudził. Przejrzałem się w lustrze - nie wyglądałem najlepiej. Rozcięta warga i purpurowe sińce na policzkach były swoistym kontrastem do pobladłej i przemęczonej cery.
Wyszedłem z łazienki i przystanąłem na korytarzu. Ciągle przez moją głowę przetaczał się obraz wczorajszej nocy. Tego cholernego kretyna i zapłakanej Mel. Jej rozdygotane ciało, spoczywające w moich ramionach. I to, jak odprawiła mnie później do domu. Czułem też ukłucie wewnątrz. Sam nie wiem co to powoduje, to że ona woli mojego przyjaciela, czy też fakt że kocha kogoś kto i tak w końcu ją zostawi?
Ocknąłem się ze swojego zamyślenia. Coś mi mówiło, by zadzwonić do Melissy, zapytać jak się czuje. Ale z racji wczesnej pory uznałem, że może jeszcze spać, więc postanowiłem się skontaktować z nią później.
Wszedłem do kuchnie, by zrobić sobie jakieś śniadanie. Byłem zaskoczony, widząc, że Niall jest tak wcześnie na nogach. Przywitałem się z blondynem i posłałem mu delikatny uśmiech. Żarłok odpowiedział mi tym samym, lecz nie szczerzył się w ten sam sposób, co zwykle. Choć pokazywał swoje białe zęby, to w jego błękitnych oczach było tyle smutku... Chyba wciąż miał wyrzuty sumienia za wczoraj.
- Niall co z Tobą? - zapytałem spokojnie. - Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha.
- Ja po prostu.. Zły jestem, że mnie wtedy nie było. - wydukał blondyn.
- Stary weź w końcu wyluzuj. - rzekłem ciepło. - Przecież nic się takiego nie stało.
- Ale, teraz wyglądasz...
- Oj nie jęcz w końcu tylko zrób mi jakieś śniadanie. - zaśmiałem się zawadiacko.
Horan sam się zaśmiał i zaczął grzebać w lodówce.
*Oczami Louisa*
Delikatnie uniosłem się z łóżka i przez chwilę obserwowałem śpiącą na nim spokojnie Melissę. Postanowiłem jej jeszcze nie budzić i już miałem wyjść z pokoju, gdy usłyszałem jej cichutki głosik?
- Louieh? ...
Spojrzałem na nią. Miała wciąż zamknięte oczy a na jej delikatnej twarzyczce pojawił się grymas. Zapewne coś jej się śniło. Podszedłem z powrotem bliżej łoża i siadając koło dziewczyny, zacząłem głaskać delikatnie jej policzek i czule szeptać.
- Cii.. Jestem tutaj...
Po chwili jej powieki się uniosły i piękne niebieskoszare tęczówki wpatrywały się w moje oczy.
- Dzień dobry Księżniczko. - szepnąłem, posyłając jej ciepły uśmiech.
- Cześć. - rzekła, odwzajemniając mój uśmiech.
- Idź się odświeżyć a ja zajmę się śniadaniem. - odpowiedziałem, po czym ucałowałem ją w czoło i zszedłem na dół.
Kiedy kończyłem przygotowywać śniadanie, usłyszałem cichutkie kroki zbliżające się w moim kierunku. Obróciłem się i zobaczyłem Melissę, która przytula się do mnie.
- Kocham Cię.. - szeptała, bawiąc się rękawem mojej koszulki.
- A ja Ciebie. - odparłem, po czym odsunąłem dziewczynę od siebie i dałem znak, by zasiadła za stołem.
Chwilę później podałem jej grzanki i gorącą herbatę. Usiadłem koło brunetki i śmiałem się widząc, jak brudzi swój nosek dżemem, niezdarnie gryząc kolejne tosty. Moja radość rozmyła się z chwilą, gdy przypomniałem sobie wczorajszy wieczór. Jej roztrzęsienie i kuśtykającego Harry'ego. Pomimo, iż nie chciałem psuć przyjemnej atmosfery, to musiałem w końcu zadać to pytanie. Musiałem wiedzieć, co się wczoraj stało.
- To... powiesz mi, co się wydarzyło? - zapytałem, spoglądając niepewnie na piękną.
Melissa przez chwilę milczała, wtapiając swój wzrok w moje oczy. Kąciki jej ust momentalnie opadły w dół. Wiem, że nie są to miłe wspomnienia, ale nie chciałbym, żeby cokolwiek przede mną ukrywała. Dziewczyna w końcu zebrała się na odwagę i szczegółowo opowiedziała mi zdarzenia z ostatniej nocy.
- I właściwie gdyby nie Harry, nie wiem jakby się to skończyło. - chwilowo umilkła a jej oczy posmutniały jeszcze bardziej. - Wiem, że nie chciał tego po sobie pokazywać, ale był bardzo obolały..
- Dobrze, że to się tak skończyło. - odparłem spokojnym tonem, choć od środka we mnie wręcz wrzało ze złości.
~Corwin.. Co ten idiota sobie myśli?? Że też miałem kiedyś go za swojego przyjaciela... Ugh, gdybym go tylko dorwał! Ale właściwie... Co bym zrobił?.. Nic. No jasne, nic nie mogę bo jestem tylko cholerną zjawą, którą praktycznie nikt nie widzi. Cholernym utrapieniem dla dziewczyny, która jest całym moim światem.
~Kocham Cię.~
Jej dwa słowa były tym powodem, dla którego wciąż chciałem zostać. Tylko ile jeszcze wytrzymam ze świadomością, że wszystkich wokół siebie ranię?
- Nie zadręczaj się tym. - szepnęła, łapiąc mnie za rękę.
- Czym?- odparłem nieco zdumiony.
- Dobrze wiesz. To nie Twoja wina. - rzekła z powagą. - Nikt nie mógł przewidzieć, że Corwin to taki dupek. Powinnam sama mieć pretensje do siebie, że od razu tego nie dostrzegłam. - dodała chichocząc.
Wymusiłem na sobie szeroki uśmiech, który posłałem dziewczynie. Lecz jej słowa nie zdołały do końca zakłócić mego sumienia. Miałem coraz większy mętlik w głowie.
Z owego zakłopotania wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Mel ruszyła na korytarz, by przywitać gości, ja natomiast postanowiłem zasiąść w salonie. Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi i jęk Melissy.
- Boże, Harry...
Po chwili odezwał się ochrypły głos Loczka.
- No co dzisiaj z Wami.. Od tego się nie umiera.
Chwilę później cała trójka, bo przy jęczeniu Hazzy dosłyszałem jeszcze westchnięcie Niallera, weszła do pomieszczenia, w którym się znajdowałem. Najpierw wszedł blondyn, który z zaciekawieniem rozglądał się po pokoju, potem kolejno Mel i Harry. Już po minie dziewczyny, wiedziałem, że nie jest dobrze. Wtapiała swój wzrok w dywan, by ukryć łzy napływające do jej oczu. Ale kiedy ujrzałem Styles'a, coś we mnie pękło. Widok Loczka o sinej cerze, któremu każdy krok sprawiał trudność był dla mnie piekłem. Nie mogłem opanować długo siedzącym we mnie smutku, który teraz przerodził się wręcz w rozpacz.
W tym momencie nie myślałem kompletnie o tym, jak Mel zareaguje na moje zachowanie. Nie myślałem nawet o tym, że ona mnie przecież widzi. Po prostu rozpłakałem się jak małe dziecko i wybiegłem z salonu, po czym zniknąłem z domu. Zwyczajnie uciekłem. I miałem wątpliwości, czy kiedykolwiek powinienem wrócić...
*Oczami Melissy*
Nie spodziewałam się wizyty Harry'ego po wczorajszej bójce. W sumie to myślałam, że jest trochę na mnie zły. W końcu to przeze mnie jest tak urządzony, choć fakt, Corwin pewnie wcale lepiej nie wygląda.
Kiedy otworzyłam drzwi i ujrzałam podkrążone szmaragdowe oczy i siną cerę, poczułam ucisk w sercu. Szybko ruszyłam do salonu ze spuszczoną głową, by chłopcy nie dostrzegli łez spływających po moich policzkach. Stanęłam na środku dywanu i nerwowo bawiłam się palcami. Nie miałam odwagi spojrzeć ani na blondyna, ani na Loczka. Czułam obecność Lou nieopodal mnie i miałam wrażenie, że widok przyjaciół też był dla niego niemałym szokiem.
- Mel... - rzekł ciepło Harry.
Nie odpowiedziałam nic. Nie wiedziałam jak się zachować. Dlaczego on musiał zapłacić za moją lekkomyślność?
- Spójrz na mnie. Proszę... - szepnął nieco zawiedziony moim brakiem reakcji.
Nie wytrzymałam. Po prostu nie mogłam. Zerwałam się jak oparzona i ze szlochem rzuciłam się na szyję bruneta.
- Przepraszam. Tak bardzo Cię przepraszam. -wyłkałam.
- Mel.. - szepnął czule, obejmując mnie swym ramieniem.
Ciekawe. Choć jego dotyk różnił się od dotyku Louisa, to przynosił mi takie same ukojenie i poczucie bezpieczeństwa. Wtulałam się w tors chłopaka, dopóki całkowicie nie uspokoiłam swojego płaczu. W końcu zdecydowałam się spojrzeć Harry'emu w oczy. Chociaż widniało na nich zmęczenie, to miały w sobie tyle ciepła, że nie mogłam się nie uśmiechnąć.
- Zdecydowanie wolę, gdy się uśmiechasz. - powiedział radośnie puszczając mi oczko.
Oddaliłam się od niego odrobinę i wtedy ogarnął mnie nieprzyjemny dreszcz. Czegoś mi brakowało.
- Chwila... Gdzie jest Lou??
_______________________________________________________________________
Biedny Louis, wyrzuty sumienia nie dały mu spokoju. Ale czy to oznacza, że na zawsze postanowił odejść? A co z rozwiązaniem zagadki? I co teraz będzie z Mel?
c.d.n.
P.S. Ten rozdział dedykuję kochanej @Czekoladka1D - pamiętaj, że dla mnie jesteś wspaniała, więc nigdy nie wątp w swój talent do pisania!.xx ILY♥
niedziela, 1 września 2013
Chapter# 18 Chyba nie jest do końca taki, za jakiego go miałam...
*Oczami Melissy*
Zabawa w klubie była przednia. Wszyscy trochę wypiliśmy (zwłaszcza Niall) i wytańczyliśmy się za wszystkie czasy. Przyznam, że wspaniale czułam się przy Harry'm na parkiecie. Pewnie, gdyby Lou nie skradł wcześniej mego serca, gotowa byłabym zakochać się w tym Loczku.
Po kolejnej przetańczonej z nim piosence rzekłam Harry'emu, iż muszę do łazienki, na co on się uśmiechnął i skierował z powrotem w stronę baru. Kiedy się odświeżyłam, miałam już wracać do swojego towarzysza (gdyż pobudzony żarłok szalał gdzieś w tłumie), gdy nagle ktoś pochwycił mój nadgarstek. Oświetlenie w tym miejscu było nie najlepszej jakości, toteż nie mogłam od razu rozpoznać rys twarzy osoby, która mnie zaczepiła. Próbowałam się wyrywać i szukałam wzrokiem Harry'ego, bądź Nialla w nadziei, że mi pomogą. Jednak wokół nas znajdowało się zbyt wiele ludzi, a ja okazałam się o wiele słabsza od swojego dręczyciela. Kiedy nieznajomy zaciągnął mnie na zaplecze, zorientowałam się, iż ową nachalną osobą jest nie kto inny, jak Corwin. Po jego podkrążonych oczach i mało przyjemnym oddechu można było się domyśleć, że soczku to on raczej nie sączył.
- Hej słodziutka. - rzekł rozbawiony jak gdyby nigdy nic.
Nie odpowiedziałam, tylko wciąż patrzyłam na niego jak osłupiała. Ani trochę nie podobało mi się jego obecne zachowanie i chciałam za wszelką cenę znaleźć się jak najdalej od niego.
- O co Ci chodzi?- chyba nie był zadowolony z powodu mojego milczenia. - Dlaczego mnie unikasz? Dlaczego nie chcesz rozmawiać? - wydawał się być coraz bardziej zirytowany.
- To.. To nie tak, ja.. ja po prostu z kimś przyszłam i pewnie się o mnie niepokoją.
- Tak, wiem widziałem! - wysyczał, na co ja praktycznie podskoczyłam. - Wolisz prowadzać się z tamtym frajerem? A co ze mną!?
- Wiesz, lepiej jak już pójdę. - rzekłam niepewnie i czym prędzej chciałam stamtąd odejść.
Jednak Corwin zastawił mi drogę na parkiet i moim jedynym ratunkiem było wyjście na zewnątrz. Duży błąd. Było już późno i na ulicach było praktycznie pusto, nie licząc kota przebiegającego przez jezdnię, czy grupki podpitych ludzi chwiejnym krokiem podążających w niewiadomym kierunku. Byłam zdana sama na siebie. A Corwin za żadną cenę nie chciał odpuścić. Chciałam wysłać choć smsa do Harry'ego z prośbą o pomoc, lecz nie było na to szans, gdyż ściśnięte przez chłopaka moje nadgarstki uniemożliwiały mi wydobycie aparatu.
- Spójrz na mnie! - krzyczał coraz głośniej.- No spójrz Mel!
Byłam tak przerażona, że przystałam na jego żądanie. I pomyśleć, że jakiś czas temu uważałam go za świetnego chłopaka, którym byłam wręcz zauroczona...
- Co on ma w sobie, czego ja nie mam?? Nigdy żadna dziewczyna nie była tak oporna jak Ty! - wykrzykiwał mi prosto w twarz, a mi nogi miękły coraz bardziej ze strachu. Do oczy napływało coraz więcej łez..
Starałam się nie słuchać jego krzyków, ale jego słowa niczym ciernie wbijały się kolejno w moje uszy.
- A może jest ktoś jeszcze inny?? No powiedz! Jesteś nikim wiesz? Tracę na Ciebie tylko czas!
Szarpałam się bezskutecznie, a moja panika zamieniła się w głośny szloch. Jedyne, co umiałam wykrzyczeć to, błaganie, by mnie puścił. Złość, jaką widziałam w jego spojrzeniu sprawiała, że nie miałam dłużej odwagi zerkać na jego twarz. Wolałam zamknąć oczy. Wtem poczułam, jak moje nadgarstki się rozluźniają, a moje ciało jest lekko odpychane na bok. Uniosłam powieki i zobaczyłam, że napastnik i mój obrońca leżą na ziemi. A właściwie to mój wybawca, przygniata Corwina i przymierza mu cios prosto w szczękę. To Harry stanął w mojej obronie.
Byłam przerażona i zrozpaczona. Bójka między chłopakami wyglądała coraz groźniej a ja nie wiedziałam co robić. Widziałam, że siły między nimi są wyrównane przez co Hazza również otrzymał nie jeden cios. Bałam się... o Harry'ego. Starałam się odciągnąć Loczka od Corwina, błagając byśmy już poszli do domu. Na początku był w takim amoku, że nie chciał mnie kompletnie słuchać. Jednak, gdy jego szmaragdowe tęczówki spojrzały na moje rozdygotane ciało, zamachnął się z pięścią nad przeciwnikiem i w połowie ruchu zatrzymał rękę, cedząc przez zęby.
- Nie jesteś nawet tego wart.
Odepchnął poobijanego chłopaka od siebie, na co ten z kolei, z racji tego, że w jego żyłach wciąż krążyły spore dawki alkoholu, upadł z hukiem z powrotem na podłoże. Harry postanowił nie zwracać dłużej na niego uwagi, lecz podszedł i przytulił mnie mocno do siebie. Corwin jednak nie miał zamiaru odpuścić, gdyż zaczął prowokować Harry'ego swoimi głupimi gadkami.
- Jasne Styles, tul ją póki możesz! Potem oleje Cię dla innego tak samo jak i mnie. Ta wariatka woli śnić o chłoptasiu ze zdjęcia, niż zainteresować się tym co ma w pobliżu! Jak tam słodziutka, kiedy śniłaś o Louisku?? - te słowa zabolały, jak mało co. Choć nie wiedział, ile w tym, co mówi jest prawdy... To czułam, jak moje gorzkie łzy wtapiają się w koszulkę Hazzy. Loczek był na nowo gotów do ataku i myślałam, że go nie powstrzymam ale na szczęście pojawił się Niall. W dodatku w miarę trzeźwy.
*Oczami Nialla*
To miał być niezapomniany wieczór i mieliśmy zaszaleć. Ale nie sądziłem, że tak to się wszystko skończy. Trochę przesadziłem z drinkami, przez co straciłem rachubę miejsca i czasu. Kiedy alkohol zaczął powoli ulatniać się z mojego ciała, zorientowałem się, że nigdzie nie widzę ani Mel ani Hazzy. Przekonany, że zostawili mnie tu samego, nie ukrywając złości postanowiłem wyjść z klubu. Świeże powietrze, które od razu mnie uderzyło, pomogło odzyskać mi kontrolę nad sobą. Wtedy ujrzałem dziewczynę, która trzyma przy sobie kurczowo jakiegoś chłopaka, podczas gdy drugi koleś leży poobijany na ziemi.
Kiedy zbliżyłem się, dotarło do mnie, że ta cała heca nie ma miejsca między nikim innym jak Mel, Harry'm i Corwinem. I domyślam się, że to raczej nie Styles zaczął awanturę. Spojrzałem na zapłakaną Melissę, która wzrokiem błagała mnie, bym coś zrobił. Od razu stanąłem między przyjacielem a kuzynem i rzekłem spokojnie do Loczka.
- Wystarczy tego stary. On i tak ledwo się trzyma. Lepiej zajmij się Mel, bo ją tylko straszysz.
- Zaprowadzę ją do domu, a Ty zajmij się tym idiotą. - wycedził przez zęby, po czym wziął Mel na ręce i powolnym krokiem ruszył przed siebie. Ja natomiast zbliżyłem się do Corwina i pomogłem mu się pozbierać.
Trzeba przyznać, że Hazz ma ciężką rękę - Corwin będzie miał jutro ładną pamiątkę po całym zajściu. Wziąłem kuzyna pod ramię i powoli szliśmy w stronę jego domu.
- Jeszcze go dorwę. - cedził cały czas przez zęby.
- Co Ty w ogóle odpierniczasz?? Stary weź się ogarnij.. Nie dość, że się spiłeś to jeszcze atakujesz moich przyjaciół! - dotychczas tolerowałem jego wybryki, ale w tym momencie byłem na niego wściekły.
- Bo ona powinna być moja! Rozumiesz! - krzyczał. - On jest frajerem, a ona pustą dziunią!
Wolałem nie wdawać się z nim w żadną rozmowę. Odprowadziłem go na miejsce i sam udałem się do swojego domu. Liczyłem, że Harry prędzej wyjaśni mi całe zajście.
*Oczami Harry'ego*
Szedłem powoli w stronę domu Mel, nieustannie trzymając dziewczynę na rękach. Jej cichutki szloch w końcu ustąpił, ale niebieskoszare oczy, które oglądały moją twarz były pełne bólu i smutku. No tak, kiedy cała adrenalina ze mnie uszła, zacząłem odczuwać ból tu i ówdzie. Moje policzki i wargi z pewnością również nie wyglądały najlepiej.
- Przepraszam Harry... - wyszeptała do mnie cichutko.
- Niby za co?- odparłem nieco zdziwiony.
- To wszystko przeze mnie. - wyłkała. - To, że Cię pobił.
- To nie Twoja wina, nawet tak nie myśl. - rzekłem ciepło. - Zawszę stanę w Twojej obronie, jeśli będzie trzeba.
- Dziękuję..- odpowiedziała niepewnie. Wiedziałem, że była bliska płaczu. - Ej Słońce, nie przejmuj się, jestem dużym chłopcem, nic mi nie będzie. - dodałem, całując ją lekko w głowę.
Mój gest zdawał się ją nieco zaskoczyć, lecz i chyba uspokoić, gdyż wtuliła głowę w moje ramię i nie rzekła już nic więcej. Ja natomiast starałem się ignorować nasilające się nieprzyjemne impulsy ogarniające moje ciało. Gdy dotarliśmy pod dom Mel, pomogłem znaleźć jej klucze od domu i następnie otworzyć zamek.
- Może mam zostać? - spytałem spoglądając na nią.
- Nie trzeba, dam sobie radę. - rzekła, posyłając mi blady uśmiech.
- Nie odbierz tego źle, po prostu myślę, że nie powinnaś być teraz sama. - odparłem.
- I nie będę. - szepnęła, po czym ucałowała mnie w policzek i zniknęła za drzwiami.
Zrozumiałem aluzję, wiedziałem o kim mówiła. Ale nie zmieniało to faktu, że poczułem się zraniony. Poprawiłem marynarkę na sobie i ledwo stawiając kroki, ruszyłem w drogę powrotną. W domu udałem się od razu do pokoju, gdzie oczywiście czekał na mnie Nialler, którego zamurowało na mój widok.
- O cholera. - czy ja aż tak źle wyglądałem?
Blondyn natychmiast kazał mi usiąść na łóżku, po czym wyszedł i zaraz wrócił z apteczką. Pierwszy raz widziałem takie zdenerwowanie i smutek w jego oczach. Żarłok jednocześnie wypytywał mnie o całą sytuację i opatrywał moje rany, na co nieraz zasyczałem z bólu. Gdy opowiedziałem mu już wszystko, usiadł na biurku naprzeciw mnie i wyszeptał.
- Wybacz stary, jest mi naprawdę przykro. - on miał wyrzuty sumienia? przez tego kretyna?
- Niall, to nie Twoja wina. Przecież nie będziesz prowadzał go za rączkę. - rzekłem na co blondyn, lekko odetchnął z ulgą. - Ale jedno możesz dla mnie zrobić. - dodałem.
- Co takiego?- spytał spoglądając zaskoczony.
- Zrobiłbyś coś do jedzenia bo umieram z głodu. Tylko nie zjedz tego po drodze!
Po chwili obydwoje zanieśliśmy się śmiechem, po czym Niall udał się na dół. Ja rozłożyłem się na łóżku i nawet nie wiem, kiedy zasnąłem.
*Oczami Louisa*
Kręciłem się po domu jak szalony. Czułem, że coś jest nie tak. Czułem, że stało się coś złego. Melissie. Ale nie szukałem jej tylko dlatego, iż czułem, że jest bezpieczna. Mimo to szlak mnie trafiał, że wciąż jeszcze nie wraca. Dlatego odczułem nie małą ulgę, gdy usłyszałem dźwięk otwieranego zamka. Lecz gdy ujrzałem Melissę, momentalnie zamarłem. Miała poszarpane włosy, na sukience widniały drobne plamki krwi a z jej oczu roniły się łzy. Przez okno zdążyłem dostrzec, jak Harry nieco kulejąc oddala się od drzwi.
~O co do cholery chodzi??~
- Louieh! - wyłkała Mel, która z szlochem rzuciła się w moje ramiona.
- Cii.. Kochanie, uspokój się proszę. - próbowałem za wszelką cenę ją uspokoić. - Cichutko, proszę nie zniosę dłużej Twych łez.. Jestem przy Tobie.
Serce mi się krajało, widząc jak ta kruszyna łka i trzęsie się w moich ramionach. Była taka bezbronna.. Wziąłem ją delikatnie na ręce i zaniosłem do pokoju, gdzie ułożyłem dziewczynę na łóżku, następnie otulając kołdrą i przytulając ją do siebie. Z czasem zauważyłem, że oddech Mel się uspokaja i brunetka powoli zasypia. A mnie nie dawało spokoju poczucie winy, że jej stan to moja wina. Od dłuższego czasu gryzło mnie sumienie, miałem wrażenie, że jestem dla niej tylko utrapieniem.
~A może byłoby lepiej gdybym zniknął?...~
________________________________________________________________
No i jest kolejny rozdział. Już myślałam, że przez te dramy na TT go nie dodam ale jakoś się przymusiłam. Piszę go późną nocą, więc przymknijcie oko na ewentualne błędy.
Cóż, wyszło na to, że Corwin okazał się być potwornym dupkiem. Jak ta sytuacja wpłynie na losy bohaterów? Czy Louis rzeczywiście zdecyduje się odejść od Mel?
c.d.n.
Zabawa w klubie była przednia. Wszyscy trochę wypiliśmy (zwłaszcza Niall) i wytańczyliśmy się za wszystkie czasy. Przyznam, że wspaniale czułam się przy Harry'm na parkiecie. Pewnie, gdyby Lou nie skradł wcześniej mego serca, gotowa byłabym zakochać się w tym Loczku.
Po kolejnej przetańczonej z nim piosence rzekłam Harry'emu, iż muszę do łazienki, na co on się uśmiechnął i skierował z powrotem w stronę baru. Kiedy się odświeżyłam, miałam już wracać do swojego towarzysza (gdyż pobudzony żarłok szalał gdzieś w tłumie), gdy nagle ktoś pochwycił mój nadgarstek. Oświetlenie w tym miejscu było nie najlepszej jakości, toteż nie mogłam od razu rozpoznać rys twarzy osoby, która mnie zaczepiła. Próbowałam się wyrywać i szukałam wzrokiem Harry'ego, bądź Nialla w nadziei, że mi pomogą. Jednak wokół nas znajdowało się zbyt wiele ludzi, a ja okazałam się o wiele słabsza od swojego dręczyciela. Kiedy nieznajomy zaciągnął mnie na zaplecze, zorientowałam się, iż ową nachalną osobą jest nie kto inny, jak Corwin. Po jego podkrążonych oczach i mało przyjemnym oddechu można było się domyśleć, że soczku to on raczej nie sączył.
- Hej słodziutka. - rzekł rozbawiony jak gdyby nigdy nic.
Nie odpowiedziałam, tylko wciąż patrzyłam na niego jak osłupiała. Ani trochę nie podobało mi się jego obecne zachowanie i chciałam za wszelką cenę znaleźć się jak najdalej od niego.
- O co Ci chodzi?- chyba nie był zadowolony z powodu mojego milczenia. - Dlaczego mnie unikasz? Dlaczego nie chcesz rozmawiać? - wydawał się być coraz bardziej zirytowany.
- To.. To nie tak, ja.. ja po prostu z kimś przyszłam i pewnie się o mnie niepokoją.
- Tak, wiem widziałem! - wysyczał, na co ja praktycznie podskoczyłam. - Wolisz prowadzać się z tamtym frajerem? A co ze mną!?
- Wiesz, lepiej jak już pójdę. - rzekłam niepewnie i czym prędzej chciałam stamtąd odejść.
Jednak Corwin zastawił mi drogę na parkiet i moim jedynym ratunkiem było wyjście na zewnątrz. Duży błąd. Było już późno i na ulicach było praktycznie pusto, nie licząc kota przebiegającego przez jezdnię, czy grupki podpitych ludzi chwiejnym krokiem podążających w niewiadomym kierunku. Byłam zdana sama na siebie. A Corwin za żadną cenę nie chciał odpuścić. Chciałam wysłać choć smsa do Harry'ego z prośbą o pomoc, lecz nie było na to szans, gdyż ściśnięte przez chłopaka moje nadgarstki uniemożliwiały mi wydobycie aparatu.
- Spójrz na mnie! - krzyczał coraz głośniej.- No spójrz Mel!
Byłam tak przerażona, że przystałam na jego żądanie. I pomyśleć, że jakiś czas temu uważałam go za świetnego chłopaka, którym byłam wręcz zauroczona...
- Co on ma w sobie, czego ja nie mam?? Nigdy żadna dziewczyna nie była tak oporna jak Ty! - wykrzykiwał mi prosto w twarz, a mi nogi miękły coraz bardziej ze strachu. Do oczy napływało coraz więcej łez..
Starałam się nie słuchać jego krzyków, ale jego słowa niczym ciernie wbijały się kolejno w moje uszy.
- A może jest ktoś jeszcze inny?? No powiedz! Jesteś nikim wiesz? Tracę na Ciebie tylko czas!
Szarpałam się bezskutecznie, a moja panika zamieniła się w głośny szloch. Jedyne, co umiałam wykrzyczeć to, błaganie, by mnie puścił. Złość, jaką widziałam w jego spojrzeniu sprawiała, że nie miałam dłużej odwagi zerkać na jego twarz. Wolałam zamknąć oczy. Wtem poczułam, jak moje nadgarstki się rozluźniają, a moje ciało jest lekko odpychane na bok. Uniosłam powieki i zobaczyłam, że napastnik i mój obrońca leżą na ziemi. A właściwie to mój wybawca, przygniata Corwina i przymierza mu cios prosto w szczękę. To Harry stanął w mojej obronie.
Byłam przerażona i zrozpaczona. Bójka między chłopakami wyglądała coraz groźniej a ja nie wiedziałam co robić. Widziałam, że siły między nimi są wyrównane przez co Hazza również otrzymał nie jeden cios. Bałam się... o Harry'ego. Starałam się odciągnąć Loczka od Corwina, błagając byśmy już poszli do domu. Na początku był w takim amoku, że nie chciał mnie kompletnie słuchać. Jednak, gdy jego szmaragdowe tęczówki spojrzały na moje rozdygotane ciało, zamachnął się z pięścią nad przeciwnikiem i w połowie ruchu zatrzymał rękę, cedząc przez zęby.
- Nie jesteś nawet tego wart.
Odepchnął poobijanego chłopaka od siebie, na co ten z kolei, z racji tego, że w jego żyłach wciąż krążyły spore dawki alkoholu, upadł z hukiem z powrotem na podłoże. Harry postanowił nie zwracać dłużej na niego uwagi, lecz podszedł i przytulił mnie mocno do siebie. Corwin jednak nie miał zamiaru odpuścić, gdyż zaczął prowokować Harry'ego swoimi głupimi gadkami.
- Jasne Styles, tul ją póki możesz! Potem oleje Cię dla innego tak samo jak i mnie. Ta wariatka woli śnić o chłoptasiu ze zdjęcia, niż zainteresować się tym co ma w pobliżu! Jak tam słodziutka, kiedy śniłaś o Louisku?? - te słowa zabolały, jak mało co. Choć nie wiedział, ile w tym, co mówi jest prawdy... To czułam, jak moje gorzkie łzy wtapiają się w koszulkę Hazzy. Loczek był na nowo gotów do ataku i myślałam, że go nie powstrzymam ale na szczęście pojawił się Niall. W dodatku w miarę trzeźwy.
*Oczami Nialla*
To miał być niezapomniany wieczór i mieliśmy zaszaleć. Ale nie sądziłem, że tak to się wszystko skończy. Trochę przesadziłem z drinkami, przez co straciłem rachubę miejsca i czasu. Kiedy alkohol zaczął powoli ulatniać się z mojego ciała, zorientowałem się, że nigdzie nie widzę ani Mel ani Hazzy. Przekonany, że zostawili mnie tu samego, nie ukrywając złości postanowiłem wyjść z klubu. Świeże powietrze, które od razu mnie uderzyło, pomogło odzyskać mi kontrolę nad sobą. Wtedy ujrzałem dziewczynę, która trzyma przy sobie kurczowo jakiegoś chłopaka, podczas gdy drugi koleś leży poobijany na ziemi.
Kiedy zbliżyłem się, dotarło do mnie, że ta cała heca nie ma miejsca między nikim innym jak Mel, Harry'm i Corwinem. I domyślam się, że to raczej nie Styles zaczął awanturę. Spojrzałem na zapłakaną Melissę, która wzrokiem błagała mnie, bym coś zrobił. Od razu stanąłem między przyjacielem a kuzynem i rzekłem spokojnie do Loczka.
- Wystarczy tego stary. On i tak ledwo się trzyma. Lepiej zajmij się Mel, bo ją tylko straszysz.
- Zaprowadzę ją do domu, a Ty zajmij się tym idiotą. - wycedził przez zęby, po czym wziął Mel na ręce i powolnym krokiem ruszył przed siebie. Ja natomiast zbliżyłem się do Corwina i pomogłem mu się pozbierać.
Trzeba przyznać, że Hazz ma ciężką rękę - Corwin będzie miał jutro ładną pamiątkę po całym zajściu. Wziąłem kuzyna pod ramię i powoli szliśmy w stronę jego domu.
- Jeszcze go dorwę. - cedził cały czas przez zęby.
- Co Ty w ogóle odpierniczasz?? Stary weź się ogarnij.. Nie dość, że się spiłeś to jeszcze atakujesz moich przyjaciół! - dotychczas tolerowałem jego wybryki, ale w tym momencie byłem na niego wściekły.
- Bo ona powinna być moja! Rozumiesz! - krzyczał. - On jest frajerem, a ona pustą dziunią!
Wolałem nie wdawać się z nim w żadną rozmowę. Odprowadziłem go na miejsce i sam udałem się do swojego domu. Liczyłem, że Harry prędzej wyjaśni mi całe zajście.
*Oczami Harry'ego*
Szedłem powoli w stronę domu Mel, nieustannie trzymając dziewczynę na rękach. Jej cichutki szloch w końcu ustąpił, ale niebieskoszare oczy, które oglądały moją twarz były pełne bólu i smutku. No tak, kiedy cała adrenalina ze mnie uszła, zacząłem odczuwać ból tu i ówdzie. Moje policzki i wargi z pewnością również nie wyglądały najlepiej.
- Przepraszam Harry... - wyszeptała do mnie cichutko.
- Niby za co?- odparłem nieco zdziwiony.
- To wszystko przeze mnie. - wyłkała. - To, że Cię pobił.
- To nie Twoja wina, nawet tak nie myśl. - rzekłem ciepło. - Zawszę stanę w Twojej obronie, jeśli będzie trzeba.
- Dziękuję..- odpowiedziała niepewnie. Wiedziałem, że była bliska płaczu. - Ej Słońce, nie przejmuj się, jestem dużym chłopcem, nic mi nie będzie. - dodałem, całując ją lekko w głowę.
Mój gest zdawał się ją nieco zaskoczyć, lecz i chyba uspokoić, gdyż wtuliła głowę w moje ramię i nie rzekła już nic więcej. Ja natomiast starałem się ignorować nasilające się nieprzyjemne impulsy ogarniające moje ciało. Gdy dotarliśmy pod dom Mel, pomogłem znaleźć jej klucze od domu i następnie otworzyć zamek.
- Może mam zostać? - spytałem spoglądając na nią.
- Nie trzeba, dam sobie radę. - rzekła, posyłając mi blady uśmiech.
- Nie odbierz tego źle, po prostu myślę, że nie powinnaś być teraz sama. - odparłem.
- I nie będę. - szepnęła, po czym ucałowała mnie w policzek i zniknęła za drzwiami.
Zrozumiałem aluzję, wiedziałem o kim mówiła. Ale nie zmieniało to faktu, że poczułem się zraniony. Poprawiłem marynarkę na sobie i ledwo stawiając kroki, ruszyłem w drogę powrotną. W domu udałem się od razu do pokoju, gdzie oczywiście czekał na mnie Nialler, którego zamurowało na mój widok.
- O cholera. - czy ja aż tak źle wyglądałem?
Blondyn natychmiast kazał mi usiąść na łóżku, po czym wyszedł i zaraz wrócił z apteczką. Pierwszy raz widziałem takie zdenerwowanie i smutek w jego oczach. Żarłok jednocześnie wypytywał mnie o całą sytuację i opatrywał moje rany, na co nieraz zasyczałem z bólu. Gdy opowiedziałem mu już wszystko, usiadł na biurku naprzeciw mnie i wyszeptał.
- Wybacz stary, jest mi naprawdę przykro. - on miał wyrzuty sumienia? przez tego kretyna?
- Niall, to nie Twoja wina. Przecież nie będziesz prowadzał go za rączkę. - rzekłem na co blondyn, lekko odetchnął z ulgą. - Ale jedno możesz dla mnie zrobić. - dodałem.
- Co takiego?- spytał spoglądając zaskoczony.
- Zrobiłbyś coś do jedzenia bo umieram z głodu. Tylko nie zjedz tego po drodze!
Po chwili obydwoje zanieśliśmy się śmiechem, po czym Niall udał się na dół. Ja rozłożyłem się na łóżku i nawet nie wiem, kiedy zasnąłem.
*Oczami Louisa*
Kręciłem się po domu jak szalony. Czułem, że coś jest nie tak. Czułem, że stało się coś złego. Melissie. Ale nie szukałem jej tylko dlatego, iż czułem, że jest bezpieczna. Mimo to szlak mnie trafiał, że wciąż jeszcze nie wraca. Dlatego odczułem nie małą ulgę, gdy usłyszałem dźwięk otwieranego zamka. Lecz gdy ujrzałem Melissę, momentalnie zamarłem. Miała poszarpane włosy, na sukience widniały drobne plamki krwi a z jej oczu roniły się łzy. Przez okno zdążyłem dostrzec, jak Harry nieco kulejąc oddala się od drzwi.
~O co do cholery chodzi??~
- Louieh! - wyłkała Mel, która z szlochem rzuciła się w moje ramiona.
- Cii.. Kochanie, uspokój się proszę. - próbowałem za wszelką cenę ją uspokoić. - Cichutko, proszę nie zniosę dłużej Twych łez.. Jestem przy Tobie.
Serce mi się krajało, widząc jak ta kruszyna łka i trzęsie się w moich ramionach. Była taka bezbronna.. Wziąłem ją delikatnie na ręce i zaniosłem do pokoju, gdzie ułożyłem dziewczynę na łóżku, następnie otulając kołdrą i przytulając ją do siebie. Z czasem zauważyłem, że oddech Mel się uspokaja i brunetka powoli zasypia. A mnie nie dawało spokoju poczucie winy, że jej stan to moja wina. Od dłuższego czasu gryzło mnie sumienie, miałem wrażenie, że jestem dla niej tylko utrapieniem.
~A może byłoby lepiej gdybym zniknął?...~
________________________________________________________________
No i jest kolejny rozdział. Już myślałam, że przez te dramy na TT go nie dodam ale jakoś się przymusiłam. Piszę go późną nocą, więc przymknijcie oko na ewentualne błędy.
Cóż, wyszło na to, że Corwin okazał się być potwornym dupkiem. Jak ta sytuacja wpłynie na losy bohaterów? Czy Louis rzeczywiście zdecyduje się odejść od Mel?
c.d.n.
środa, 28 sierpnia 2013
Chapter# 17 Torn...
*Oczami Melissy*
- Chyba mam pomysł. - rzekłam nie odrywając wzroku od sterty wycinków walających się po stole.
Chłopcy zdawali się milczeć wyczekując mojej odpowiedzi. Nawet Lou, który nie odstąpił mnie ani na krok siedział w tej chwili zniecierpliwiony.
- Słuchamy. - szepnął pocieszająco Harry.
- Cóż z tego, co wiem to ten cały obóz "Denver" w dalszym ciągu funkcjonuje.
- Zgadza się. - odpowiedział Niall. - Jego działalność zawieszono tylko na okres śledztwa w sprawie Louisa.... -dodał po chwili. - A co to ma do tego?
- Myślę, że jakiś poszlak najlepiej poszukać na miejscu zdarzenia. Obejrzeć ośrodek, popytać personel...
- Wiesz Mel.. - wtrącił Hazza. - To jest jakaś koncepcja, lecz myślisz, że to się uda?
- Co masz na myśli?- rzekłam nieco zdezorientowana jego reakcją.
- No bo... To było dość dawno. Myślisz, że ktokolwiek będzie pamiętał tamten turnus? A tym bardziej kojarzył, by działo się coś podejrzanego?
- Wiem, że to trudne. - rzekłam po chwili. - Ale zastanówcie się chwilę. - zerknęłam na twarze swoich towarzyszy. - Jeżeli uda się nam ustalić, że obóz nie jest dokładnie pilnowany a imprezy są naprawdę więcej niż szalone, będziemy mieć podstawy by twierdzić, że łatwo na teren ośrodka wnieść jakiekolwiek używki. A co za tym idzie, będziemy o krok bliżej od udowodnienia, iż śmierć Lou nie była śmiercią samobójczą.
- Genialne! - pisnął Niall, na co Harry mu przytaknął.
*Oczami Harry'ego*
Ta dziewczyna zdumiewała mnie z każdą chwilą. Była taka zaangażowana w tą całą sprawę, która dla niej z pewnością również była nie małym cierniem. I w dodatku wykazała się trzeźwym myśleniem i inteligencją. Musiałem przyznać przed samym sobą, że Mel podobała mi się coraz bardziej. Jednak nie czas o tym teraz myśleć. Najważniejsza jest sprawa z Louisem. Jestem to winien swojemu przyjacielowi...
Omówiliśmy parę kolejnych szczegółów dotyczących domniemanej wyprawy i ustaliliśmy, iż więcej uzgodnimy po rozmowie Mel z jej matką - dziewczyna musiała uprzedzić przecież rodzicielkę o swych planach. W sumie to szkoda mi Melissy. Ma tylko matkę, która praktycznie cały czas spędza poza domem. Mel musi mieć nie lada siłę, by sobie z tym wszystkim radzi, co nie powiem, również mnie w niej urzeka.
Po skończonym planowaniu Melissa ugościła mnie i Horana skromnym obiadem, który sama w pośpiechu przygotowała. Niall był tak zadowolony z jej kuchni, że w podzięce zaoferował się pozmywać naczynia. Zostałem z nią sam w jadalni. Miałem okazję, by porozmawiać.
- Mel. - rzekłem niewinnie. - Mogę Cię o coś spytać?
- Jasne. - odparła brunetka, posyłając mi delikatny uśmiech.
- Co... Co myślisz o miłości? Takiej wiesz, od pierwszego wejrzenia, na przykład od pierwszego wejrzenia.
~Szlak, plącze się jak małe dziecko.~
Mel chwilę milczała i zacząłem żałować tego pytania. Jednak zaraz ocknęła się ze swych przemyśleń i zwróciła się do mnie.
- Kiedyś miałam taką miłość za czystą fikcję. Wymyśliłam nawet sentencję: " Miłość jest jak kwiat - rozwija się powoli a niepielęgnowana umiera." Uważałam, że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje, bo by kogoś pokochać, trzeba tą osobę nieco poznać.
- A teraz zmieniłaś zdanie?- zapytałem zaciekawiony jej słowami.
- No można tak powiedzieć. Straciłam głowę dla kogoś, kto od dawna nie istnieje. Przez to nigdy go całkowicie nie poznam, ale mimo to pragnę jego bliskości. Myślę, że to jest moja miłość od pierwszego wejrzenia. - dodała lekko się rumieniąc.
Słuchałem w milczeniu jej wypowiedzi. Pochłaniałem z zachwytem każdy wypowiedziany przez nią wyraz. I dopiero dotarł do mnie sens jej słów. Jej serce było już zajęte. I to przez ducha mojego najdroższego kumpla.
- Harry?- spytała po chwili Mel.
- Yhm? - jęknąłem. - Wybacz, zamyśliłem się nad tym, co mówisz.
- Pytałam, czemu akurat o to spytałeś. - rzekła cicho.
- A tak po prostu. - skłamałem. - Byłem ciekaw Twojego punktu widzenia. - cholernie oszukiwałem, ją a przede wszystkim samego siebie.
- Rozumiem. - odparła, posyłając mi jeden ze swych słodkich uśmiechów.
- Mogę mieć jeszcze jedną prośbę?
- Jaką? - spytała zaciekawiona.
- Naucz mnie rozmawiać z Lou..
- Harry...
- Proszę.. - jęknąłem błagalnym tonem.
- Ja sama nie wiem, jak to robię. - rzekła, lecz widząc mój smutek dodała po chwili. - Ale mogę porozmawiać o tym z Lou i pewnie razem coś wymyślimy.
Byłem uradowany jej propozycją. Od razu zerwałem się z miejsca i dałem dziewczynie całusa w policzek.
- Wow! Na chwilę Was zostawić nie można, bo już Was do siebie ciągnie. - odezwał się głos Nialla, który wychylał się z kuchennego progu.
Spojrzeliśmy na siebie z Mel i zaczęliśmy się śmiać, wkrótce do naszego rechotu dołączył się i żarłok.
Razem w trójkę obejrzeliśmy jakieś filmy, które kończyły się na sprzeczkach, gdyż ja z Niallerem nieustannie je komentowaliśmy, co doprowadzało dziewczynę do szału. Kiedy nadszedł późniejszy wieczór, zaproponowałem wszystkim wspólne wyjście na miasto.
- A gdzie chcesz iść? - spytała Mel.
- No nie wiem... Zawsze chodziliśmy do tego samego klubu. - rzekłem. - Wiesz, o którym mówię Niall? - zwróciłem się do blondyna.
- Jasne! - odpowiedział pełen entuzjazmu. - To świetna myśl!
- Co Ty na to? - zwróciłem się do dziewczyny, posyłając jej błagalne spojrzenie.
- Bo ja wiem?... - odparła nie do końca przekonana.
- Oj daj spokój! - wtrącił Horan. - Nie daj się prosić! Przecież będziesz tam z nami.
- I to mnie właśnie przeraża. - odrzekła Mel, na co ja wybuchnąłem śmiechem. - Niech Wam będzie, ale dajcie mi się wyszykować, tak się nigdzie nie pokażę.
Dla mnie we wszystkim wyglądała świetnie, ale przystałem na jej prośbę. Rozsiedliśmy się z miską chipsów razem z Niallerem z powrotem przed TV, a Mel w tym czasie pomaszerowała na górę.
*Oczami Melissy*
Weszłam do pokoju i zrezygnowana stanęłam przed otwartą szafą. Wtedy poczułam ciepłe dłonie na swej talii. Odwróciłam się i ujrzałam moje kochane lazurowe tęczówki.
- Co piękna, pewnie nie wiesz co ubrać? - zaśmiał się Louieh.
- Yhym.. - mruknęłam, wtulając się w chłopaka, na co ten oplótł mnie swym ramieniem.
Po całym dniu spędzonym z tymi wariatami mieliśmy w końcu chwilę dla siebie. Miałam przez to nawet trochę wyrzuty sumienia. Owszem wcześniej ustalaliśmy, jak pomóc Lou, ale teraz chłopcy wyciągali mnie na imprezę i zrobiło mi się głupio, że zostawię tu Louisa.
- Ta będzie śliczna. - rzekł brunet, zawieszając swój wzrok na mojej szafie.
- O czym mówisz?- odparłam zdezorientowana.
- O tej sukience. - mruknął ciepło. - Ubierz tą, w niej będziesz wyglądać cudownie. - wskazał na miętową sukienkę z koronkowymi rękawami i rozkloszowanym dołem.
Wzięłam ją do ręki, dobrałam parę dodatków i już miałam się iść przebrać, gdy stanęłam naprzeciw młodzieńca i szepnęłam.
- Nie masz mi tego za złe?
- Niby co?- rzekł, szeroko się uśmiechając.
- No.. że ja z nimi idę... A Ty.. - spuściłam wzrok.
- Ależ Kochanie. - odparł widocznie rozbawiony, po czym uniósł mój podbródek, by spojrzeć mi w oczy. - Należy Ci się trochę rozrywki. Gdybym żył sam bym Cię gdzieś zabrał.
- Czyli nie gniewasz się? - spytałam onieśmielona jego błękitnymi tęczówkami.
- Nic a nic. Poza tym wychodzisz z moimi najlepszymi przyjaciółmi, przynajmniej wiem, że będziesz bezpieczna.
Nie odpowiedziałam już nic tylko obdarowałam Louisa czułym pocałunkiem. Potem szybko przebrałam się w wybraną przez Louieh'go kreację i zeszłam do czekających na mnie chłopaków.
*Oczami Harry'ego*
Kiedy Mel schodziła po schodach, dech zaparł mi w piersi. Rozpuszczone długie włosy zdawały się powiewać niczym welon z każdym jej krokiem. Delikatny, ledwo widoczny makijaż dodawał jej świeżości a wszystko podkreślała piękna jasnozielona sukienka i czarne szpilki. Wyglądała jak nimfa leśna.
- To co idziemy? - odparła słodko, po czym narzuciła cieniutki czarny sweterek na swe wąziutkie ramiona.
- Yeah! Party Time! - wypalił ni stąd, ni zowąd Niall, na co wszyscy zanieśliśmy się śmiechem.
Droga do klubu zajęła nam około pół godziny. Potem z jakiś kwadrans staliśmy w kolejce, gdyż tego wieczoru lokal był przepełniony ludźmi. Gdy weszliśmy do środka, zajęliśmy miejsca przy samym barze, by nie musieć kroczyć przez pół parkietu z drinkami. A tych zdecydowanie trochę poszło. Niallowi oczywiście po alkoholu włączyła się głupia gadka - jeszcze głupsza niż na co dzień, co mnie i Mel dostarczało nie lada rozrywki. Później mój umysł był skupiony zupełnie na czym innym.
W pewnym momencie Mel poderwała się z siedziska i posyłając mi uśmiech ruszyła w stronę parkietu. Po chwili mogłem podziwiać, jak jej drobne ciało oddaje się rytmowi muzyki. Nie obchodził mnie tłok panujący w klubie. Dla mnie istniała tylko ta wesoło pląsająca dziewczyna w zielonej sukience. Mel długo nie czekała z kolejnym ruchem i nim się zorientowałem, byłem tuż obok niej na środku sali. Momentalnie oddaliśmy się chwili i ciesząc się swym towarzystwem tańczyliśmy przy kolejnych piosenkach.
Kiedy nieco się zmęczyliśmy, ja powróciłem na wcześniejsze miejsce a Mel uprzedziła, że idzie do łazienki. Kiedy doszedłem do baru, zorientowałem się, iż brakuje mi tu zachlanych niebieskich tęczówek blondyna. Na szczęście nie musiałem długo szukać, bo zauważyłem jak pląsa między tłumem z jakimiś znajomymi. Rozsiadłem się wygodnie i popijając swojego drinka, śmiałem się z zachowania żarłoka.
Czas mijał, a Mel nie wracała. Zaniepokojony nieco tym faktem postanowiłem jej poszukać. Nialla pozostawiłem samemu sobie, on sobie poradzi. Zmartwiło mnie to, że ani na parkiecie ani w pobliżu łazienek nie znalazłem dziewczyny. Wyszedłem na zewnątrz, by spróbować do niej zadzwonić. W tym momencie ujrzałem zapłakaną twarz brunetki, która się z kimś szarpała. Widać było, że jej dręczyciel również ledwo trzyma się na nogach. Szybkim krokiem ruszyłem w stronę tej dwójki. W świetle ulicznym dojrzałem twarz napastnika.
- Corwin!?
~No to miarka się przebrała.~
___________________________________________________________________
Znajomość między Hazzą , Niallerem i Mel zdaje się zacieśniać. Lecz Harry zrozumiał, że Mel już kogoś kocha.. Podda się, czy postanowi zawalczyć o swoją miłość? I o co tym razem chodzi Corwinowi?
c.d.n.
- Chyba mam pomysł. - rzekłam nie odrywając wzroku od sterty wycinków walających się po stole.
Chłopcy zdawali się milczeć wyczekując mojej odpowiedzi. Nawet Lou, który nie odstąpił mnie ani na krok siedział w tej chwili zniecierpliwiony.
- Słuchamy. - szepnął pocieszająco Harry.
- Cóż z tego, co wiem to ten cały obóz "Denver" w dalszym ciągu funkcjonuje.
- Zgadza się. - odpowiedział Niall. - Jego działalność zawieszono tylko na okres śledztwa w sprawie Louisa.... -dodał po chwili. - A co to ma do tego?
- Myślę, że jakiś poszlak najlepiej poszukać na miejscu zdarzenia. Obejrzeć ośrodek, popytać personel...
- Wiesz Mel.. - wtrącił Hazza. - To jest jakaś koncepcja, lecz myślisz, że to się uda?
- Co masz na myśli?- rzekłam nieco zdezorientowana jego reakcją.
- No bo... To było dość dawno. Myślisz, że ktokolwiek będzie pamiętał tamten turnus? A tym bardziej kojarzył, by działo się coś podejrzanego?
- Wiem, że to trudne. - rzekłam po chwili. - Ale zastanówcie się chwilę. - zerknęłam na twarze swoich towarzyszy. - Jeżeli uda się nam ustalić, że obóz nie jest dokładnie pilnowany a imprezy są naprawdę więcej niż szalone, będziemy mieć podstawy by twierdzić, że łatwo na teren ośrodka wnieść jakiekolwiek używki. A co za tym idzie, będziemy o krok bliżej od udowodnienia, iż śmierć Lou nie była śmiercią samobójczą.
- Genialne! - pisnął Niall, na co Harry mu przytaknął.
*Oczami Harry'ego*
Ta dziewczyna zdumiewała mnie z każdą chwilą. Była taka zaangażowana w tą całą sprawę, która dla niej z pewnością również była nie małym cierniem. I w dodatku wykazała się trzeźwym myśleniem i inteligencją. Musiałem przyznać przed samym sobą, że Mel podobała mi się coraz bardziej. Jednak nie czas o tym teraz myśleć. Najważniejsza jest sprawa z Louisem. Jestem to winien swojemu przyjacielowi...
Omówiliśmy parę kolejnych szczegółów dotyczących domniemanej wyprawy i ustaliliśmy, iż więcej uzgodnimy po rozmowie Mel z jej matką - dziewczyna musiała uprzedzić przecież rodzicielkę o swych planach. W sumie to szkoda mi Melissy. Ma tylko matkę, która praktycznie cały czas spędza poza domem. Mel musi mieć nie lada siłę, by sobie z tym wszystkim radzi, co nie powiem, również mnie w niej urzeka.
Po skończonym planowaniu Melissa ugościła mnie i Horana skromnym obiadem, który sama w pośpiechu przygotowała. Niall był tak zadowolony z jej kuchni, że w podzięce zaoferował się pozmywać naczynia. Zostałem z nią sam w jadalni. Miałem okazję, by porozmawiać.
- Mel. - rzekłem niewinnie. - Mogę Cię o coś spytać?
- Jasne. - odparła brunetka, posyłając mi delikatny uśmiech.
- Co... Co myślisz o miłości? Takiej wiesz, od pierwszego wejrzenia, na przykład od pierwszego wejrzenia.
~Szlak, plącze się jak małe dziecko.~
Mel chwilę milczała i zacząłem żałować tego pytania. Jednak zaraz ocknęła się ze swych przemyśleń i zwróciła się do mnie.
- Kiedyś miałam taką miłość za czystą fikcję. Wymyśliłam nawet sentencję: " Miłość jest jak kwiat - rozwija się powoli a niepielęgnowana umiera." Uważałam, że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje, bo by kogoś pokochać, trzeba tą osobę nieco poznać.
- A teraz zmieniłaś zdanie?- zapytałem zaciekawiony jej słowami.
- No można tak powiedzieć. Straciłam głowę dla kogoś, kto od dawna nie istnieje. Przez to nigdy go całkowicie nie poznam, ale mimo to pragnę jego bliskości. Myślę, że to jest moja miłość od pierwszego wejrzenia. - dodała lekko się rumieniąc.
Słuchałem w milczeniu jej wypowiedzi. Pochłaniałem z zachwytem każdy wypowiedziany przez nią wyraz. I dopiero dotarł do mnie sens jej słów. Jej serce było już zajęte. I to przez ducha mojego najdroższego kumpla.
- Harry?- spytała po chwili Mel.
- Yhm? - jęknąłem. - Wybacz, zamyśliłem się nad tym, co mówisz.
- Pytałam, czemu akurat o to spytałeś. - rzekła cicho.
- A tak po prostu. - skłamałem. - Byłem ciekaw Twojego punktu widzenia. - cholernie oszukiwałem, ją a przede wszystkim samego siebie.
- Rozumiem. - odparła, posyłając mi jeden ze swych słodkich uśmiechów.
- Mogę mieć jeszcze jedną prośbę?
- Jaką? - spytała zaciekawiona.
- Naucz mnie rozmawiać z Lou..
- Harry...
- Proszę.. - jęknąłem błagalnym tonem.
- Ja sama nie wiem, jak to robię. - rzekła, lecz widząc mój smutek dodała po chwili. - Ale mogę porozmawiać o tym z Lou i pewnie razem coś wymyślimy.
Byłem uradowany jej propozycją. Od razu zerwałem się z miejsca i dałem dziewczynie całusa w policzek.
- Wow! Na chwilę Was zostawić nie można, bo już Was do siebie ciągnie. - odezwał się głos Nialla, który wychylał się z kuchennego progu.
Spojrzeliśmy na siebie z Mel i zaczęliśmy się śmiać, wkrótce do naszego rechotu dołączył się i żarłok.
Razem w trójkę obejrzeliśmy jakieś filmy, które kończyły się na sprzeczkach, gdyż ja z Niallerem nieustannie je komentowaliśmy, co doprowadzało dziewczynę do szału. Kiedy nadszedł późniejszy wieczór, zaproponowałem wszystkim wspólne wyjście na miasto.
- A gdzie chcesz iść? - spytała Mel.
- No nie wiem... Zawsze chodziliśmy do tego samego klubu. - rzekłem. - Wiesz, o którym mówię Niall? - zwróciłem się do blondyna.
- Jasne! - odpowiedział pełen entuzjazmu. - To świetna myśl!
- Co Ty na to? - zwróciłem się do dziewczyny, posyłając jej błagalne spojrzenie.
- Bo ja wiem?... - odparła nie do końca przekonana.
- Oj daj spokój! - wtrącił Horan. - Nie daj się prosić! Przecież będziesz tam z nami.
- I to mnie właśnie przeraża. - odrzekła Mel, na co ja wybuchnąłem śmiechem. - Niech Wam będzie, ale dajcie mi się wyszykować, tak się nigdzie nie pokażę.
Dla mnie we wszystkim wyglądała świetnie, ale przystałem na jej prośbę. Rozsiedliśmy się z miską chipsów razem z Niallerem z powrotem przed TV, a Mel w tym czasie pomaszerowała na górę.
*Oczami Melissy*
Weszłam do pokoju i zrezygnowana stanęłam przed otwartą szafą. Wtedy poczułam ciepłe dłonie na swej talii. Odwróciłam się i ujrzałam moje kochane lazurowe tęczówki.
- Co piękna, pewnie nie wiesz co ubrać? - zaśmiał się Louieh.
- Yhym.. - mruknęłam, wtulając się w chłopaka, na co ten oplótł mnie swym ramieniem.
Po całym dniu spędzonym z tymi wariatami mieliśmy w końcu chwilę dla siebie. Miałam przez to nawet trochę wyrzuty sumienia. Owszem wcześniej ustalaliśmy, jak pomóc Lou, ale teraz chłopcy wyciągali mnie na imprezę i zrobiło mi się głupio, że zostawię tu Louisa.
- Ta będzie śliczna. - rzekł brunet, zawieszając swój wzrok na mojej szafie.
- O czym mówisz?- odparłam zdezorientowana.
- O tej sukience. - mruknął ciepło. - Ubierz tą, w niej będziesz wyglądać cudownie. - wskazał na miętową sukienkę z koronkowymi rękawami i rozkloszowanym dołem.
Wzięłam ją do ręki, dobrałam parę dodatków i już miałam się iść przebrać, gdy stanęłam naprzeciw młodzieńca i szepnęłam.
- Nie masz mi tego za złe?
- Niby co?- rzekł, szeroko się uśmiechając.
- No.. że ja z nimi idę... A Ty.. - spuściłam wzrok.
- Ależ Kochanie. - odparł widocznie rozbawiony, po czym uniósł mój podbródek, by spojrzeć mi w oczy. - Należy Ci się trochę rozrywki. Gdybym żył sam bym Cię gdzieś zabrał.
- Czyli nie gniewasz się? - spytałam onieśmielona jego błękitnymi tęczówkami.
- Nic a nic. Poza tym wychodzisz z moimi najlepszymi przyjaciółmi, przynajmniej wiem, że będziesz bezpieczna.
Nie odpowiedziałam już nic tylko obdarowałam Louisa czułym pocałunkiem. Potem szybko przebrałam się w wybraną przez Louieh'go kreację i zeszłam do czekających na mnie chłopaków.
*Oczami Harry'ego*
Kiedy Mel schodziła po schodach, dech zaparł mi w piersi. Rozpuszczone długie włosy zdawały się powiewać niczym welon z każdym jej krokiem. Delikatny, ledwo widoczny makijaż dodawał jej świeżości a wszystko podkreślała piękna jasnozielona sukienka i czarne szpilki. Wyglądała jak nimfa leśna.
- To co idziemy? - odparła słodko, po czym narzuciła cieniutki czarny sweterek na swe wąziutkie ramiona.
- Yeah! Party Time! - wypalił ni stąd, ni zowąd Niall, na co wszyscy zanieśliśmy się śmiechem.
Droga do klubu zajęła nam około pół godziny. Potem z jakiś kwadrans staliśmy w kolejce, gdyż tego wieczoru lokal był przepełniony ludźmi. Gdy weszliśmy do środka, zajęliśmy miejsca przy samym barze, by nie musieć kroczyć przez pół parkietu z drinkami. A tych zdecydowanie trochę poszło. Niallowi oczywiście po alkoholu włączyła się głupia gadka - jeszcze głupsza niż na co dzień, co mnie i Mel dostarczało nie lada rozrywki. Później mój umysł był skupiony zupełnie na czym innym.
W pewnym momencie Mel poderwała się z siedziska i posyłając mi uśmiech ruszyła w stronę parkietu. Po chwili mogłem podziwiać, jak jej drobne ciało oddaje się rytmowi muzyki. Nie obchodził mnie tłok panujący w klubie. Dla mnie istniała tylko ta wesoło pląsająca dziewczyna w zielonej sukience. Mel długo nie czekała z kolejnym ruchem i nim się zorientowałem, byłem tuż obok niej na środku sali. Momentalnie oddaliśmy się chwili i ciesząc się swym towarzystwem tańczyliśmy przy kolejnych piosenkach.
Kiedy nieco się zmęczyliśmy, ja powróciłem na wcześniejsze miejsce a Mel uprzedziła, że idzie do łazienki. Kiedy doszedłem do baru, zorientowałem się, iż brakuje mi tu zachlanych niebieskich tęczówek blondyna. Na szczęście nie musiałem długo szukać, bo zauważyłem jak pląsa między tłumem z jakimiś znajomymi. Rozsiadłem się wygodnie i popijając swojego drinka, śmiałem się z zachowania żarłoka.
Czas mijał, a Mel nie wracała. Zaniepokojony nieco tym faktem postanowiłem jej poszukać. Nialla pozostawiłem samemu sobie, on sobie poradzi. Zmartwiło mnie to, że ani na parkiecie ani w pobliżu łazienek nie znalazłem dziewczyny. Wyszedłem na zewnątrz, by spróbować do niej zadzwonić. W tym momencie ujrzałem zapłakaną twarz brunetki, która się z kimś szarpała. Widać było, że jej dręczyciel również ledwo trzyma się na nogach. Szybkim krokiem ruszyłem w stronę tej dwójki. W świetle ulicznym dojrzałem twarz napastnika.
- Corwin!?
~No to miarka się przebrała.~
___________________________________________________________________
Znajomość między Hazzą , Niallerem i Mel zdaje się zacieśniać. Lecz Harry zrozumiał, że Mel już kogoś kocha.. Podda się, czy postanowi zawalczyć o swoją miłość? I o co tym razem chodzi Corwinowi?
c.d.n.
Subskrybuj:
Posty (Atom)